Dziecko jako lokata uczuć kobiety kosztem męża

 

Wróćmy jednak do żon nienasyconych uczuciowo w rela­cjach z własnym mężem. Oto w małżeństwie pojawia się dziec­ko. Cudowny obiekt lokaty uczuć dla kobiety. Z jednej strony, nieporadne, całkowicie zależne od matki, własne, rodzone dziecko wzbudza w każdej normalnej kobiecie trudną do opi­sania kumulację, a często wręcz wybuch dobrych uczuć, z dru­giej strony – jest ono cudownym, wdzięcznym odbiorcą – jak gąbka chłonie skierowane ku sobie uczucia matki. Matka jest wreszcie nasycona uczuciowo, jest spełniona, szczęśliwa. Ist­nieje niebezpieczeństwo, że kobieta tak zachłyśnie się tą sytu­acją, że straci kontrolę nad swymi zachowaniami. Wszystkie jej myśli, słowa i czyny koncentrują się wyłącznie na dziecku. A mąż? No cóż, odchodzi na plan dalszy, by nie powiedzieć, że jest już uczuciowo niepotrzebny. Wielokrotnie rozmawiałem ze szczęśliwymi, młodymi matkami całkowicie pochłoniętymi swą cudowną więzią z dzieckiem, mówiącymi i myślącymi wyłącznie o dziecku. Charakterystyczne, że w mowie tych kobiet występuje zwykle „moje dziecko". A dlaczego nie „na­sze"? Gdzie podział się mąż? Gdy stawiam wprost pytanie o mę­ża, odpowiedź bywa zwykle zdawkowa i czym prędzej zbaczająca z powrotem ku dziecku. A już pytanie: „Czy podziękowała pani mężowi za dziecko?" wywołuje zazwyczaj zdziwienie, czasem kpinę, a nawet oburzenie! No cóż, drogie panie, bez naszego skromnego udziału nie przeżywałybyście radości macierzyń­stwa, a w szczególności tego cudownego kontaktu uczuciowego z własnym dzieckiem. Nic w tym dziwnego, że niejednokrotnie kobieta tak podatna na oddziaływania uczuciowe traci w tej sytuacji głowę. Najważniejszą osobą na świecie dla niej staje się dziecko! I to jest początek… tragedii. W tym upatruję po­ważne praźródło rozlicznych niepowodzeń. Niepowodzeń w budowaniu więzi małżeńskiej, niepowodzeń wychowaw­czych (dziecko pępkiem świata) i niepowodzeń w mądrym opuszczeniu domu rodzinnego, bezkolizyjnym opuszczeniu rodziców przez dorosłe dzieci. Od wielu lat nawołuję młode mamy1, by nad łóżeczkiem pierwszego dziecka zawieszały dużą kartkę z napisem: „Najważniejszą osobą na świecie dla mnie jest MĄŻ". Tak właśnie, bowiem dziecko – które i tak nie da zapomnieć o sobie – jest dane tylko na jakiś czas, na wycho­wanie, po to, by mogło kiedyś samodzielnie i odpowiedzialnie opuścić dom rodzinny, rodziców. Mąż jest natomiast wybrany i będzie (przynajmniej powinien być) najbliższą osobą do koń­ca życia.

Jakże łatwo przy niemowlęciu, tak bardzo bezbronnym i za­leżnym od matki, o tym wszystkim zapomnieć. Jeżeli matka „utopi się" uczuciowo w dziecku, naturalną koleją rzeczy mąż pozostaje na uboczu. Na razie żonie to nie przeszkadza, jej potrzeby uczuciowe są spełniane, ma swoją lokatę uczuć. Dziec­ko – obiekt obdarzany jej tkliwością, troską, opiekuńczością, słowem – macierzyńską miłością – jest w pełni satysfakcjonu­jący i nasycający uczuciowo kobietę – młodą matkę. Tak, ale co dzieje się z nią jako żoną? Niestety, życie ukazuje, jak czę­sto problemy małżeńskie zaczynają się właśnie po urodzeniu pierwszego dziecka. Mężczyzna często czuje się odsunięty, nierzadko staje się wprost zazdrosny o dziecko. Z wielu wzglę­dów (m.in. na skutek niewiedzy na temat powrotu płodności po porodzie) nakłada się na tę sytuację lęk żony przed współ­życiem. Dla mężczyzny poczucie odsunięcia w tej dziedzinie jest szczególnie bolesne i trudne do zaakceptowania. Nie mogąc znieść sytuacji odrzucenia, wielu mężczyzn ucieka do kole­siów, w alkohol, narkotyki, wreszcie do innej kobiety. Takiej, która go utuli i pożałuje: „Jaki on jest biedny z tą okropną żoną. A przecież zasługuje na lepszy los, lepszą kobietę, która będzie go podziwiać i kochać. Jest takim wspaniałym męż­czyzną, taki mądry, dzielny". Zwłaszcza ów podziw dla jego mądrości i męskości jest pułapką, w którą wpada wielu męż­czyzn. Znajomi się dziwią; „Taki inteligentny, mądry, a po­szedł za taką głupia dziewuchą!". Uwaga: im głupsza, tym w pewnym sensie skuteczniejsza, bo szczerzej naprawdę po- dziwią jego mądrość, męskość i dzielność. Rozbite małżeństwo rodziców jest dodatkowym źródłem wielu poważnych zagrożeń dla dzieci w małżeństwach, które założą. Tę sprawę należałoby omówić oddzielnie, w specjalnym opracowaniu. Powróćmy jednak do sytuacji poczucia odrzucenia odczuwanego przez uczciwego męża, który ani nie pójdzie się upijać do knajpy, ani tym bardziej nie odejdzie do innej kobiety. A jednak jego położenie jest nieznośne. Bardzo wielu uczciwych mężczyzn ucieka od tego nie do zaakceptowania dla siebie stanu rzeczy w domu do pracy zawodowej. W domu jest niepotrzebny. Przy­nieś pieniądze, wynieś śmieci – to dla niego za mało. Chce być kimś ważnym, szanowanym, potrzebnym. Tymczasem żonie wystarcza dziecko. Mąż realizuje się więc w pracy zawodowej. Tam jest szanowany, podziwiany, ma mierzalne osiągnięcia. Po­nieważ jest uczciwy, wszystkie zarobione pieniądze przeznacza na rodzinę, ale gdyby mógł, to najchętniej nawet w niedzielę uciekłby z domu do pracy. Do tego miejsca, gdzie jest potrzebny, szanowany, podziwiany, słowem – gdzie się realizuje.

Wiele osób przeżywających trudności w budowaniu więzi małżeńskiej rozpozna zapewne w swoim życiu elementy mo­delowo zarysowanej sytuacji. Zerwanie niejednokrotnie nikłej, dopiero budującej się uczuciowej więzi na linii mąż-żona na skutek odwrócenia się żony od męża ku dziecku jest zwykle początkiem długo trwającego i obfitującego w złe skutki proce­su. Bywa, że po kilkunastu latach mąż staje się dla żony emo­cjonalnie obcym mieszkańcem wspólnego domu. Uczucia żony bez reszty ulokowane są w dzieciach. Sytuację dramatycznie pogarsza fakt, gdy mają tylko jedno dziecko – jedyny obiekt wylewania się uczuć mamusi. Taki stan rzeczy nie służy kształ­towaniu się dojrzałości uczuciowej kobiety i jej dzieci i bez wątpienia funkcjonująca w ten sposób kobieta może być nazwa­na niedojrzałą lub, mówiąc wprost, niedorozwiniętą uczuciowo (mimo wybujałych, niepohamowanych uczuć wylewanych nie­rzadko w nadmiarze na dziecko). Miarą dojrzałości w każdej dziedzinie jest stopień umiejętności podporządkowania dzia­łań rozumowi i woli, co zwykle daje pewien zdrowy dystans i chroni przed popełnianiem większych głupstw, jak to się zwy­kle mówi: „w afekcie". Niestety, niedojrzałe, a tym samym nie­kontrolowane uczucia przynoszą wiele szkód. Dotyczy to rów­nież uczuć niedojrzałej mamusi, gdy jej dorosłe dziecko wychodzi z domu.