Otulają cię

Długi okres między odstawieniem od piersi a uzyskaniem całkowitej samodzielności to uderzająca właściwość rozwoju człowieka, jej funkcja adaptacyjna zaś rodzi wiele pytań. Z okresem tym wiąże się także kilka innych zagadnień, na przykład coraz częstsze posiadanie tylko jednego dziecka, in­tensywna opieka rodzicielska czy uczestnictwo w życiu towa­rzyskim. Przedłużony okres nauki, wolny od poszukiwania partnera i opieki nad potomstwem, zdecydowanie ułatwia gro­madzenie szczegółowej wiedzy i opanowanie skomplikowa­nych umiejętności niezbędnych w kontaktach z równie dobrze przygotowanymi przedstawicielami gatunku. Ponieważ po­wrót do krótszego okresu rozwoju poważnie pogorszyłby sytu­ację jednostki, istnieje presja ewolucyjna na rozwój tych umie­jętności, które są niezbędne w życiu społecznym, czy to pod względem rywalizacji, czy to współpracy.

Jakkolwiek długi okres rozwoju przynosi zdecydowane ko­rzyści, człowiek wykazuje się elastycznością, która w razie potrzeby pozwala znacznie skrócić czas potrzebny mu na zbu­dowanie banku szczegółowej wiedzy i umiejętności. W rozdzia­le szóstym opiszemy przypadki dzieci, które osiągnęły zadzi­wiająco wysoki poziom rozwoju, mimo że żyją na ulicach wiel­kich miast. W sytuacji zagrożenia życia radzą sobie one jak dorośli. Chociaż długofalowe koszty mogą być dla nich ogrom­ne, lepiej je ponieść, niż nie przeżyć.

W miarę rozwoju dzieci stają się ruchliwsze, zaczynają się porozumiewać i bawić, tworzą grupy rówieśnicze, w których panują ich własne style zachowań. Judith Harris dowodzi, że choć rodzice są przekonani, iż oni kształtują charakter dziec­ka, to właśnie owe grupy mają na nie największy wpływ. Dzieci mają skłonność do przejmowania postaw i akcentu od swoich rówieśników, a nie od rodziców czy nauczycieli. Rówie­śnicy są ważni. Niemniej i w tej sferze rodzice odgrywają istot­ną rolę, ponieważ – świadomie bądź nie – mają znaczący wpływ na to, kim owi rówieśnicy są.

Dom to tylko jedno z miejsc, w których dziecko musi się nauczyć stosownych zachowań. W innym środowisku, na przy­kład w szkole, może się ono zachowywać zupełnie inaczej i odczuwać duży dyskomfort, gdy rodzice przychodzą do szko­ły albo szkolni koledzy odwiedzają je w domu. Dzieci niechęt­nie poddają się skłonności rodziców do jednakowego wycho­wywania chłopców i dziewcząt; same dzielą się na grupy ró­wieśnicze według płci, uczą się wzajemnie typowych dla tej­że zachowań, i to pomimo wysiłków rodziców, którzy w do­brej wierze chcą uniknąć wychowywania według stereotypów płci.

W ujęciu romantycznym dzieciństwo jawi się jako okres po­zbawiony kłopotów, choć są i tacy, którzy uważają je za czas konfliktów. George Bernard Shaw opisał je za pomocą typowej dla siebie cynicznej gry słów: ?Młodość to wspaniała rzecz; ja­każ to zbrodnia marnować ją na dzieci”. O ciemniejszej strome dzieciństwa pisał Samuel Butler w na poły autobiograficznej powieści The Way of AU Flesh, w której podważył dziewiętna­stowieczną idealizację dzieciństwa i relacji między rodzicami a dziećmi. Książka została wydana po śmierci Butlera, w 1903 roku, lecz powstawała w latach 1872-1884, gdy wrzały dysku­sje na temat O powstawaniu gatunków Darwina. Sam Butler zdecydowanie i publicznie krytykował Darwina, uważając, że zlekceważył on wcześniejsze dzieła na temat ewolucji, zwłasz­cza pracę swego dziadka, Erasmusa Darwina. Podobnie jak Ernest Pontifex, główny bohater powieści, był wychowywany na probostwie przez surowego i nieugiętego ojca, pastora. The Way of Ali Flesh to historia syna buntującego się przeciwko rodzicielskiej kontroli i hipokryzji. Rodzice Ernesta Pontifexa, Theobald i Christina, z pewnością nie pasowali do wiktoriań­skiego ideału czułego rodzicielstwa:

Theobald nigdy nie lubił dzieci. Zawsze możliwie najszybciej ucie­kał od ich towarzystwa, tak samo zresztą jak one od jego; och, dla­czego, zwykł siebie pytać, dzieci nie przychodzą na świat jako doro­śli? Dlaczego Christina nie mogła rodzić gotowych duchownych – o umiarkowanych poglądach, skłaniających się raczej ku ewangelizmowi, prowadzących wygodne życie i pod każdym względem przypominających samego Theobalda – choć byłoby to przecież bar­dziej sensowne? Albo gdybyż można było kupować gotowe dzieci w sklepie, w odpowiednim wieku i odpowiedniej płci, zamiast kształ­tować je w domu i zaczynać z nimi wszystko od początku. To byłoby znacznie lepsze, ale tak nie było, i nie podobało mu się to.

Philip Larkin jeszcze surowiej oceniał relację między rodzi­cami a dziećmi:

Wkurzają cię, twoja mamusia i tatuś. Może niechcący, lecz tak jest. Przypisują ci wszystkie swoje winy, I dodają jeszcze kilka, specjalnie dla ciebie.