A jednak prawda wyzwoli

 

Mimo wszystko, mimo całego dramatyzmu opisanej sytuacji śmiem twierdzić, że powinno się przed ślubem poznać prawdę o rodzinie współmałżonka. Sposób poznania trudnej prawdy musi być szczegółowo przygotowany, by ochronić przed szo­kiem zderzenia. W opisanym wyżej przypadku błędem było zaproszenie nieprzygotowanych, niczego nie spodziewających się, przyzwoitych łudzi do brudnej i cuchnącej meliny i pozo­stawienie reżyserii spotkania ludziom z marginesu, którzy dramatycznie pogubili się w życiu.

Im prawda o rodzicach jest trudniejsza, tym lepiej – chcia­łoby się rzec – bardziej pieczołowicie powinno być przygotowa­ne ujawnienie jej. Aranżując spotkanie, należy tak rozpracować warunki zewnętrzne i okoliczności, by ograniczyć do mini­mum możliwość złych, niekontrolowanych skutków, by unik­nąć sytuacji jak w opisanym przykładzie.

Opanowanie emocji na rzecz rozumu

W świetle powyższych rozważań młodzi decydujący się na małżeństwo powinni bezwzględnie (dla własnego dobra) pod­jąć trud poznania rodziny wybranka swego serca. Im większe emocje kierują ich zainteresowania wyłącznie ku sobie, tym więcej wysiłku będzie kosztowało rozejrzenie się dookoła. Żad­nego bowiem wysiłku człowiek owocnie nie podejmie, jeżeli nie będzie przekonany o jego sensowności. Tu leży problem: co zrobić, by młodzi byli w pełni przekonani nie tylko o sen­sowności, lecz wręcz o konieczności poznania przyszłych te­ściów i rodziny współmałżonka? Przekonanie to młodzi powinni wynieść z własnego domu rodzinnego, powinno ono być wyni­kiem procesu ich wychowania. Jest to więc zadanie głównie dla rodziców, a inni mogą tylko pomagać. Mam nadzieję, że moje pisanie o „problemie teściów" stanie się przynajmniej dla niektórych rodziców impulsem do refleksji nad sobą i wycho­waniem swoich dzieci. Byłoby bardzo pożyteczne, gdyby mło­dzi wzrastali w przekonaniu graniczącym z oczywistością, że poznanie rodziny przyszłego współmałżonka jest niezbędne przed podjęciem decyzji o zawarciu małżeństwa. Gdyby to prze­konanie było głęboko wpojone na zimno i rozumowo zaakcep­towane jako słuszne i prawidłowe, jako elementarny wymóg, to w sytuacji nawet bardzo uczuciowo gorącej dawałoby o sobie znać. Włączałoby się niejako światełko ostrzegawcze: „Nie wolno podejmować takich ważnych życiowo decyzji, jak decyzja o mał­żeństwie, bez wcześniejszego bliższego poznania domu, z które­go przyszły małżonek się wywodzi". Takie ostudzone rozumem podejście uchroniłoby niejedną parę przed karkołomnym związ­kiem, z góry skazanym na nieprzeciętne trudności, by nie powiedzieć – na rozpad.