Malejąca pozytywna rola kultury – mądrej tradycji

 

W dawniejszych czasach, gdy tzw. konwenanse i dobry ton były dość powszechnie respektowane, młodzi mieli cały szereg praktycznych wskazówek: co wypada, czego absolutnie nie należy czynić, a nawet jak należy szczegółowo zachować się w określonej sytuacji. Nie chcę tu dyskutować nad sensowno­ścią nieraz bardzo drobiazgowych przepisów, kto komu pierw­szy coś podaje, kto za kogo i w jakiej kolejności wznosi toast itd. A jednak te przepisy coś porządkowały. Porządkowały m.in. zasady pojawiania się w domu swych przyszłych teściów. Dziś pozostawia się te sprawy indywidualnemu wyczuciu i… efekty są opłakane. Znam młode małżeństwo borykające się z nie­prawdopodobną nieakceptacją męża przez matkę żony. Wiele elementów tkwiących po obydwu stronach złożyło się na ten stan rzeczy, ale początkiem wszystkiego było pierwsze spotka­nie. Oto chłopak pojawia się po raz pierwszy w domu przyszłych teściów bez zapowiedzi, w szortach i podkoszulce, brudny i spo­cony, wprost po wycieczce rowerowej i przyjaźnie (jako pierw­szy) wyciąga na powitanie rękę do swej przyszłej teściowej!… Matka nie tak wyobrażała sobie pojawienie się w jej domu wymarzonego królewicza z bajki, przyszłego męża jej jedynej córki – najcudowniejszej księżniczki. Nie udało się jej ukryć zawodu, a nawet oburzenia i zaczęła się otwarta wojna, która trwa już kilka lat i sieje szerokie spustoszenia w relacjach rodzinnych.

Nie zachęcam tu do powrotu do sztywnych, bezdusznych i nierzadko pustych konwenansów, które wypadało, ba – bez­względnie należało respektować pod groźbą ciężkich sankcji, np. izolacji towarzyskiej, wykluczenia z rodu czy nawet prze­padku mienia…

Znam przypadek takiego właśnie sztywnego przywiązania do tego, „co wypada", które doprowadziło do rozpadu małżeń­stwa… w dniu ślubu. Otóż, w czasie wesela pierwszy wzniósł toast ojciec panny młodej, tak jak to być powinno, według miejscowych mniemań. Następny powinien być ojciec pana młodego, który jednak ociągał się z wzniesieniem toastu, więc po dłuższej chwili wyczekiwania dopełnił go – o zgrozo – jakiś wuj. Rodzina panny młodej jednomyślnie uznała to za ciężkie wykroczenie, mówiąc wprost, chamstwo, co zresztą dobitnie i głośno zostało wypowiedziane. To z kolei solidarnie rodzina pana młodego uznała za kompletny brak wychowania. Czynie­nie uwag w tym stylu skomentowała, że niczego lepszego po takiej rodzinie, jak rodzina panny młodej, nie należało się spodziewać. Doszło do otwartej awantury między dwoma rodzi­nami, w której nie szczędzono sobie wzajemnych obelg, pomó­wień i poniżających epitetów. Panna młoda stanęła po stronie swojej rodziny, a pan młody po stronie swojej. W ten sposób w czasie wesela doszło do autentycznego rozpadu zawartego przed kilkoma godzinami małżeństwa…

Nie chcę zatem tu nawoływać do ślepego przestrzegania sztywnych, nic nie znaczących, a bezwzględnie obowiązują­cych wzorców zachowań, lecz jedynie wskazać na pożytek płynący z funkcjonowania rozsądnych, przez stulecia weryfi­kowanych zasad postępowania w danej społeczności i mądrość respektowania ich w życiu.