Wybieranie niszy

Poszczególne gatunki ptaków różnią się rodzajem spożywa­nych nasion oraz wielkością dziobów. Nasiona także mają róż­ne wielkości, od zaledwie milimetra do rozmiarów orzecha las­kowego, a więc ponad dziesięć razy większe. Młode ptaki eks­perymentują z nasionami różnej wielkości, aż znajdą takie, które są dopasowane do ich dzioba. Młody ptak uczy się rów­nież wybierać najlepiej dopasowane do swojego organizmu źró­dło pożywienia. Na tej samej zasadzie dorastające dzieci otrzy­mują wiele rad dotyczących wyboru takiej kariery zawodowej, która najlepiej będzie odpowiadać ich uzdolnieniom. Oprócz tego same wybierają warunki, które wydają się im odpowied­nie, albo takie, w których najlepiej sobie radzą.

Aktywne poszukiwanie i wybieranie przez jednostkę fizycz­nego i społecznego otoczenia ma interesujące konsekwencje. Osoby różniące się cechami, które odzwierciedlają różnice w ich genach, będą wybierać w przewidywalny sposób okre­ślone środowisko fizyczne i społeczne. Zjawisku temu nadano nazwę ?wybieranie niszy”. Znaczy to, że jednostki o odmien­nych cechach, z których część odzwierciedla różnice genetycz­ne, doświadczają świata na diametralnie różne sposoby.

Człowiek może zostać zmuszony do wybrania danej niszy na przykład ze względu na swoje warunki fizyczne. Jedną z oczy­wistych różnic między ludźmi jest ich wzrost, cecha kształto­wana zarówno przez geny, jak i sposób odżywiania. Czy wzrost człowieka, jak się powszechnie uważa, wpływa na jego osobo­wość? Istnieją dowody, że tak. Na przykład w pewnych bada­niach oceniano przystosowanie psychiczne grupy dzieci i mło­dzieży poddanej kuracji hormonalnej ze względu na ich niski wzrost. Mniej więcej u połowy grupy występował niedobór hormonu wzrostu, w pozostałych wypadkach przyczyna ni­skiego wzrostu była nieznana. Dzieci pochodziły z dobrych śro­dowisk i obdarzone były przeciętną inteligencją. Tymczasem wiele z nich miało słabe wyniki w nauce oraz przysparzało więcej, niż wynikałoby to z rachunku prawdopodobieństwa, problemów wychowawczych9. Większość niskich dzieci i doro­słych jest dobrze przystosowana pod względem psychicznym i z pewnością nie jest prawdą, że wyjątkowo mały wzrost (bądź wyjątkowo duży) musi szkodliwie wpływać na psychikę. Sta­jąc po stronie niskich, Francis Bacon pisał: ?Mądra natura nigdy nie umieszczała swoich najcenniejszych skarbów na wysokim poddaszu: stąd (…) wyjątkowo wysokie osoby zawsze miały bardzo pusto w głowie”.

Bohater powieści The New Confessions Williama Boyda, natyka się na uderzający przykład związku między wzrostem a osobowością. Dzieje się to podczas pierwszej wojny świato­wej w The First Glamorgan Bantams, batalionie, którego ża­den żołnierz nie ma wymaganych przez armię brytyjską me­tra sześćdziesięciu centymetrów wzrostu:

Pięciu bardzo niskich mężczyzn – naprawdę bardzo niskich – sie­działo przy herbacie zaparzonej na maszynce. Spoglądali na nas z nieskrywaną wrogością. Na kilty narzucili lniane fartuchy. Twa­rze mieli czarne od brudu i pięciodniowego zarostu. Dwóch z nich wstało. Sięgali mi do piersi. Żaden nie mógł mieć więcej niż metr pięćdziesiąt…

?Mniej cholernego gadania, więcej roboty, wy dwa angielskie bę­karty”.

Słowa te wyszły z ust sierżanta Tanąueraya, bantamczyka nad­zorującego naszą pracę. Sięgał mi pod pachę. (…) Nienawidził mnie i Teague’a, tak samo zresztą jak wszystkich swoich żołnierzy. Miał metr pięćdziesiąt siedem, tuż poniżej wymaganego przez armię minimum. Zgorzkniał przez te trzy centymetry, które dzieliły go od służby w normalnym batalionie, a dwaj byli uczniowie w jego pluto­nie zdawali się doprowadzać go niemal do obłędu… Stałem się sym­bolem mrocznego, genetycznego spisku, który skazał go na niski wzrost.

Długie spory rozgorzały też wokół problemu, czy odmienne zachowania chłopców i dziewcząt uwarunkowane są różnica­mi genetycznymi czy też różnym traktowaniem od najmłod­szych lat. Stopniowo zaczęto osiągać konsensus, stwierdzając, że już od pierwszych chwil rozwoju chłopcy są bardziej aser­tywni i nastawieni indywidualistycznie, podczas gdy dziew­częta – bardziej ekspresyjne i zainteresowane relacjami inter­personalnymi. Podobne różnice między zachowaniem obu płci znaleziono także u małp człekokształtnych.

Wyraźne początkowo różnice między płciami często gwał­townie się zacierają w miarę rozwoju dziecka – przynajmniej w pewnych warunkach. W innych natomiast są one wzmac­niane przez normalne praktyki społeczne oraz przez zwyczaj tworzenia odrębnych płciowo grup do zabawy. Chłopcy wyklu­czają dziewczęta ze swoich gangów, a dziewczęta ignorują bądź żartują z tych chłopców, którzy chcą się z nimi bawić. To rów­nież może być przykład szukania niszy, bardzo zresztą zróżni­cowanych w zależności od kultury.

Nabywanie doświadczenia może także prowadzić w odwrot­nym kierunku – do uwypuklania, a nie zacierania różnic ge­netycznych. W pewnym eksperymencie poproszono jednojajowe i dwujajowe bliźnięta, które były wychowywane osobno, o wykonanie trudnego zadania wymagającego koordynacji wzrokowo-ruchowej. Polegało ono na wodzeniu długopisem za obiek­tem poruszającym się na ekranie. Okazało się, że między umiejętnością wykonania tego zadania a rzeczywistymi dzia­łaniami, na przykład prowadzeniem samochodu, istnieje ko­relacja. Niektórzy potrafili natychmiast śledzić obiekt. Jeśli jedno z pary monozygotycznych bliźniąt sprawnie wykonywa­ło zadanie, drugie również radziło sobie dobrze, co sugerowa­łoby udział czynnika dziedzicznego w kształtowaniu działa­nia. Umiejętności wszystkich bliźniąt znacznie się poprawiały podczas ćwiczeń, co dowodziło, że również doświadczenie jest istotne. W miarę czynionych postępów wyniki bliźniąt jedno- jajowych jeszcze bardziej upodabniały się do siebie. Zbieżność ta była większa niż u bliźniąt dwujajowych. U tych ćwiczenia zdawały się zmniejszać efekty wcześniejszego uczenia się, przez co indywidualne różnice we wrodzonych umiejętnościach stawały się bardziej widoczne.

Czynniki środowiskowe i dziedziczne często współdziałają, czego skutkiem są znacznie większe rezultaty całościowe, niż gdyby każdy czynnik działał osobno. W pewnym szwedzkim eksperymencie poddano analizie dzieci z rodzin o historii prze­stępczej oraz z rodzin, które takiej historii nie miały. Dzieci te zostały wcześnie adoptowane przez rodziny, z których część również miała historię przestępczą. Pochodzenie z rodziny przestępczej czterokrotnie zwiększało ryzyko wkroczenia przez dziecko na drogę przestępstwa, podczas gdy u dziecka adoptowanego ze zdrowej rodziny do rodziny przestępczej ry­zyko to się podwajało. Kombinacja przestępczości w jednej i drugiej rodzinie zwiększała owo prawdopodobieństwo już czternastokrotnie, a więc znacznie bardziej niż wpływy rodzin­ne i biologiczne razem wzięte. Kombinacja wpływów dziedzicz­nych i środowiskowych była zatem znacznie silniejsza niż wpływ każdego z tych czynników z osobna.

Konwencjonalna analityczna metoda, która dzieli zróżnico­wanie zachowania na zmienność genetyczną i środowiskową, może być myląca z innego względu. Dwa podstawowe czynni­ki zróżnicowania mogą się nie dodawać ani nawet mnożyć przez siebie na drodze do całościowego efektu. Na przykład, wyniki adoptowanych dzieci w testach sprawdzających umie­jętności poznawcze są związane zarówno z umiejętnościami rodziców adopcyjnych, jak i biologicznych. Zazwyczaj w takich badaniach przyjmuje się, że rodzice adopcyjni i biologiczni mają niezależny wpływ na dziecko. Oddziaływanie genów (rodzice biologiczni) oraz środowiska (rodzice adopcyjni) zdają się sumować. W wypadku ilorazu inteligencji, na przykład, każdy czynnik odpowiedzialny jest za dziesięć procent warian­cji wyniku dziecka.

Powszechnie uważa się, że początkowo zdolności poznawcze dziecka są kształtowane przede wszystkim przez rodziców bio­logicznych, a im dalej w rozwoju, tym bardziej zwiększa się wpływ doświadczeń z rodzicami adopcyjnymi. Niemniej jakość wymiany między rodzicami adopcyjnymi a dzieckiem zależy od dopasowania ich cech. Potencjalnie zdolne dziecko adopto­wane przez nierozgarniętych rodziców może być słabo stymu­lowane i bardziej sfrustrowane, niż gdyby zostało adoptowane przez inteligentne osoby. Zdarza się też, że rodzice adopcyjni, rozczarowani mniej zdolnym dzieckiem, tworzą słabiej wspie­rające środowisko niż ci, których oczekiwania są zaspokajane przez reakcje zdolniejszego dziecka. I tu najprawdopodobniej różnica między dzieckiem a rodzicami adopcyjnymi ma duże znaczenie, lecz zależność ta przebiega w przeciwnym kierun­ku. Na przykład w pewnym badaniu wykazano, że oddziały­wania na dziecko są tym bardziej niekorzystne, im większa absolutna różnica ilorazu inteligencji między rodzicami biolo­gicznymi a adopcyjnymi. Różnice między rodzicami a dzieć­mi były odpowiedzialne za zróżnicowanie między dziećmi w takim samym stopniu jak bezpośredni wpływ rodziców biolo­gicznych i adopcyjnych. Konsekwencji związków między rodzi­cami adopcyjnymi a dziećmi nie ukazano za pomocą prostej analizy zakładającej, że między działaniem a jego efektem ist­nieje prosta zależność. Właściwa analiza była niemożliwa, do­póki nie zadano odpowiedniego pytania na temat natury proce­su rozwojowego. Przykłady takie jak ten podkreślają ciągłość procesu wymiany między jednostkami a otoczeniem.