Nowomoda zamiast tradycji i wartości

 

Niestety, te tradycyjne, wielowiekowe zwyczaje zastąpione zostały bezmyślnie lansowaną modą. Nie są dziś modne nawet określenia: zaręczyny, narzeczeni, narzeczeństwo, nie mówiąc już o obowiązku przedstawienia wybranka serca rodzicom. Wylanych zostało z kąpielą wiele pożytków płynących ze zwy­czajów i obyczajów związanych z ceremonią zaręczyn i całym okresem narzeczeństwa. Nie tak dawno panowała moda (kom­pletnie durna i szkodliwa) na zawiadamianie – post factum – listowne swych rodziców o zawarciu małżeństwa przez córkę czy syna. Ile niepotrzebnego bólu, zawodu, wręcz tragedii wynikało z bezmyślnego pójścia za tą modą. A naprawdę nie były to pojedyncze przypadki. Taki panował wśród młodych styl – „szpan", mający być rzekomo dowodem niezależności i wolności młodego człowieka. Szkodliwych mód można by wy­mienić wiele, ot, choćby moda na współżycie przedślubne, przez coraz szersze rzesze uważana za normę, oczywistość. Jest moda na związki nieformalne, tzw. konkubinat, tak silna, że nawet próbuje się ją sankcjonować prawnie. Mamy modę na związki homoseksualne, modę na szybkie, łatwe, bezstresowe rozwo­dy, modę na pornografię, na antykoncepcję, na tzw. wolny seks. Mamy też modę na cudzołóstwo, na nieuszanowanie (nie mówiąc już o czci) rodziców, następnie modę na nieuczciwość nazywaną zaradnością życiową, modę na pożądanie cudzych żon i wszechobecną modę na pożądanie rzeczy, a szczególnie pieniędzy. Wśród tych wszystkich antychrześcijańskich i tym samym antyczłowieczych mód panuje też moda na złe wypo­wiadanie się o innych. Wśród tych „innych" szczególne miej­sce zajmują teściowie, wręcz nie wypada wypowiadać się o nich dobrze.

Dla ludzi żyjących bezrefleksyjnie, oderwanych od praw­dziwych wartości i autorytetów, moda stanowi dyktat, któremu w żaden sposób nie potrafią (a nawet nie chcą) się przeciwsta­wić. Jest wykładnią ich działania, której chętnie przypisują znamiona nowoczesności, nadążania za rozwojem ludzkości, za duchem czasu. Nie zauważają ci entuzjaści nowoczesności, że ten duch czasu jest nieraz duchem złym, by nie powiedzieć: upiorem współczesności. Człowiek zawsze poddany jest du­chowi, dobremu lub złemu, duchowi tego świata. Wiem, że takie słowa narażają mnie na podsumowanie mianem oszołoma, ciemnogrodzianina rodem ze średniowiecza. Wiem i niewiele sobie z tego robię. Wolę bowiem być człowiekiem rozumnym z przyklejoną przez głupców etykietką niż głupcem bezrozumnym, szczycącym się nadanym samemu sobie mianem nowo­czesnego Europejczyka.