Własny pokój

 

Są jednak sytuacje, wcale zresztą nierzadkie, gdy zamiesz­kanie z teściami jest po prostu życiową koniecznością, rzeczy­wiście dyktowaną trudną sytuacją materialną. Należy wówczas zadbać o to, by zminimalizować możliwe negatywne skutki, a wydobyć elementy pozytywne. Jestem przekonany, że mini­mum intymności i poczucia odrębności może być zagwaran­towane tylko wtedy, gdy młodzi otrzymają na wyłączne użytkowanie odrębny, nieprzechodni pokój. Oby teściowie byli tak wspaniałomyślni, że oddając pokój, oddadzą go do końca. Czasem jest tak, że pozostawiają w nim część swoich rzeczy codziennego użytku, np. pościel czy ubrania w szafie. To z ko­lei pociąga za sobą wchodzenie po nie bez ostrzeżenia, co ewidentnie narusza intymność młodych. Bywa, że rodzice przyzwyczajeni do wystroju i umeblowania pokoju nie pozwa­lają niczego w jego aranżacji zmienić. Tu zawsze wisiał portret przodka, ściany zawsze były np. żółte, pomalowane wałkiem w niebieskie różyczki itp. I tak musi zostać! Czasem rozmawia­jąc z młodymi skarżącymi się na taką właśnie postawę rodzi­ców, nie do końca żartem namawiam ich do przeprowadzenia drobnej prowokacji. Ot, np. po zapytaniu rodziców, czy ten pokój jest naprawdę do końca ich, namawiam, by pomalować sufit na pomarańczowo czy fioletowo, a portret przodka wystawić poza pokój. Wyczyn taki oczywiście sprowokuje rozmowę ze zszoko­wanymi rodzicami i być może stanie się szansą na choćby częściowe zdystansowanie się rodziców do wariackich pomy­słów młodych. A to w oczywisty sposób poszerzy autonomię małżeństwa w mieszkaniu rodziców-teściów. Rzecz jasna „pro­wokację" należy zaplanować bardzo ostrożnie i rozważnie, ro­zeznawszy uprzednio, jaka jest szansa na pozytywny efekt końcowy. Tylko wówczas, gdy młodzi poczują, że są faktycznie suwerennymi właścicielami pokoju, mogą czerpać nieobliczal­ne korzyści z bycia „na swoim".