Nieobiektywne widzenie ewentualnych win

 

Nawet w przypadku wielkiej dojrzałości trudno jest tak do końca obiektywnie spojrzeć na zły udział własnego dziecka w przypadku narastającego konfliktu w jego małżeństwie. Zwłaszcza gdy błędy popełniane przez dziecko są „powtórką z rozrywki" małżeństwa jego rodziców. Najtrudniej bowiem za­uważyć własne winy i pogodzić się z tym faktem. Łatwiej do­strzec drzazgę w oku brata niż belkę w swoim. Gdy nałoży się na tę trudność niezawinioną, w pewnym sensie obiektywną, niedojrzałość kobiety, wówczas skutki bywają naprawdę bole­sne i daleko idące. Ponieważ według najgłębszego przekona­nia teściowej w małżeństwie jej dziecka źle się dzieje wyłącznie z winy tej drugiej strony. Jej stosunek do synowej (zięcia) jest po prostu negatywny, bo jej dziecku dzieje się krzywda. Takie nastawienie musi zostać zauważone przez synową (zięcia), nawet gdy nie będzie jawnie wypowiedziane. Jest jednak pewną prawidłowością, że im mniej dojrzała osoba, tym agresywniej wyraża swe sądy o drugich (będąc zresztą szczerze przekonana o ich wyłącznej winie). Postawę taką niektóre osoby określają jako szczerość do bólu, próbując swą niedojrzałość i nieopano­wanie usprawiedliwiać, a nawet gloryfikować jako postawę au­tentyczną, spontaniczną i nonkonformistyczną…

Skutki interwencji teściowej w małżeństwo swego dziecka z pozycji bronienia go przed okrutnym współmałżonkiem mogą być tylko złe. Życie niestety bardzo często potwierdza, że takie zachowania sprzyjają wprost rozpadowi małżeństw. Dziecku w źle mającym się małżeństwie łatwo i wygodnie jest przyjąć tezę mamusi, że to jemu dzieje się krzywda, że wszystkiemu jest winna druga strona.

Myślę, że ważne jest, byśmy nigdy nie zapominali, że wła­sne spojrzenie jest, bo musi być, subiektywne i że własna in­terpretacja rzeczywistości nie jest jedynie słuszną i tym samym obowiązującą wszystkich dookoła. Pamiętanie o tym na co dzień mogłoby istotnie poprawić wszelkie kontakty z ludźmi, i tymi najbliższymi, i tymi spotykanymi okazjonalnie. Nie mówiąc już o dogadywaniu się z inaczej myślącymi w działalności społecznej czy politycznej.

By zaakcentować i upamiętnić sprawę subiektywności, za­cytuję znaną anegdotkę:

Spotykają się dwie dojrzałe (wiekiem) panie. Zaczynają roz­mowę:

  • Co u ciebie?

  • Wiesz, wydałam córkę za mąż. Wspaniale trafiła. Wyobraź sobie, że jej mąż sam prowadzi cały dom: zmywa, sprząta, gotu­je, robi zakupy, dosłownie robi wszystko! Córka może sobie spać, jak długo chce, a on jej zawsze przynosi śniadanie do łóżka. Całe wieczory spędza przed telewizorem, może oglądać dosłownie wszystko, na co ma ochotę. Przed lustrem siedzi godzinami, a on jej nawet słowa nie powie. Kupuje sobie naj­droższe kosmetyki, co tydzień chodzi do fryzjera i kosmetycz­ki, a on nawet nie spyta, ile to kosztuje. Co chwilę przyjmuje koleżanki w domu, a on nie dość, że przygotuje kawę i coś słodkiego, to jeszcze potem wszystko posprząta. A już nie mó­wię o ciuchach. Co rusz córka przynosi do domu coś nowego, a on się tylko zachwyca, jak ślicznie w tym wygląda. Mówię ci, jestem szczęśliwa, moja córeczka naprawdę cudownie trafiła.

  • Ty to masz szczęście, szczerze ci zazdroszczę! Ja z kolei mam pecha. Niedawno ożenił się mój syn. Trafił fatalnie. Wszyst­ko musi robić w domu sam. Nie ma nawet mowy, by jego żonecz- ka dotknęła się zmywania czy sprzątania. Zakupów dla domu nie robi żadnych. Do gotowania, jak sama twierdzi, ma dwie lewe ręce, więc nawet nie próbuje. Za to wyleguje się w łóżku do południa, a syn nie dość, że nie ma prawa jej zwrócić nawet uwagi, to musi jeszcze podawać śniadanie do łóżka. Przed te­lewizorem spędza całe wieczory, oglądając programy najgłup­sze z możliwych, a synowi nie wolno tego choćby jednym słowem skomentować. Wyobraź sobie, że to babsko całymi godzinami przesiaduje przed lustrem, a syn na to nie może nawet pisnąć słowa. Mało tego! Wszystkie pieniądze wydaje na najdroższe kosmetyki i ciągłe wizyty u fryzjera, kosmetyczki oraz na nowe ciuchy, których i tak ma pełne szafy. Zupełnie nie obchodzi jej, skąd mąż ma brać pieniądze na jej zachcianki – ona potrzebuje i już! Mało tego, syn musi ciągle zachwycać się nowymi fryzu­rami, makijażem, chwalić żoneczkę za to, jak ślicznie wygląda w coraz to nowej sukience, garsonce, bluzce, sweterku itd. Wyobraź sobie, że jej bezczelność posunęła się tak daleko, że co rusz przyjmuje w domu jakieś dziewuszyska, które mąż musi uprzejmie obsługiwać, podając kawusię i ciasteczka. Mało tego, po tylu swoich koleżankach żonka syna nawet nie myśli po­sprzątać. Siada sobie jak królewna przed telewizorem, a psim obowiązkiem męża jest posprzątać po jej imprezie i doprowa­dzić dom do stanu używalności. Mówię ci, mam tego dosyć. Już nie mogę patrzeć na krzywdę mego syna. Jestem napraw­dę nieszczęśliwa, że mój syn tak fatalnie trafił!.

– Rzeczywiście, muszę przyznać, że masz pecha.