Materia pierwotna

W mitologii greckiej Proteusz był Starcem Morskim, paste­rzem ssaków wodnych. Wiedział o wszystkim, co się wydarzyło na świecie, był więc uniwersalnym historykiem. Co ważniejsze, wiedział o wszystkim, co się wydarzy w przyszłości, stąd cieszył się wzięciem jako prorok. Nie cierpiał jednak opowiadać o tym, co wie. Próbował unikać wyjawiania przyszłości i uciekał przed pytającymi, przybierając różne kształty. Dla niektórych stał się symbolem pierwotnej materii, z której powstał świat.

Instynkt ma proteuszowy charakter, jest zmienny, ponie­waż przybiera wiele form, co jest przyczyną dużego zamętu. Niektórzy uważają go za źródło wszelkiego zachowania. W po­tocznym użyciu instynkt ma sporo innych konotacji, między innymi ?biologiczny” (w przeciwieństwie do ?psychicznego”), ?zaprogramowany”, ?wrodzony”, ?endogeniczny”, ?naturalny”, ?konstytucjonalny”, ?zdeterminowany genetycznie” bądź po prostu ?genetyczny”.

Wszystkie te terminy mają podobną konotację teoretyczną dotyczącą natury zachowania. Instynktowne wzorce zachowa­nia są, jak się mówi, odziedziczone, wewnętrznie motywowane i adaptacyjne. Jak można pogodzić te poglądy z obecnym rozu­mieniem rozwoju zachowania, a w szczególności z pojęciem kuchni rozwojowej? Na tym etapie wystarczy powiedzieć, że posługiwanie się wyrażeniami ?odziedziczony”, ?wewnętrznie motywowany” i ?adaptacyjny” jako charakterystykami de­finiującymi samo w sobie jest problematyczne, a to sprawia, że prawdziwe wzorce zachowania, odpowiadające pojęciu instynk­tu, stają się jeszcze bardziej nieuchwytne. Karol Darwin rozpo­znał ten problem w O powstawaniu gatunków w 1859 roku:

Nie będę usiłował podać jakiejkolwiek definicji instynktu. Łatwo można byłoby wykazać, że zwykle przez ten wyraz rozumie się wie­le rozmaitych przejawów działalności umysłowej; każdy rozumie jednak, co oznacza powiedzenie, że instynkt zmusza kukułkę do wędrówek i do składania jaj do gniazd innych ptaków. Kiedy czyn­ność, którą my sami możemy wykonywać li tylko nauczeni doświad­czeniem, wykonuje zwierzę, zwłaszcza bardzo młode, bez żadnego poprzedniego doświadczenia i przy tym wykonuje ją wiele osobni­ków w jednakowy sposób, bez żadnej znajomości celu – to czynność taką nazywamy zwykle instynktowną. Mógłbym jednak wykazać, że żadna z tych cech instynktu nie jest powszechna (…) nawet u zwierząt stojących na niskich szczeblach rozwoju da się zaobser­wować pewną niewielką dozę zdolności rozważania czy rozumu*.

Darwin mądrze odmówił podania pełnej definicji instynktu, pojęcie to bowiem ma wiele wymiarów. Dzisiaj jest podobnie. W najprostszej formie instynkt może być tylko odruchową re­akcją na zewnętrzne bodźce, jaką jest choćby odruch kolanowy czy ssanie piersi przez dziecko. W bardziej skomplikowanej for­mie instynkt to seria ruchów skoordynowanych w jedno zacho­wanie, prowadzące do osiągnięcia konkretnego celu, na przy­kład przemieszczanie się czy komunikacja niewerbalna. W póź­niejszym okresie życia Darwin opublikował artykuł, w którym opisał zachowanie swojego pierworodnego2. Artykuł ten stał się bodźcem do badań rozwoju człowieka. Darwin pisał:

W pierwszych siedmiu dniach życia mój synek pokazywał rozma­ite zachowania odruchowe, a mianowicie kichanie, czkanie, ziewa­nie, przeciąganie się oraz, oczywiście, ssanie i płacz. Siódmego dnia dotknąłem jego bosej stopy kawałkiem papieru, on zaś cofnął ją gwał­townie, kuląc palce, zupełnie jak starsze dzieci, kiedy połaskotać je. Doskonałość tych odruchowych zachowań pokazuje, że niedoskona­łość ruchów celowych nie jest związana ze stanem mięśni czy cen­trów koordynujących, lecz zależy od woli. Już wtedy wydawało mi się jasne, że przyłożenie delikatnej, ciepłej dłoni do policzka zwiększało jego chęć ssania. Trzeba to uważać za odruch bądź działanie instynk­towne, gdyż nie sposób założyć, że w grę mogłoby tak szybko wejść doświadczenie i skojarzenie z dotykiem piersi matki.

Zachowanie innych zwierząt dostarcza wielu powodów do zdumienia. Weźmy na przykład zawiły sposób tkania sieci przez pająka. Zwierzę bada najpierw potencjalne miejsce, two­rzy ramę dla sieci, wyszukując rozmaite punkty zaczepienia, snuje promienie z tych punktów do centrum, następnie znowu do ramy, potem tka spiralę ze środka na zewnątrz i w końcu spiralę z ramy do centrum. Powstaje doskonała struktura przy­stosowana do miejsca, w którym została stworzona.

W najbardziej skomplikowanej postaci instynkty uważa się za podstawę, dzięki której jednostka gromadzi w procesie uczenia się szczególny rodzaj informacji z otoczenia. Przykła­dem może być aktywizacja języka przez człowieka. Dzieci uczą się słów i zasad gramatyki od otaczających je dorosłych, lecz sposób, w jaki to robią, jest wspólny dla wszystkich ludzi. Stąd proces leżący u podstaw uczenia się uważany jest za odziedzi­czony, wewnętrznie motywowany i adaptacyjny.

Instynkt znalazł się w centrum zainteresowania biologów w połowie dwudziestego wieku. Biolodzy ci badali zachowa­nia zwierząt. Zainteresowanie naukowców zostało na nowo rozniecone przez prace barwnej i kontrowersyjnej postaci – Konrada Lorenza5. Lorenz urodził się w 1903 roku w rodzinie bogatego i sławnego austriackiego lekarza, który opracował metodę leczenia wrodzonych deformacji szkieletu, zwaną ?bez­krwawą operacją”. Ojciec tolerował menażerię, którą trzymał w domu jego mały syn, nalegał wszakże, by został on leka­rzem. Lorenz był posłuszny. Jednak kiedy tylko zdobył wy­kształcenie medyczne, wyjechał do Wiednia, gdzie robił dokto­rat z anatomii porównawczej, nie rezygnując z badania zacho­wań zwierząt, które trzymał w rodzinnym domu w Altenber- gu. Ojciec nadal tolerował jego entuzjazm, utrzymując go w latach dwudziestych i trzydziestych, gdy ten nie miał pracy. W tym okresie naukowa reputacja Lorenza rosła i w latach trzydziestych, wraz ze swym holenderskim przyjacielem Niko Tinbergenem, stworzył nową teorię zachowań instynktow­nych. Razem z Tinbergenem i Karlem von Frischem otrzymał w 1973 roku Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii. Konrad Lorenz i Niko Tinbergen uznani zostali za twórców etologii – nauki o biologii zachowania.

Tinbergen pochodził z rodziny, która wydała dwóch noblistów: jego brat otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Po drugiej wojnie światowej Niko przeprowadził się z Holandii do Oksfordu. W 1951 roku opublikował doniosłą pracę Badania nad instynktem, w której umieścił główne odkrycia i założenia etologii. Tinbergen szczególnie lubił prowadzić badania zwie­rząt w ich naturalnym środowisku, był mistrzem prostych i ele­ganckich eksperymentów behawioralnych wykonywanych na łonie przyrody. Z kolei Lorenz wolał trzymać zwierzęta w do­mu, gdzie łatwiej mu było je obserwować. Uderzyło go, jak dziwacznie wyglądają wyjęte z kontekstu wzorce zachowania, tak właściwe w środowisku naturalnym, do którego zwierzę się zaadaptowało. Kilka dni po wykluciu hodowane w niewoli pisklę kaczki zdaje się natłuszczać swój puch: dotyka dziobem małej brodawki tuż nad ogonem, a następnie wyciera go o puch. Tymczasem brodawka ta, która w dorosłości staje się gruczołem produkującym tłuszcz, teraz nie pełni jeszcze swej funkcji. Puch pisklęcia byłby w normalnych warunkach na­tłuszczany przez pióra matki. Tego rodzaju obserwacje dopro­wadziły Lorenza do wniosku, że wzorce zachowania, które dzięki ewolucji były dobrze przystosowane do zaspokajania potrzeb biologicznych zwierzęcia, są jakościowo odmienne od zachowań nabywanych później przez uczenie się. Przez całe życie Lorenz ostro sprzeciwiał się – jak to nazywał – ortodoksyjności amerykańskiej psychologii behawiorystycznej, która niemal wyłącznie kładła nacisk na uczenie się6.

Lorenz, mając przygotowanie akademickie z zakresu ana­tomii porównawczej, uważał, że zachowanie można rozpatry­wać tak jak każdą strukturę fizyczną bądź narząd. Wszystkie charakteryzują się bowiem regularnością i konsekwencją, któ­re odpowiadają biologicznym potrzebom zwierzęcia, oraz róż­nią się między gatunkami. Chociaż Lorenz był gorącym zwo­lennikiem pojęcia instynktu, nie przeczył, że uczenie się jest również istotne. Przeciwnie, przykładał wielką wagę do proce­sów rozwojowych, prowadzących do wykształcenia się społecz­nych i płciowych preferencji zwierząt. Uważał, że takie proce­sy uczenia się są pod kontrolą – jak to nazywał – wrodzonej konserwatywnej nauczycielki. Przez pojęcie to rozumiał wyso­ko uporządkowane pobieranie informacji z otoczenia w chwili, gdy pełnią one dla zwierzęcia najbardziej adaptacyjną funk­cję. Instynkt, według Lorenza – czy to jako bezpośrednio orga­nizujący zachowanie, czy też jako mechanizm zmieniający za­chowanie przez uczenie się ? to odziedziczone struktury neu­ronowe, które podczas rozwoju pozostają nie zmienione przez otoczenie. Lorenz uważał, że zachowanie będące rezultatem uczenia się powstaje w mózgu bez udziału elementów instynk­townych.

W dalszej części rozdziału przyjrzymy się krytycznie pier­wotnemu pojęciu instynktu Lorenza i Tinbergena. Musimy jednak zaznaczyć, że ich poglądy wywodziły się z wielu istot­nych obserwacji zachowań zwierząt w środowisku natural­nym. Następne lata przyniosły jeszcze więcej dowodów. Poza tym mnóstwo przykładów zalotów, zachowań obronnych, wy­specjalizowanych metod karmienia, porozumiewania się i tym podobnych stało się znanych szerokiej widowni z wielu filmów telewizyjnych. Niektóre wzorce zachowań są wysoce stereoty­powe i wykazują stałość w wielu środowiskach. Przykładem niech będzie tu umiejętność tkania sieci przez pająki. Złożone i skoordynowane wzorce zachowania mogą powstać także bez uprzednich ćwiczeń. Na przykład ptaki potrafią latać już przy pierwszej próbie, bez żadnych wcześniejszych doświadczeń. W pewnym eksperymencie młode gołębie wychowywano po wykluciu w wąskich klatkach, które uniemożliwiały im poru­szanie skrzydłami. Uwalniano je, gdy osiągały wiek, w któ­rym zazwyczaj zaczynają latać. Mimo że nie miały w tej umie­jętności żadnych doświadczeń, zaczynały natychmiast latać, i robiły to niemal tak sprawnie jak gołębie, którym nie ograni­czono swobody ruchów. Podobnie gajówki, które od wyklucia trzymano w klatkach, jesienią stawały się niespokojne i pró­bowały odlatywać na południe, tak jak by to było w normalnej sytuacji. Gajówki były niespokojne kilka miesięcy, czyli okres, który jest im potrzebny na przelot z Europy do Afryki, gdzie zimują. Następnej wiosny podejmowały próby lotu na pół­noc. Zachowania migracyjne pojawiały się mimo wychowywa­nia w izolacji, w której nie mogły uczyć się, kiedy, dokąd i jak długo należy lecieć.