Przykłady roszczeń młodych

 

Co prawda roszczenia nie ograniczają się do sfery finanso­wej, lecz przykłady z tej branży są czytelne i wyraziste. Zacznę zatem od nich.

Oto młode małżeństwo jeszcze przed ślubem przedstawiło na piśmie żądania wobec rodziców obu stron. W związku z tym, że pobierali się w trakcie studiów, sami nie mieli własnych dochodów. Ustalili, że rodzice będą opłacać studia syna i da­wać na codzienne życie tyle a tyle. Rodzice żony muszą kupić mieszkanie, wnosić bieżące opłaty za nie i dodawać do życia tyle a tyle. Po wypełnieniu warunków rodzicom nie wolno było nawet zobaczyć, jak się młodzi urządzają w nowym mieszka­niu, bo to ich prywatna sprawa. W imię wypełnienia polecenia opuszczenia ojca i matki, młodzi całkowicie odizolowali się od rodziców na długie, bolesne dla rodziców miesiące. Jedy­nym sposobem kontaktowania się były chwile pobierania od rodziców „należnych" młodym pieniędzy. Dodam, że pieniądze, które wypłacali rodzice każdej ze stron, znacznie przewyższały moją pensję, która musi wystarczyć na życie pięcioosobowej rodziny.

Drugi przykład. Jeszcze przed ślubem młodzi orzekli, że ojciec pana młodego ma im kupić samochód. Stać go na to. Rzeczywiście stać go na to było i zamierzał nawet w prezencie ślubnym ofiarować młodym jakieś auto. Jednak stanowcze żądanie młodych oburzyło go i w pierwszym momencie odmó­wił. Zaczęła się zimna wojna. Cała rodzina panny młodej roz­powiadała po okolicy o skąpstwie teścia. Doszło do takich napięć, że ustalono datę ślubu, nie powiadamiając o tym na­wet rodziców pana młodego. Rozmawiałem długo z zdespero­wanym ojcem, który był gotów nie pójść nawet na ślub do kościoła, nie mówiąc już o uczestnictwie w weselu.

Kolejny przykład. Małżeństwo studenckie zawarte w trybie przyspieszonym z powodu poczętego dziecka. Po urodzeniu dziecka rozważyli, jak będzie im najlepiej żyć i studiować dalej. Uznali, że najlepiej będzie oddać dziecko pod opiekę rodzicom żony mieszkającym na wsi. Wszystko to odbyło się nawet bez konsultacji z rodzicami. Zawieźli dziecko na wieś i zostawili rodzicom, oznajmiając o swojej decyzji. Biedni, przerażeni, zdesperowani rodzice przyjęli wnuczkę, bo co mieli zrobić. Ta historia ma ciąg dalszy, gdyż po trzech latach matka dziecka rozpaczała i miała pretensję do swej matki, bo oto jej dziecko w chwilach zagrożenia biegło przytulić się do babci, nie do mamusi. Ktoś kiedyś powiedział, że domy starców są zemstą za żłobki… i chyba miał rację.

Może wybrane przykłady były dość drastyczne, lecz z życia wzięte. A ileż na co dzień jest żądań młodych w kierunku rodziców, by zajęli się dzieckiem, bo muszą się uczyć, praco­wać, ale też wyjść się zabawić, potańczyć czy do kina. Ilu dziad­ków bierze wnuki do siebie na wakacje, bo ich rodzice muszą wyjechać za granicę. Przeciętni dziadkowie chętnie zajmują się wnukami, lecz zasługują chyba na to, by byli poproszeni o to, by okazać im za to należną wdzięczność. Bo naprawdę opieka ta nie jest ich obowiązkiem!