Pozytywny przykład

 

Chłopak wzrastał w domu dziecka, bez żadnego kontaktu ze swymi rodzicami, którzy, niestety, byli głęboko patologiczni. Pod koniec szkoły podstawowej chłopak „przypadkowo" poznał katechetę-kapłana, gdy z ciekawości, a może trochę dla wygłu­pu zaczął uczęszczać na katechezę. Kapłan, pełen dobroci i mą­drości, okazał się jednocześnie silną osobowością. Długo trwały zmagania, które z początkowej relacji walki przerodziły się w końcu w przyjaźń. Chłopak zaczął tęsknić do Chrystusa. Przyjął chrzest, komunię Św., bierzmowanie. Kapłan stał się jego przewodnikiem duchowym. Po wyjściu z domu dziecka chłopak – już młody mężczyzna – zaczął studiować teologię, by uzupełnić braki wiedzy religijnej. Następnie skończył Studium Rodziny, by – jak sam mówił – odrobić choć w części zaległości wynikłe z braku domu rodzinnego. Założył własną rodzinę. Jest szczęśliwym, kochającym mężem i ojcem trójki dzieci. Znam go dobrze i wiem, jakim ogromnym trudem to opłacił. Wiem, jak to, co u innych w relacjach rodzinnych jest natural­ne i oczywiste, u niego musiało być wyuczone, zaplanowane i nieraz z zaciśniętymi zębami upilnowane, zrealizowane. Po­dziwiam jego niespotykany reżim narzucony sobie samemu, wynikający z ogromnej determinacji, by założyć dobrą rodzinę, której przecież z własnego dzieciństwa nie znał.

Przykłady mówiące o tym, że dziecko oddaliło się od swojej rodziny, schodząc na złą drogę, lub przeciwnie – przemienia­jąc się pozytywnie, nie zmieniają jednak faktu, że poznając rodzinę przyszłej żony (męża), dowiadujemy się ogromnie dużo o nim samym.