?Natura” a ?wychowanie”

Karol Darwin opisał w autobiografii swoje poglądy na te­mat rozwoju funkcji umysłowych człowieka: ?Skłonny jestem się zgodzić (…), że nauczanie i środowisko wywierają jedynie niewielki wpływ na umysł każdego człowieka i że większość cech każdego z nas jest dziedziczona”.

Przeciwne poglądy na temat kształtowania się umysłu czło­wieka wyrażał siedemnastowieczny filozof John Locke:

Załóżmy zatem, że umysł jest, jak się to mówi, czystą kartą, nie zapisaną żadnymi znakami, że nie ma on idei; jak się dochodzi do tego, że je zdobywa? (…) Skąd bierze się w umyśle cały materiał dla rozumu i wiedzy. Odpowiadam na to jednym słowem: z doświadcze­nia; na nim oparta jest cała nasza wiedza i z niego ostatecznie się wyprowadza.

Wiele osób wierzy po trosze w obie teorie: pewne cechy za­wdzięczamy wychowaniu, inne – naturze. Poglądy na temat tego, czy dana umiejętność jest niezmienną częścią dziecka czy też została u niego wyuczona, zależą od tego, za jak istot­ną się ją uważa. Rodzicom, którzy oburzyliby się na sugestię, że osobowość i zachowanie ich dzieci są całkowicie zdetermi­nowane przez geny, może jednocześnie podobać się opinia, że bardziej ?egzotyczne” uzdolnienia, na przykład muzyczne czy matematyczne, są dziedziczone. Ambitni rodzice będący zwo­lennikami tego poglądu wywierają mniejszą presję na dziec­ko, które nie przejawia wyraźnych zdolności do jakiegoś przed­miotu. W końcu, jak mówi teoria, albo to masz, albo nie, a jeśli nie – nie pomogą żadne wysiłki ani ćwiczenia. Ci sami rodzice przyjmują zazwyczaj przeciwny punkt widzenia dotyczący roz­woju, jeśli ich dzieci nie radzą sobie z takimi umiejętnościami jak czytanie. W takim wypadku koncentrują się na wpływie otoczenia. Dzieci nie są muzykalne, bo nie odziedziczyły tego po rodzicach, ale źle czytają, ponieważ ich nauczyciel jest nie­kompetentny.

Poglądy na temat rozwoju zmieniają się też znacznie wraz z modą i ideologią. Przez wiele lat po drugiej wojnie światowej najmniejsza wzmianka dotycząca wpływu genów na zachowa­nie człowieka była przyjmowana z niesmakiem – głównie, co zrozumiałe, za sprawą potwornych nadużyć nauki, które osią­gnęły apogeum w nazistowskim ludobójstwie. Nadużyć moż­na się także doszukać na przeciwnym krańcu ideologicznym. Dwa lata po rewolucji październikowej Lenin złożył ponoć po­tajemnie wizytę w laboratorium wielkiego fizjologa Iwana Pio­trowicza Pawłowa, aby zapytać go, czy mógłby pomóc bolsze­wikom w sprawowaniu kontroli nad zachowaniem człowieka.

Lenin uważał, że indywidualizm zagroziłby jego planom utwo­rzenia państwa komunistycznego. Pawłów stwierdził, że ?na­turalny instynkt” można pokonać przez warunkowanie – for­mę uczenia się. Sąd ten tak spodobał się Leninowi, że od tej pory pozycja Pawłowa w Związku Radzieckim była niezagro­żona, mimo iż nie był on komunistą. W roku 1950, długo po śmierci Pawłowa, odbył się w Moskwie wielki, sfinansowany przez rząd kongres naukowy poświęcony jego teorii. Partia głosiła, że człowiek może się wyzwolić spod wpływu dziedzicz­ności i że można go kontrolować za pomocą edukacji. Poza tym staliniści przyjmowali za dogmat pogląd, że wszystkie nabyte cechy są przekazywane następnym pokoleniom. Pogląd ten, autorstwa T. D. Łysenki i lansowany przez niego pod koniec lat czterdziestych, doprowadził do upadku genetykę radziec­ką. Oto komentarz pewnego cynika: ?Zwolennicy teorii środo­wiskowej zdają się uważać, że potomek kota, który przyjdzie na świat w piekarniku, będzie herbatnikiem”.

Od tamtej pory wahadło przebyło długą drogę w przeciw­nym kierunku i obecnie wydaje się, że niemal każdy aspekt ludzkiego zachowania czy fizjologii można przypisać genom. Coraz częściej media podają, że odkryty został właśnie gen odpowiedzialny za jakąś cechę człowieka, na przykład talent do przyswajania języków obcych, umiejętności sportowe czy męską skłonność do promiskuityzmu.

Jest oczywiste, że doświadczenie, edukacja i kultura mają ogromny wpływ na zachowanie człowieka, niezależnie od jego genetycznego dziedzictwa. Tymczasem rozwój psychiczny i be­hawioralny często tłumaczy się wyłącznie z punktu widzenia jednego rodzaju czynników, czy to genetycznych, czy środowi­skowych. Takie sztywne opinie są częściowo pochodną stylu charakterystycznego dla wielu naukowych dyskusji. Skoro dr Jones trochę przesadziła ze swoimi argumentami, profesor Smith czuje się zobowiązany przywrócić równowagę, podając równie przesadzone kontrargumenty. Sposób analizowania pro­cesów rozwojowych przez naukowców jeszcze bardziej zwięk­sza zamieszanie. Jeśli komuś uda się przeprowadzić ciekawy eksperyment, który pokaże istotny, długotrwały wpływ jakie­goś czynnika na zachowanie, ma wszelkie powody do zadowo­lenia. Łatwo jest wszakże zapomnieć o pozostałych ważnych czynnikach, które albo z rozmysłem kontrolowano na jednym poziomie, albo uznano za nieistotne. Tak więc debaty na te­mat rozwoju behawioralnego i psychicznego często ogranicza­ją się do uogólnień o znaczącej roli dziedziczności (geny) bądź środowiska (wychowanie).