Nos Darwina

Przypadek nieraz odgrywa kluczową rolę w wyznaczaniu* kierunku życia jednostki. Darwin opisał w autobiografii, jak jego przyszłość zależała w pewnej chwili od banalnego i ka­pryśnego zbiegu okoliczności:

Podróż na okręcie Beagle stanowiła najdonioślejsze zdarzenie w moim życiu i przyczyniła się do całej mojej dalszej kariery, a jed­nak była zależna od tak nieznacznej okoliczności, jak ta, iż wuj mój skłonił mnie do odbycia trzydziestomilowej podróży, oraz od takiej drobnostki, jak kształt mego nosa.

Robert Fitzroy, kapitan okrętu Jej Królewskiej Mości, na którym Darwin spędził pięć lat, nie do końca żartował, zasta­nawiając się, czy nie odrzucić Darwina ze względu na kształt nosa, zdradzający brak determinacji. Jak wielu mu współczes­nych, Fitzroy był gorącym zwolennikiem frenologii, popular­nej w dziewiętnastym wieku dyscypliny pseudonaukowej, okreś­lającej właściwości umysłu i cechy charakteru na podstawie

kształtu czaszki. Kapitan błędnie zawierzył podobnej dyscy­plinie, która opisywała charakter osoby na podstawie rysów jej twarzy. Łagodny i rubaszny zarazem wygląd Darwina zda­wał się zdradzać brak wewnętrznego zdecydowania i energii. Mimo zastrzeżeń co do jego nosa Fitzroy potrzebował ponad wszystko towarzystwa na czas długiej podróży, kogoś, kto w je­go oczach byłby dżentelmenem, człowieka z tej samej klasy społecznej. Przypadli sobie do gustu, i Fitzroy zdecydował, że nos nie nos, Darwin nadaje się na towarzysza w wyprawie Beagie. Konsekwencją tej podróży stało się po latach wielkie dzieło Darwina O powstawaniu gatunków.

W późniejszym okresie życia Darwin był niezbyt pewnym siebie, schorowanym człowiekiem. Kiedy ostatecznie zdołano go przekonać do opublikowania teorii ewolucji drogą doboru naturalnego, było to jak wybuch bomby podłożonej pod wikto­riańskie społeczeństwo. Dobrze się stało, że w osobie Thomasa Henry’ego Huxleya znalazł Darwin potężnego obrońcę, który z przyjemnością wziął na siebie ataki jego religijnych i nauko­wych przeciwników. Huxley miał dwóch słynnych wnuków, Juliana i Aldousa. Julian również został biologiem, Aldous tymczasem wybrał karierę pisarza i poety. Sześćdziesiąt jeden lat po opublikowaniu O powstawaniu gatunków Aldous Hux­ley zastanawiał się nad serią wysoce nieprawdopodobnych wypadków, dzięki którym on ? jak każdy inny człowiek ? poja­wił się na świecie:

Milion milionów plemników, Wszystkie uszły z życiem Z kataklizmu, a tylko jeden biedny Noe Odważył się wierzyć w przetrwanie. I jeden z tych miliardów Miał szansę stać się

Szekspirem, innym Newtonem, nowym Donne’em – Lecz ten Jeden jest Mną.

Huxleyowska biologia podążała nieco fałszywym tropem, ponieważ wątpliwe jest, by którykolwiek plemnik jego ojca wyprodukował koktajl genowy potrzebny do stworzenia Szeks­pira, Newtona czy Donne’a. Równie mało prawdopodobne jest, by któreś z potencjalnych dzieci jego ojca wyrosło w dokładnie takim środowisku, jakie mogłoby te osoby ukształtować ? zakładąjąc nawet, że odpowiednie geny znalazłyby się na odpo­wiednich miejscach. Niemniej sens jego przesłania jest jasny. Przypadek odgrywa zasadniczą rolę w kształtowaniu rozwoju każdej jednostki na przestrzeni całego jej życia.

Plemnik odpowiedzialny za zapłodnienie komórki jajowej, która przekształciła się w Aldousa Huxleya, mógł równie do­brze nieść chromosom X, a nie Y; szanse na to, że Huxley urodzi się jako dziewczynka bądź chłopiec, były więc takie same. Mógł się też urodzić z zespołem Downa, jego matka mogła umrzeć podczas porodu albo powić go przedwcześnie. Poród przedwczesny, jako następstwo rozmaitych, często nie­przewidywalnych przyczyn, może się stać źródłem wielu dłu­gofalowych problemów. Umiejętność doustnego przyjmo­wania pokarmów, wydolność gastryczna oraz trawienna są u wcześniaków ograniczone. Dzieci te zaczynają życie z gor­szej pozycji.

Przypadek określa również środowisko, w jakim rodzi się człowiek. Status społeczno-ekonomiczny ma duży wpływ na wszelkie aspekty egzystencji, w tym także na zdrowie i ocze­kiwane trwanie życia. Wśród jednostek z niższych grup społeczno-ekonomicznych zdrowie jest na zdecydowanie gorszym poziomie, a współczynnik umieralności wyższy niż wśród jed­nostek z bogatszych środowisk tego samego społeczeństwa. Częściej zdarzają się zwłaszcza choroby serca, udary mózgu i nowotwory. Większa zachorowalność wynika między inny­mi z różnic w zachowaniu: brak karmienia piersią, palenie, brak aktywności fizycznej, otyłość i zła dieta zdarzają się naj­częściej wśród biednych. Jakiekolwiek jednak byłyby przy­czyny chorób biednych, najczęściej są one poza kontrolą jed­nostki.

Również inne osoby mają bez wątpienia ważny wpływ na bieg naszego życia, ale i to, kogo w jego trakcie spotykamy, jest kwestią przypadku. Simone de Beauvoir, podobnie jak Darwin, Aldous Huxley i wielu innych, zastanawiała się nad przypadkowymi wydarzeniami, które uczyniły z niej taką, a nie inną osobę. W szczególności zaś rozważała ów uśmiech losu, za sprawą którego zetknęła się pod koniec lat dwudzie­stych z filozofem Jeanem Paulem Sartre’em, kiedy oboje stu­diowali na Sorbonie. Spotkanie to uważała za najważniejsze wydarzenie w swoim życiu. Jak pisała w autobiografii, Sartre miał zostać jej towarzyszem na całe życie i wywrzeć najwięk­szy wpływ na rozwój osobisty oraz intelektualny:

Jak kształtuje się życie? Ile w nim zależy od okoliczności, ile od konieczności, ile od przypadku, a ile od wyborów i inicjatywy jed­nostki? (…) Każde posunięcie w mojej przeszłości mogło dać po­czątek tysiącu różnych przyszłości: mogłam zachorować i przerwać studia; mogłam nie spotkać Sartre’a; mogło się zdarzyć cokolwiek. Znalazłszy się na świecie, przez okoliczności i historię poddana zo­stałam jego prawom i przypadkom, woli innej niż moja: mam więc prawo odczuwać, że sama jestem przypadkiem. (…) To on, w takiej bądź innej formie, dopomógł mi wypełnić me życie osobami. (…) Wyróżnił mnie szczególnie, stawiając na mojej drodze Sartre’a. (…) Jak potoczyłby się mój rozwój, gdybym nie spotkała Sartre’a? Nie umiem powiedzieć. Jednak spotkałam go i było to najważniej­sze wydarzenie w moim życiu.