Poważny związek

Wcześniej czy później preferowanie przedstawicieli płci prze­ciwnej wiedzie do łączenia się w pary, a ostatecznie do wyda­nia na świat potomstwa. Wiele zwierząt morskich po prostu uwalnia do środowiska duże ilości spermy i komórek jajowych, w związku z czym zapłodnienie odbywa się z dala od rodziców, a inwestycja rodzicielska ogranicza się do produkcji komórek rozrodczych. Gatunki, które przy dużym nakładzie czasu i sta­rań szukają odpowiedniego partnera, następnie zaś dbają o młode, należą głównie do ssaków i ptaków. Można również jednak znaleźć wiele znakomitych przykładów opieki rodzi­cielskiej wśród kręgowców zmiennocieplnych, a nawet wśród owadów i skorupiaków. U ptaków zazwyczaj obie płcie dzielą się trudem wychowywania potomstwa. U wielu gatunków ryb to samiec opiekuje się jajami od chwili zapłodnienia. U ssa­ków opiekę ojcowską spotyka się względnie rzadko, lecz i tu się zdarza, że ojcowie odgrywają istotną rolę. Na przykład mysz kalifornijska jest gatunkiem monogamicznym i osiąga znacznie większy sukces w wychowywaniu miotu czterech młodych, jeśli zajmują się nimi zarówno ojciec, jak i matka.

Sposoby kojarzenia się osobników w ramach konkretnych gatunków są zaskakująco elastyczne, tak jak w przypadku płochacza pokrzywnicy, małego brązowawego ptaka, uważa­nego niegdyś za zoologiczny model wiktoriańskich wartości rodzinnych. Oto opis dziewiętnastowiecznego duchownego naturalisty, wielebnego F. O. Morrisa:

Nie rzucający się w oczy, cichy, spokojny, a jednocześnie niewstydliwy, skromny i swojski w manierach, a w stroju bezpretensjonal­ny i zrównoważony, pełen godności i uroku płochacz stanowi wzór do naśladowania dla wielu przedstawicieli wyższych gatunków, co byłoby jedynie z korzyścią dla nich samych, poprzez ich lepszy przy­kład zaś ? także dla innych.

Samica płochacza, mimo iż słynie z monogamii, może w rze­czywistości łączyć się z innymi samcami, kiedy nie widzi tego jej partner. Jeśli jej się uda, wszyscy ojcowie jej potomstwa uczestniczą w wychowywaniu piskląt. Tymczasem na terenach szczególnie obfitujących w pokarm samiec może łączyć się w pary z więcej niż jedną samicą42. Nick Davies, ekolog beha­wioralny, który dokonał tych odkryć w Botanic Gardens w Cambridge, stwierdził też występowanie bardziej skompli­kowanych sposobów kojarzenia się. Zdarzało się, że samica dzieliła się z inną samicą ?głównym” samcem, a pomoc w wy­chowywaniu potomstwa otrzymywała od kolejnego samca. Za­równo samice, jak i samce płochacza to oportuniści, mający na celu zmaksymalizowanie własnego sukcesu reprodukcyjnego w sposób dopasowany do istniejących warunków.

Podobnie jak w przypadku płochaczy, u człowieka również spotyka się wiele zróżnicowanych sposobów wychowywania dzieci. Małżeństwa monogamiczne obowiązują tylko w jednej trzeciej populacji. W społeczeństwach poligynicznych, w których mężczyzna może mieć jednocześnie więcej niż jedną żonę, dzie­lenie się obowiązkami rodzicielskimi rozłożone jest nierówno­miernie, ale mężczyzna zobowiązany jest dostarczać żonom od­powiednich środków do utrzymania dzieci. Istnieje też kilka społeczeństw poliandrycznych, w których kobieta może mieć kilku mężów, opiekujących się nią i jej potomstwem. Ludzie przypominają więc nieco płochacza ze względu na wielość spo­sobów wychowywania potomstwa w zależności od lokalnych wa­runków. Analogia ta zaciemnia jednak pewną istotną różnicę: w wielu społeczeństwach, tak monogamicznych, jak i poligynicznych, wyboru partnera nie dokonują zainteresowane osoby. Decyzja ta należy do rodziców, którzy konsultują się z innymi dorosłymi, mającymi ponoć w tych sprawach wiedzę i doświad­czenie. Struktura czysto ludzkiej instytucji, jaką jest małżeń­stwo, nie odpowiada czasami jednostkowym pragnieniom.

Z badań przeprowadzonych przez Davida Bussa i jego współ­pracowników, obejmujących dane o trzydziestu siedmiu kul­turach, wynika, że w związkach seksualnych obie płcie najwy­żej ceniły miłość. Wyraźnie więc doświadczenie miłości roman­tycznej nie ogranicza się do kultur, w których wybór partnera jest procesem dobrowolnym, bądź tych, w których zwyczajowo panuje monogamia.

Bez względu na miejscowe reguły zawierania małżeństw czynnikiem przyciągającym wzajemnie kobietę i mężczyznę jest wygląd zewnętrzny. Oto końcowy fragment monologu za­kochanej Molly Bloom z Ulissesa Jamesa Joyce’a:

…i o Gibraltarze gdzie jako dziewczyna byłam kwiatem górskim tak kiedy wpięłam różę we włosy jak to robiły andaluzyjskie dziew­czyny a może lepiej mieć czerwoną tak i o tym jak całował mnie pod Mauretańskim murem i pomyślałam cóż może być tak samo dobrze on jak inny i wtedy poprosiłam go oczyma żeby poprosił znowu tak a wtedy on poprosił mnie czy ja tak powiem tak mój kwiecie górski i najpierw objęłam go ramionami tak i przyciągnęłam go w dół ku sobie tak że mógł uczuć moje piersi pachnące tak a serce biło mu jak szalone i tak powiedziałam tak chcę Tak.

Podczas ?miesiąca miodowego” ignoruje się niedopasowanie zachowania. Dopiero później, kiedy fizyczne zauroczenie za­czyna przemijać, niedopasowanie stylów i wartości może znisz­czyć związek. Jednak z biegiem czasu jeden bądź oboje part­nerzy mogą tak zmienić swoje zachowanie, by lepiej dopaso­wać się do drugiej osoby.  W niektórych okolicznościach zmiana taka może prowadzić do wspólnego, długotrwałego sprawowania opieki nad dziećmi. Korzyść biologiczna takiej sytuacji może być powodem powsta­nia tego mechanizmu, obejmującego subiektywne stany inten­sywnych emocji.

Różnorodność instytucji małżeństwa odzwierciedla prawdo­podobnie wielość oddziaływań społeczno-ekonomicznych. Uwa­żamy, że błędem byłoby obstawanie przy argumentach wywo­dzących się jedynie z punktu widzenia projektu biologicznego. Jak zatem odnieść się do znanych przypadków szeroko rozpo­wszechnionego tabu kazirodztwa, które – jak się często uwa­ża – usprawiedliwia łączenie biologii z powstawaniem zwy­czajów człowieka?