Wesele

 

Wesele, jak sama nazwa wskazuje, powinno być czasem radości i weselenia się. Niestety jest często źródłem konfliktów na linii młodzi-teściowie. Generalnie zachęcam obie strony konfliktu do elastyczności i uwzględnienia życzliwie i z wyro­zumiałością postulatów drugich. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wizje ślubu i wesela swych dzieci rodzice (zwłaszcza bardziej emocjonalne mamy) układają sobie nieraz latami, na zapas. Nakłada się na to tradycja rodzinna, pamięć własnego ślubu i wesela. Z kolei młodzi bardzo pragną zaaranżować te ważne wydarzenia po swojemu. Oni też mają swoje wyobraże­nia i marzenia. Ujawnia się więc w jakimś stopniu zderzenie wykluczających się dążeń, czyli konflikt nieunikniony. Sam konflikt jest czymś normalnym, dającym szansę rozwoju przez samoograniczenie i liczenie się z innymi. Niebezpieczne jest niewłaściwe rozwiązywanie konfliktów, bez liczenia się z dru­gim, a więc bez miłości. Często kończy się (gdy zabraknie mądrego, który ustąpi) pójściem w tzw. zaparte. Wówczas naj­bliżsi potrafią ziać nienawiścią ku sobie, obrażać się, zrywać kontakty… Słowem – dzieją się straszne i bolesne rzeczy.

Źródłem konfliktu przy ustalaniu ślubu i wesela może być (jak pokazuje doświadczenie) dosłownie wszystko. Parafia, w któ­rej ma się odbyć ślub, a nawet wybór kapłana błogosławiącego zawierane małżeństwo. Ubiór, uczesanie, długość welonu, bu­kiet panny młodej, dekoracja kościoła, treść zawiadomień i za­proszeń, liczba i dobór gości, a nawet sposób ich zapraszania i wybór miejsca dla nich przy stole. Bywa, że młodzi w ogóle chcą zrezygnować z wesela, podczas gdy rodzice za punkt honoru stawiają sobie, by weselisko było wielkie i huczne. Oczywiście wybór miejsca na wesele dość często bywa przed­miotem niezgody. Dalej, z tańcami czy bez, a jeżeli z tańcami, to orkiestra czy muzyka z odtwarzaczy. I wreszcie alkohol! Ta sprawa wywołuje bodaj najwięcej emocji. Coraz częściej zdarza się, że młodzi pragną urządzić wesele bezalkoholowe. Jest to przeważnie skutkiem ich pogłębionej formacji (np. przez ruch oazowy) lub wynika ze zwykłej obawy, zwłaszcza gdy wśród najbliższych są osoby nadużywające alkoholu. Dla wielu ro­dziców alkohol to niemalże punkt honoru. Zwykle rodzice pana młodego lub on sam dostarczają wódkę i zwykle, by nie wyjść na skąpców lub biedaków, dostarczają jej w nadmiarze. W re­zultacie pomysł młodych na wesele bez alkoholu jest przez rodziców często kategorycznie odrzucany, bywa, że wpadają w panikę! Co sobie o nich pomyślą, co będą mówili? Te obawy są szczególnie silne w środowiskach wiejskich, gdzie wszyscy wszystkich znają i pewnie do końca życia będą skąpców wyty­kać palcami.

Do problemu alkoholu należy podejść spokojnie, z dużą rozwagą. Do końca należy negocjować, by osiągnąć nawet trud­ny kompromis. Postawienie na swoim zdecydowanie wbrew woli rodziców zwykle młodzi długo i ciężko odpokutują. Może podam dwa przykłady rozwiązania powyższego konfliktu z życia wzięte.

Środowisko wiejskie. Rodzice obu stron zgodnie odrzucili pomysł wesela bezalkoholowego. Co sąsiedzi powiedzą? Dla młodych było to ważne, lecz nie wymusili zgody siłą. Trwały negocjacje. Wymyślano coraz to nowe pomysły. Wreszcie usta­lono (za oporną zgodą rodziców), że ślub będzie zawierany w sierpniu (wezwanie prymasa do abstynencji), w Częstocho­wie, przed cudownym obrazem. Wielkie wzruszenie dopełnio­ne zostało specjalnym błogosławieństwem samego biskupa dla młodych, którzy przykładnie zdecydowali się na wesele bezal­koholowe. Tu niechęć wierzących rodziców przemieniła się w dumę! Ostatnie lody puściły. Wesele było wspaniałe. Wszy­scy się doskonale bawili, mimo że nie było nawet kieliszka szampana.

Drugi przykład. Młodzi, zdeklarowani abstynenci, nie wy­obrażali sobie alkoholu na ich weselu. Rodzice przeciwnie, nie wyobrażali sobie wesela bez alkoholu. Doszło do ostrego konfliktu. Młodzi przyszli się radzić. Uzmysłowiwszy sobie, do czego może doprowadzić ich upór, postanowili szukać kompro­misu. I wymyślili: oto przy stole biesiadnym nie było kropli alkoholu. Jednak alkohol był… w sąsiednim pokoju. Trzeba było wstać od stołu, przejść do drugiego pokoju, poprosić bar­mana i wypić tam, na miejscu. Nie było żadnych ilościowych i jakościowych ograniczeń (spory wybór), tyle że nikt sam sobie nie nalewał i nie przymuszał sąsiadów słowami: „Co, ze mną nie wypijesz?". Młodzi relacjonowali to po weselu z wielką radością i zadowoleniem ze swego pomysłu. Nikt nie mógł powiedzieć, że poskąpili. Ale też nikt nie był nawet podpity, a alkoholu poszło niespodziewanie mało.