Wizyta czy wizytacja?

 

Stary dowcip głosi: „Jaka jest różnica między wizytą a wizy­tacją? Gdy my idziemy do mamusi, to jest wizyta. Gdy teściowa przychodzi do nas, to jest wizytacja".

Niezapowiedziane wizyty teściów mogą być naruszeniem intymności młodych, ich terytorium. Są one szczególnie trud­ne dla synowej. Czując się młodą, choć jeszcze niedoświad­czoną gospodynią, pragnie, by wizyta wypadła jak najlepiej. Wiadomo, jak dla kobiet ważne są względy estetyczne. Mieszka­nie zatem musi być posprzątane, a już przynajmniej ogarnię­te z grubsza. Odpowiedni poczęstunek też trzeba przygotować. Istotne jest to zwłaszcza w pierwszym etapie małżeństwa – etapie wzajemnego poznawania się. Nie ma nic złego w tym, że synowa pragnie dobrze wypaść w oczach teściów. A skoro „mój dom świadczy o mnie", wizyta, zwłaszcza tak ważna jak te­ściów, musi być poprzedzona starannym przygotowaniem. Całkowicie wyklucza to niespodziewany nalot, poprzedzony jedynie dzwonkiem przy drzwiach. O zgrozo, zdarza się, że na­wet i tego uprzedzenia nie ma, bo teściowie mają swój klucz do domu młodego małżeństwa.

Kolejna historia z życia wzięta: teściowa mieszkała ponad 100 km od domu młodych. Wydawać by się mogło, że jest to odległość „bezpieczna". Miała jednak niemiły zwyczaj składa­nia niespodziewanych wizyt. Stawała w progu i oświadczała: „Przyjechałam!". Synowa bardzo źle znosiła te wizyty, tym bar­dziej że teściowa jawnie okazywała swe niezadowolenie ze złe­go prowadzenia domu przez synową. Przyjeżdżając, wprowadzała swe porządki i gotowała synusiowi ulubione potrawy, bo syno­wa „pojęcia nie miała o gotowaniu". Dochodziło do jawnych awantur. Trzeba dodać, że „synek" stawał lojalnie w obronie swej żony. Wreszcie syn wymusił na matce przyrzeczenie, że przed każdą wizytą będzie dawać znać telefonicznie, choćby poprzedniego dnia. Następna wizyta jednak odbyła się bez uprzedzenia. Zdesperowana synowa zobaczywszy teściową w drzwiach, nie wpuściła jej do domu, zatrzaskując drzwi przed nosem. Chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie pochwalam absolutnie niegrzecznego zachowania synowej. Były jednak istotne elementy łagodzące ostrość oceny jej czynu. Duży udział w sprowokowaniu tej złej sytuacji miała teściowa. To wydarze­nie miało bardzo dalekie konsekwencje dla małżeństwa i po­zostawało zadrą na długie lata.

A oto dowcip przywieziony przez Polaków z Kazachstanu:

Teściowa przyjechała ze wsi odwiedzić młodych w mieście, objuczona torbami zjedzeniem. Owoce, seiy, warzywa, słoiczki z zaprawami, wędliny, mięso… Zięć z naburmuszoną miną, nawet nie przywitawszy się, odbiera poszczególne produkty i rozkłada: to do lodówki, to do spiżarni. Wreszcie mrukliwym głosem pyta: „Mamuśka, na długo przyjechałaś?". Na to mama szczebiotliwym głosem: „No wiesz, dopóki się nie sprzykrzę". Zięć na to: „To co, nawet herbaty nie wypijesz?".