Rodzice, potomstwo i konflikt

U niektórych gatunków opieka nad młodymi ogranicza się do zapewnienia niewielkiej ilości żółtka, umożliwiającego po­tomstwu przetrwanie do momentu, w którym nabędzie ono umiejętność samodzielnego zdobywania pokarmu. Ryby mor­skie, na przykład śledzie, produkują olbrzymie ilości komórek jajowych i plemników, które łączą się w wodzie. Żadne z rodzi­ców nie opiekuje się potomstwem, dlatego też większość za­płodnionych jaj ginie już na wczesnym etapie rozwoju. U in­nych gatunków ryb zapładnianych jest znacznie mniej jaj, a dorosłe osobniki opiekują się nimi na rozmaite sposoby: nie­które, na podobieństwo ssaków, do czasu przyjścia na świat młodych utrzymują je w swoim ciele, inne chronią je, trzyma­jąc w jamie gębowej.

Spośród wszystkich zwierząt ptaki i ssaki wydają na świat najmniej młodych, ale też najbardziej się nimi opiekują. Ptaki znoszą chronione twardymi skorupkami jaja, które następnie aż do wyklucia się piskląt są wysiadywane na zmianę przez oboje rodziców. Rozwijający się wewnątrz skorupy zarodek żywi się substancjami zawartymi w żółtku, czym początkowo bardzo przypomina zarodek ssaka. Po wykluciu się piskląt oboje rodziców zwykle opiekuje się potomstwem i zapewnia mu pokarm.

Człowiek, podobnie jak wiele ssaków, dużo inwestuje w każ­dego z nielicznych potomków przychodzących na świat w roz­rodczym okresie jego życia. Ma to ogromne znaczenie dla roz­miarów rodzicielskiej opieki oraz czasu, jakiego potrzebują młode, by osiągnąć dorosłość. Ów długi okres rozwoju, szcze­gólnie charakterystyczny dla człowieka, a w mniejszym stop­niu również dla większości pozostałych ssaków, jest możliwy jedynie dzięki rodzicielskiej ochronie i opiece. Człowiek po­trzebuje dużo czasu, by osiągnąć wiek reprodukcyjny, nawet jeśli wziąć pod uwagę wysoką średnią życia. Dzieci muszą przetrwać do momentu, aż będą ostatecznie przygotowane do własnej fazy reprodukcyjnej.

W pierwszym okresie życia ssak jest dobrze chroniony w ło­nie matki. Kiedy zarodek zagnieżdża się w śluzówce macicy, co u człowieka następuje między szóstym a ósmym dniem po zapłodnieniu, jego rozwijające się komórki przypominają nie­co pasożyta penetrującego wyściółkę macicy i zmieniającego jej ukrwienie. Tętnice błony śluzowej macicy przekształcają się w naczynia o małym oporze, które nie mogą się zwężać. Od strony płodu tym nadzwyczajnym urządzeniem łączącym jest łożysko. Dziecko jest od niego całkowicie uzależnione. Łoży­sko pełni funkcję jamy ustnej, płuc i nerek. Chociaż krew mat­ki i dziecka nigdy się nie stykają, pokarm i tlen z krwiobiegu matki przedostaje się przez barierę łożyskową do krwiobiegu dziecka, a produkty przemiany materii płodu podążają w prze­ciwnym kierunku. Po owej wymianie krew wraca przez pępo­winę do rozwijającego się dziecka. Po porodzie pępowina zo­staje przecięta, a łożysko wydalone z organizmu matki.

W ujęciu tradycyjnym macierzyństwo wyobrażano sobie ja­ko całkowitą harmonię między matką a jej nienarodzonym dzieckiem. Tymczasem teoria ewolucyjna wprowadziła do tego błogiego wizerunku nieco wątpliwości. U gatunków rozmna­żających się drogą płciową potomstwo nie jest genetycznie identyczne z rodzicami. W konsekwencji dzieci mogą żądać od rodziców więcej, niż ci są gotowi dać, co rodzi możliwość po­wstania konfliktu interesów mierzonych w dłuższej perspek­tywie. Amerykański biolog Robert Trivers nazwał to ?konflik­tem między rodzicami a potomstwem”, w znaczeniu sprzecz­ności interesów reprodukcyjnych, a nie otwartej kłótni3. Rodzic może zaniedbywać niektóre potrzeby istniejącego potomka na rzecz tych, których ma jeszcze począć; potomek z kolei dąży do zwiększenia swojej szansy przetrwania. Owe ścierające się interesy, tak u rodzica, jak i u dziecka, nie muszą być – i na ogół nie są – procesami świadomymi. Co więcej, konflikt jest możliwy na długo przed przyjściem potomka na świat. Zasta­nówmy się, co się dzieje w macicy podczas ciąży.

Łożysko ingeruje w organizm matki w sposób, który w dłuż­szej perspektywie nie zawsze jest dla niej korzystny z punktu widzenia posiadania kolejnych dzieci. Australijski biolog Da­vid Haig stwierdził, że podczas gdy w interesie potomka leży jak największy przepływ substancji odżywczych przez łożysko, z punktu widzenia matki najlepiej jest ograniczyć go do pozio­mu nieco niższego niż maksymalny4. Matka i dziecko ?spiera­ją się” o ilość pobieranych przez dziecko składników pokarmo­wych. Haig wykazuje, że hormony łożyska, które przedostają się do krwiobiegu matki, wywołują w jej fizjologii zmiany ko­rzystne dla płodu. Podwyższając ciśnienie krwi matki, zwięk­szają dopływ krwi do łożyska, a co za tym idzie – składników odżywczych do płodu. Zazwyczaj towarzyszy temu lekki obrzęk kostek ciężarnej. Zdarza się jednak, że dochodzi u niej do rzu­cawki (eklampsji), która może doprowadzić do drgawek i śpiącz­ki. Haig twierdzi, że produkowane przez potomka hormony łożyska hamują działanie insuliny, przez co po posiłku poziom cukru w organizmie matki jest podwyższony dłużej niż przed ciążą. Niekiedy proces ten tak się nasila, że kobieta zapada na cukrzycę.

Rezultat takiego ewolucyjnego konfliktu interesów bywa przedstawiany jako swoisty wyścig zbrojeń, w którym nara­stająca manipulacja ze strony płodu skutkuje podjęciem przez matkę jeszcze bardziej wyrafinowanych środków zaradczych. Niemniej jednak ewolucja narzuca tu ograniczenia. Jeśli poto­mek będzie zbyt agresywnie realizować swe żądania, zabije matkę i – oczywiście – siebie. Podobnie, jeśli matka będzie zbyt nieprzychylna, jej ?pasożytujący” płód nie przetrwa, a ona nie Wyda na świat potomstwa.

Pod względem budowy łożyska różnych grup ssaków bardzo się różnią. Na ogół płód łączy się z macicą, wytwarzając trzy warstwy tkanki. Z kolei matka, w zależności od gatunku, wy­twarza jedną, dwie bądź trzy warstwy. Zdarza się też, że mat­ka nie wytwarza żadnej warstwy, a wtedy jej krew swobodnie obmywa tkanki płodu wnikające w macicę. W jeszcze innym rodzaju łożyska krew matczyna obmywa tylko jedną warstwę tkanek płodu.

Próby sklasyfikowania gatunków ssaków ze względu na licz­bę warstw tkanki oddzielającej krwiobiegi matki i płodu nie pokrywają się z pozostałymi klasyfikacjami, dokonanymi na podstawie podobieństw w budowie ich organizmów czy genów. Tak więc na przykład konie, wieloryby i lemury (prymitywne naczelne) mają trzy matczyne i trzy płodowe warstwy łoży­ska, które oddzielają krwiobieg matki od krwiobiegu dziecka. Z drugiej strony ryjówki, szczury i króliki są podobne do głów­nej grupy naczelnych, w tym człowieka, ponieważ krew matki swobodnie opływa jedną warstwę łożyska wytwarzaną przez płód. Nikt nie wie, dlaczego tak jest. Ustalona podczas ewolu­cji liczba warstw zależy, jak się zdaje, od tego, na ile korzystne dla obu stron jest oddziaływanie płodu na organizm matki: im mniej warstw, tym silniejsze oddziaływanie. Liczba warstw łożyska mogła się zwiększać bądź zmniejszać w trakcie ewolu­cji gatunków, stosownie do zmian w optymalnej równowadze interesów rodzica i dziecka. Na podstawie obecnej struktury łożyska rozmaitych gatunków nie można nic powiedzieć o ich ewolucyjnej historii.

Odmienne interesy rodzica i dziecka zostały opisane przez Kahlila Gibrana w poemacie Prorok.

Dzieci wasze nie są waszymi dziećmi.

To syny i córy tęsknoty Życia za sobą samym.

Jawią się na tej ziemi przez was, lecz nie od was pochodzą

i choć przebywają z wami, nie do was należą.