Kłamstwo o własnych rodzicach

 

Spotykałem się wielokrotnie z sytuacjami idącymi dalej niż tylko brak dostatecznego poznania rodziny współmałżonka. Myślę tu o kłamstwie, o celowym rysowaniu nieprawdziwego obrazu swej rodziny. Dzieje się to zwykle wtedy, gdy młody człowiek wstydzi się swoich rodziców i rodziny. Nie myślę tu o naturalnej w gruncie rzeczy próbie usprawiedliwiania swo­ich bliskich i ukazywaniu ich w możliwie najlepszym świetle. Myślę o jawnym kłamstwie na ich temat. Przykład: chłopak wstydząc się swego patologicznego ojca i nie chcąc go przed­stawić swojej narzeczonej, wymyślił, że ojciec jest wysokiej rangi dyplomatą i wraz z matką stale przebywa na placówkach zagranicznych. Zdarza się również (i jest to szczególnie bole­sne), że dziecko wstydzi się swych rodziców bez powodu. Oto młody biznesmen robiący interesy w wielkim mieście wstydzi się swego wiejskiego pochodzenia i rodziców ciężko pracują­cych i mieszkających skromnie w małej wiosce, w walącym się domku, bez łazienki, z wychodkiem za stodołą. Opowiada więc dziewczynie, że rodzice musieli wyemigrować w stanie wojen­nym do Kanady jako działacze „Solidarności". Bywa, że młody „uśmierca" swych rodziców, opowiadając np., że zginęli w wy­padku lotniczym. Bardzo łatwo tworzyć wówczas wyimagino­wany obraz wspaniałych, idealnych, na miarę wyobrażeń syna (czy córki) rodziców. Ktoś powie: „Przecież to nie ma sensu, to się musi wcześniej, czy później wydać!". Oczywiście, że musi się wydać, lecz bywa (choć trudno w to uwierzyć), że kłam­stwo wydaje się dopiero po ślubie! Pojawia się wówczas py­tanie, czy to małżeństwo ma podstawy do jedności? Jeśli bowiem w tak ważnych sprawach zatajają fakty, można mieć wątpliwość co do ich szczerości, gdy pojawią się inne trud­ności.