Projekt życia

Poszczególne okresy rozwojowe – od poczęcia, przez dzieciń­stwo, dorastanie, rodzicielstwo (dla większości), późną dojrza­łość i starość – znacznie się różnią, a jednostka musi funkcjo­nować przynajmniej zadowalająco na każdym z nich. Jakkol­wiek łatwo jest wskazać wyjątki, w których mamy do czynienia ze skrajnie nieprawidłowymi zachowaniami i działalnością móz­gu, jak w schizofrenii paranoidalnej, to jednak proces rozwoju zdaje się dobrze zaprojektowany. Pogląd, że ciało, mózg i za­chowania organizmów żywych zostały ukształtowane w wyni­ku ewolucji (adaptacja do warunków życia), znany jest ze sły­szenia większości osób nie mających nic wspólnego z biologią. Adaptacja to modyfikacja, dzięki której organizm jest lepiej przystosowany do przetrwania i reprodukcji w określonym otoczeniu – lepiej niż w sytuacji, w której ta modyfikacja by nie wystąpiła.

Na początku dziewiętnastego wieku angielski teolog Wil­liam Paley pisał rzeczowo o biologicznej adaptacji. W książce Natural Theology podkreślał relacje zachodzące między po­szczególnymi częściami ciała oraz ich znaczenie dla całości organizmu. Dla ilustracji posłużył się przykładem kreta:

Silne, krótkie nogi tego zwierzęcia, palczaste stopy uzbrojone w ostre pazury, ryjkowaty nos, zęby, aksamitne futerko, małe uszy, dobry węch, zapadnięte oczy – wszystko to są narzędzia służące bez­pieczeństwu podziemnego życia. (…) Kret nie chciał zaprzątać sobie tym głowy. Podobnie niełatwo byłoby ustrzec duże, dobrze rozwinięte oko przed podrażnieniem, na które byłoby nieustannie narażone. I jak w ogóle pracujące pod ziemią zwierzę miałoby chronić oczy? Aby sprostać temu zadaniu, oczy kreta są niewiele większe od główki szpilki i umieszczone tak głęboko w czaszce, tak schowane w aksa­mitnej osłonce, że jakikolwiek skurcz tego, co moglibyśmy nazwać brwiami, nie tylko zamyka szczelinę prowadzącą do oka, ale także tworzy poduszeczkę chroniącą przed ostrymi elementami. Ta szczeli­na, nawet w swoim zwykłym stanie, wygląda jak dziurka zrobiona szpilką w aksamicie, będąca barierą dla luźnych drobin ziemi.

Zaobserwujmy więc w powyższej strukturze to, co nazywamy re­lacją. Nie istnieje naturalny związek między małymi, zapadnięty­mi oczami a płaskimi, łopatkowatymi stopami. Takie stopy mogłyby występować z olbrzymimi oczami, podczas gdy małym oczom mogły­by towarzyszyć najprzeróżniejsze stopy. Co zatem sprawiło, że wy­stępują one razem u kreta? To samo, co połączyło kopertę, łańcuszek i kółka zębate w zegarek – projekt; a projekt w obu wypadkach jest pochodną relacji, w jakie wchodzą z sobą poszczególne części w służ­bie wspólnego celu. (…) Jednym słowem, stopy kreta stworzone są do kopania; jego szyja, nos, oczy, uszy i skóra szczególnie przystosowane do życia pod ziemią; i to właśnie nazywam relacją.

Paley, będący archidiakonem, uważał projekt, który dostrze­gał wszędzie w przyrodzie, za dowód istnienia Boga. W tam­tych czasach niewielu biologów próbowało łączyć swoje religij­ne przekonania z dowodami biologicznymi, a projekt, o któ­rym mówił Paley, przypisywany był mechanizmowi ewolucji nazywanemu przez Darwina doborem naturalnym. Pomimo sporów o szczegóły darwinowska teoria ewolucji jest przez naukowców powszechnie uznawana. Darwin zaproponował trzyetapowy cykl, który rozpoczyna się przypadkową zmien­nością struktur i zachowań osobników. W określonych warun­kach środowiskowych niektóre osobniki, ze względu na wy­różniające je cechy, mają większą szansę na przetrwanie i re­produkcję. Historyczny proces przystosowywania się postępuje naprzód, jeśli czynniki, które doprowadziły do powstania owych wyróżniających cech, są dziedziczone w procesie repro­dukcji. Załóżmy na przykład, że pewna bakteria ma dziedzicz­nie uwarunkowaną cechę oporności na najnowszy antybiotyk. Podczas gdy wszystkie inne bakterie giną na skutek jego dzia­łania, tej jednej udaje się przetrwać i gwałtownie się rozmna­ża. W niedługim czasie świat (a przynajmniej oddział szpital­ny) pełen jest bakterii opornej na antybiotyk. Darwinowska teoria ewolucji nie potrzebuje żadnych ? nieświadomych czy świadomych – motywów, by się szerzyć. Jak to ujął Richard Dawkins: ?Świat zapełniają organizmy, które mają wszystko, czego trzeba, by stać się przodkami”.

Biolodzy otrzymali ostrzeżenie, by w kontekście ewolucji nie postrzegać zjawisk przeszłości jako celowo prowadzących do obecnego błogiego stanu doskonałości. Pomiędzy obecną uży­tecznością (bądź funkcją) biologicznego procesu, struktury czy wzorca zachowania a jego historycznym, ewolucyjnym pocho­dzeniem mądrze i celowo nakreślono wyraźne granice. Dar­win zauważył na przykład, że jakkolwiek płyty kostne czaszki ssaków ułatwiają młodym przejście przez kanał rodny matki, to takie same płyty występują również u gadów składających jaja, przodków ssaków. Tak więc pierwotna biologiczna funk­cja owych elementów musiała być odmienna od obecnej.

Rozróżnienie między obecną funkcją a pochodzeniem ewo­lucyjnym jest tym bardziej konieczne, że obserwowane ada­ptacje mogą być efektem indywidualnego doświadczenia ży­ciowego. Na skórze ludzkich dłoni pojawiają się zgrubienia, których zadaniem jest chronienie ich przed mechanicznym uszkodzeniem, a mięśnie rozwijają się w odpowiedzi na dzia­łanie określonych sił podczas pracy. Szczególnie zachowanie przystosowuje się do otaczających warunków w trakcie rozwo­ju indywidualnego, czy to dzięki uczeniu się na zasadzie prób i błędów, czy to naśladowaniu innych. To wszystko przykłady adaptacji, która zachodzi w trakcie życia jednostki i która za­sadniczo różni się od adaptacji trwającej przez pokolenia. Sło­wo ?projekt” stosowane jest w tej książce w najszerszym zna­czeniu, dla opisania przystosowań bez względu na ich biolo­giczne źródła.