Więcej niż ziarno

Cechy temperamentu i zachowania, takie jak nieśmiałość czy skłonność do irytacji, z wielu powodów są szczególnie od­porne na zmiany. Zagadnienia dotyczące ciągłości można zi­lustrować badaniami przywiązania emocjonalnego dziecka do matki.

Po zakończeniu drugiej wojny światowej władze Światowej Organizacji Zdrowia z niepokojem zastanawiały się nad długo­terminowym stanem zdrowia psychicznego dzieci osieroconych bądź odseparowanych od swych rodzin. O przeprowadzenie ba­dań w tym zakresie poproszono wybitnego psychiatrę brytyj­skiego, Johna Bowlbyego. W 1951 roku opublikował on mono­grafię, która do dzisiaj wywołuje dyskusje. Bowlby stwierdził, że nastolatkowie o zachowaniach aspołecznych najczęściej od­separowani byli od swoich matek. Utrzymywał, że ?przedłuża­jący się brak opieki macierzyńskiej nad małym dzieckiem może mieć katastrofalne i daleko idące skutki dla jego charakteru, a co za tym idzie – całego jego przyszłego życia”.

Opisane przez Bowlby’ego związki między złymi wczesnymi doświadczeniami (odseparowanie od matki) a późniejszymi problemami behawioralnymi mogły powstać w mniej oczywi­sty sposób. Dziecko mogło na przykład już od urodzenia być przyczyną swojej deprywacji: ciągły płacz w połączeniu z ka­pryśnym zachowaniem mógł spowodować załamanie zdrowot­ne matki, a w konsekwencji – separację. Zgodnie z tą linią rozumowania zalążek problemów behawioralnych nastolatka był obecny, zanim jeszcze nastąpiło oddzielenie od matki. In­terpretacja ta, choć w pewnym stopniu wiarygodna, stoi jed­nak w sprzeczności z większością dowodów przemawiających za poglądem, że złe doświadczenia są raczej przyczyną, a nie skutkiem problemów behawioralnych.

Pionierskie studia Bowlby’ego nad pozbawieniem matczy­nej opieki zrobiły furorę na skutek złej interpretacji sugerują­cej, że oddzielenie od matki bądź głównego opiekuna wywołu­je u dziecka zaburzenia emocjonalne, które trwają aż do doro­słości. Wynikało z tego, że matka powinna być z dzieckiem w okresie jego kształtowania, to znaczy od drugiego do piąte­go roku życia. Taka opinia nie spotkała się z dobrym przyję­ciem w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kiedy wie­le kobiet usiłowało wyrwać się z ograniczeń narzuconych przez tradycję i łączyć wychowywanie dzieci z robieniem kariery zawodowej. Poza tym taka interpretacja prac Bowlbyego nie była poprawna.

Badania Bowlby’ego koncentrowały się na przeszłości. Naj­pierw odnajdowano osoby, które w okresie dojrzewania bądź później weszły w konflikt z prawem, a następnie sprawdzano, jak wyglądało ich dzieciństwo. Bowlby stwierdził, że większość osób z problemami w okresie dojrzewania bądź w dorosłości miała nieudane dzieciństwo. Tymczasem badania skierowane w przyszłość miały zupełnie inny wydźwięk. Podczas śledze­nia historii rozwoju dużej liczby dzieci okazuje się, że brak opieki matczynej w wielu wypadkach prowadzi jedynie do nie­znacznych długotrwałych efektów lub wręcz nie powoduje żad­nych. Kluczowe znaczenie ma obecność innych członków ro­dziny, którzy dbają o dziecko w czasie, gdy matki nie ma w domu. U schyłku życia Bowlby przyjrzał się stworzonej przez siebie dziedzinie badań i łatwo określił rozmaite inne przyczy­ny, które wpływają na efekty wczesnej separacji. Dziecko ob­ciążone największymi ryzykiem to więc takie, które zostało odseparowane od matki i otrzymywało małe wsparcie ze stro­ny rodziny. Podobnie jak geny, konkretne doświadczenie może powodować u jednostki zauważalne skutki jedynie w pewnych warunkach, podczas gdy w innych może się w ogóle nie ujaw­niać.

Droga, która wiedzie od separacji do problemów behawio­ralnych, jest długa i ma wiele odgałęzień. Na przykład zała­manie się opieki rodzicielskiej może doprowadzić do umiesz­czenia dziecka w instytucji opiekuńczo-wychowawczej. Opusz­czając ją wiele lat później, dorosły wraca do nieharmonijnego środowiska rodzinnego. Taki stres zmusza go do ?ucieczki” we wczesne małżeństwo. Niestaranny wybór partnera, niedojrza­łość pary i wczesna ciąża mogą się przyczynić do rozpadu mał­żeństwa bądź powstania nieszczęśliwego związku, który nie oferuje wsparcia. Owe napięcia prowadzą do załamania się opieki rodzicielskiej i sytuacja się powtarza.

A co z cechami osobowości, takimi jak nieśmiałość? Tutaj również mechanizmy mogą być delikatne. Studia psychologicz­ne nad nieśmiałością u dzieci dowiodły, że zarówno nieśmia­łość, jak i zamykanie się w sobie mają charakter trwały. Su­gerują także, że dzieci obdarzone tymi cechami nie korzystają z okazji do bliskiego kontaktu z innymi dziećmi, a stąd – bez normalnych okazji do socjalizacji ? ich nieśmiałość pozostaje nie zmieniona. Zdarza się, że nieśmiałe zachowania prowoku­ją reakcje innych, które jeszcze je wzmacniają i utrwalają. Oba procesy odgrywają ważną rolę w utrzymywani u ciągłości cech, takich jak nieśmiałość czy skłonność do irytacji, ponieważ jed­nostka przebywa w środowisku ? zwłaszcza społecznym ? któ­re zdaje się wzmacniać jej pierwotne zachowania.

Czteromiesięczne niemowlęta, które w nowych sytuacjach łatwo się pobudzają i denerwują, wykazują tendencję do ule­głości i nieśmiałości w dzieciństwie. Z kolei niemowlęta, które w tym samym wieku są zrównoważone, z większym prawdo­podobieństwem będą później odważne i towarzyskie. Sytu­acja ta może być wynikiem różnic genetycznych. Badania nad rezusami o podobnych różnicach osobowościowych sugerują istnienie oddziaływania genetycznego, ponieważ dzieci przy­pominają swoich ojców, którzy nie biorą udziału w ich wycho­waniu. Niemniej jednak cechy osobowości, wykształcone na wczesnym etapie życia w wyniku deprywacji społecznej, są trwałe mimo dużych zmian zachodzących w środowisku spo­łecznym i fizycznym. Dowody sugerują, że również u czło­wieka styl zachowania matki ma bezpośredni i długofalowy wpływ na cechy jej dziecka.