Nieprawidłowa relacja uczuciowa żony i męża

 

W naszej kulturze niestety dość często tak się dzieje, iż żony nie czują się nasycone dobrym kontaktem uczuciowym ze swoimi mężami. Składa się na to wiele przyczyn. Jedną z nich jest to, że subiektywne tęsknoty kobiet w sferze uczuć, nierzadko wybujałe na skutek czytanej literatury i oglądanych filmów, są po prostu niemożliwe do spełnienia przez przecięt­nych mężczyzn. Ponadto panująca moda kreuje mężczyznę raczej na twardego, oschłego, nawet brutalnego, a mężczyznę subtelnego, delikatnego, okazującego swe uczucia określa się mianem zniewieściałego i nawet wręcz wyśmiewa. Po drugie, wrodzona i naturalna, mniejsza niż u kobiet empatia męż­czyzn – czyli zdolność wczuwania się w sprawy drugiego czło­wieka -jest podstawą oskarżania ich o brak chęci zrozumienia kobiety, a nawet starania się o nią. Mniejsza zdolność, a co za tym idzie ochota (jeśli tak to można nazwać) mężczyzn do okazywania swoich uczuć i troski o uczucia drugiej płci, jest interpretowana jako zła wola, lenistwo czy wręcz dowód braku miłości. Żąda się zatem od mężczyzn umiejętności, ba – mi­strzostwa w trosce o uczucia kobiet, nierzadko bez żadnej pomocy ze strony płci pięknej. Żądanie jest niemożliwe do spełnienia – nie ma mistrzostwa bez treningu, i to pod okiem kompetentnego trenera. Nauczycielem uczącym zaspokajania potrzeb uczuciowych kobiety może być tylko kobieta! Matka, siostra, koleżanka, sympatia, narzeczona czy żona wreszcie. Niestety, matki powtarzają synkom: „Mężczyzna nigdy nie pła­cze, musisz być mocny", pozwalają oglądać „męskie" filmy, gdzie dominuje brutalność i naprawdę trudno by się doszukać w nich dobrego wzorca odniesienia mężczyzny do kobiety. Koleżanki chichoczą na głupie, nieprzyzwoite, a nawet ordynarne zaczep­ki, zachęcając niejako chłopców do takich zachowań. Sympatie, narzeczone nierzadko zgadzają się na wszystko, łącznie z dep­taniem swoich uczuć, byle tylko on sobie nie poszedł („bo zosta­nę starą panną"). Wreszcie żony, dla świętego spokoju, dla „dobra" rodziny i dzieci zgadzają się, albo co najmniej tolerują, zacho­wania męża raniące ich uczucia i tym samym absolutnie nie do zaakceptowania. Oczywiście prawdziwy mężczyzna może i po­winien sam sobie narzucić reżimem wewnętrznym delikatność i troskę o uczucia kobiety, nawet gdyby tego od niego nie wy­magano. Jednakże częściej sprawdzają się przysłowia: „Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał" lub: „Czym sko­rupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci". W tej sytuacji mężczyźni dochodzą do małżeństwa bez elementarnej wiedzy i umiejętności w dziedzinie zaspokajania potrzeb uczuciowych kobiety. Marzenie żony, że jej indywidualne (subiektywne prze­cież) subtelne i niejednokrotnie wyrafinowane potrzeby i tęsk­noty uczuciowe będą cudownie zaspokajane, a nawet w lot zgadywane, są po prostu nie spełniane. Są bowiem przez mężów zwykle nie zauważane lub nawet, co gorsza, ignorowane czy wręcz uważane za głupie. Ta sytuacja ma głębokie korzenie, a jej bezpośrednią przyczyną jest styl wychowania chłopców. Do­póki nie zostanie skutecznie wprowadzona w życie mądra i atrakcyjna dla chłopców strategia wychowania do pełnienia zadań męża i ojca, kształtująca piękne odniesienia mężczyzn do kobiet, dopóty ta bolesna sytuacja niespełnienia potrzeb uczuciowych w relacjach żona-mąż generalnie się nie poprawi. Stworzenie i wprowadzenie w życie takiej strategii jest wielką potrzebą chwili. Jest to wręcz niezbędny, kluczowy element nie tylko z punktu widzenia ratowania małżeństwa jako instytucji, ale również ratowania świata przed zagrażaj ącym totalnym upad­kiem dobrych obyczajów w ogóle.