Rola więzi z własnymi rodzicami

 

Od razu trzeba zaznaczyć, że dojrzała, prawidłowa więź dzieci z rodzicami może owocować tylko i wyłącznie dobrem w ich małżeństwach. Dojrzała, prawidłowa więź z rodzicami, nawet bardzo silna, nie stwarza żadnych zagrożeń dla małżeństwa dziecka. Przeciwnie, jest bardzo pomocna w budowaniu nowej rodziny, a opuszczenie domu rodziców jest ważnym wydarze­niem, któremu w gruncie rzeczy podporządkowany był cały proces wychowania i samowychowania dziecka. Podstawowym celem wychowania jest przecież osiągnięcie przez dziecko ta­kiej dojrzałości, by mogło w świecie funkcjonować całkowicie o własnych siłach, bez pomocy rodziców. Zatem mądrzy rodzi­ce wychowują dziecko ku temu, by mogło wyjść z domu w świat, radzić sobie samodzielnie i… ich więcej nie potrzebować.

Już widzę, ilu kochającym mamusiom kręci się łezka w oku i cisną się na usta słowa goryczy: „Tak, teraz już nie jestem potrzebna". Jednak sprawą uczuć mamuś, czyli potencjalnych teściowych, zajmiemy się później.

Powróćmy do więzi rodzice-dzieci. Tak jak więź dojrzała nie stwarza żadnych zagrożeń, tak więź niedojrzała, nieprawidło­wa niesie ogromne niebezpieczeństwa dla małżeństwa mło­dych. Kłopot w tym, że często więź nieprawidłowa oceniana jest mylnie jako bardzo dobra. Dzieje się tak wtedy, gdy za jedyną wykładnię jakości więzi przyjmowana jest bliskość uczuciowa. Bywa np., że córeczka z mamusią są tak sobie „bli­skie", że mamusia uczestniczy bez ograniczeń w życiu uczu­ciowym córki. Czasem córeczka z własnej inicjatywy, czasem na żądanie mamusi opowiada z detalami przebieg randek z chłopakami. Mamusia kibicuje córeczce, niekiedy studząc jej dziewczęce zapały, lecz bywa, że zagrzewa ją do boju i po­pycha wprost w objęcia jakże często nieodpowiedzialnego, ba – nie umiejącego zapanować nad sobą i swym ciałem chłopca. Potem córka szczegółowo relacjonuje przebieg narzeczeństwa. Oczywiście nie mając przed mamusią żadnych tajemnic, opo­wiada jej również szczegóły intymne… Mamusia już nie musi czytać romansów czy erotyków. Ma to na żywo dzięki kochanej córeczce. Bywa, że ta „doskonała" więź matki i córki utrzymy­wana jest po wyjściu córki za mąż. Wówczas (choć niektórym pewnie trudno w to uwierzyć) córeczka szczegółowo relacjo­nuje przebieg nocy poślubnej i w ogóle wszystkiego, co się między małżonkami dzieje… Jaki ta sytuacja może mieć wpływ na relacje owej córeczki z własnym mężem, łatwo sobie wy­obrazić. Zresztą opisana wyżej sytuacja nie jest wymysłem wyobraźni, lecz przykładem z życia wziętym. A skutki? Dość powiedzieć, że małżeństwo w stanie rozkładu trafiło do poradni w rok po ślubie. Mąż był u kresu wytrzymałości, a żona na­prawdę nie wiedziała, o co mu chodzi.

Silna więź uczuciowa nie poddana kontroli rozumu i woli jest więzią niedojrzałą, nieprawidłową i w efekcie destrukcyjną. Tego typu więź dorosłych dzieci z rodzicami (najczęściej z matką) zagraża w sposób dramatyczny, by nie powiedzieć: śmiertelny, poprawnej relacji w małżeństwach tychże dzieci.

Opisałem z życia wzięty przykład więzi matki z córką noszą­cej znamiona uzależnienia, czy wręcz zniewolenia uczucio­wego, lecz spotykałem się również wielokrotnie z przerostem niekontrolowanych uczuć na linii matka-syn (chciałoby się powiedzieć mamusia-synuś), bez względu na wiek tego ostat­niego. Niedojrzałość więzi uczuciowej objawia się (m.in.) nie­zdolnością do prawdziwego, pełnego odłączenia się od rodziców i założenia własnej, odrębnej i samodzielnej rodziny.

Czasem niezdolność do oderwania się od rodziców przy­biera rozmiary nieprawdopodobne i gdyby nie to, że może prowadzić do życiowych tragedii, można by opisywać te przy­padki jako dobre dowcipy. Przykładowo: trzydziestokilkuletni mężczyzna po długim wahaniu i wybieraniu (by nie powiedzieć: wybrzydzaniu) zdecydował się wreszcie na za­warcie małżeństwa. Jednak przy spisywaniu protokołu w pa­rafii proboszcz zorientował się, że mężczyzna przy wielu odpowiedziach powołuje się na „mamusię", wcale zresztą o to nie pytany. Proboszcz, doświadczony i mądry duszpasterz, poprosił o osobną rozmowę, w której najdelikatniej, jak potra­fił, wyjaśnił, że podstawą założenia małżeństwa jest odłącze­nie się od własnych rodziców. Tłumaczył, że rodzicom nadal należy okazywać troskę i oczywiście szacunek, a nawet cześć, jak nakazuje przykazanie Boże. Jednak od dnia ślubu naj­ważniejszą na świecie kobietą dla męża powinna stać się żona, matkę trzeba w pewnym sensie opuścić. Gdy mężczyzna usły­szał słowo „opuścić", wstał, a raczej zerwał się na równe nogi z głośnym okrzykiem: „Matki nie opuszczę nigdy!". Gwałtów- nie wybiegł, trzaskając drzwiami. Do ślubu nie doszło. Chyba w tym przypadku można powiedzieć – na szczęście. Ten do­rosły (licząc lata) mężczyzna wydawał się niezdolny do zało­żenia rodziny przez nadmierną, wręcz obezwładniającą go więź z matką. Gdyby w tym przypadku doszło jednak do za­warcia małżeństwa, z dużym prawdopodobieństwem można by przewidzieć, że żona byłaby nieustannie porównywana z mamusią i krytykowana za wszystko, czym się od mamusi różni. Byłoby to bez wątpienia źródłem poważnych kłopotów małżeńskich. Tego uczy doświadczenie.

Zdarza się również więź z ojcem, która przeszkadza w prawi­dłowym wejściu w małżeństwo, właśnie z powodu niemożności oderwania, odłączenia się. Tak jak w przypadku „mamusi" rzecz idzie zwykle o uczucia, tak w przypadku ojca są to przeważnie konkretne, namacalne, poza uczuciowe powody nadmiernej więzi czy wręcz uzależnienia. Przykładem może być praca syna w firmie ojca. Ojciec będąc szefem, pracodawcą, dysponentem pieniędzy, jest w swoich oczach nierzadko wszechwładny. Ma syna w ręku. Niestety bywa, że swą zwierzchność w pracy prze­nosi na życie prywatne i małżeńskie syna. Wówczas wszystkie decyzje syna podlegają kontroli tatusia. Często syn nie widzi w tym nic złego, zwłaszcza gdy ojciec ma u niego autorytet i naprawdę potrafi mądrze, rozsądnie doradzić. Niepostrzeże­nie dla syna stan rzeczy staje się nieznośny dla synowej. Spo­tykałem się z bardzo zaognionymi sytuacjami tego rodzaju. Dochodziło nawet do tego, że ojciec potrafił wstrzymać synowi należną wypłatę, gdy syn chciał wydać pieniądze niezgodnie z zaleceniami tatusia. Bywało i tak, że syn w ogóle nie otrzy­mywał żadnych stałych pieniędzy i każdorazowo musiał prosić tatę o pieniądze, tłumacząc szczegółowo, na co chce je wydać. I nawet gdyby tatuś te pieniądze przyznawał bardzo hojnie, sytuacja taka, mimo że może być w jakimś sensie wygodna, jest jednoznacznie zła z punktu widzenia budowania jedności i odrębności młodego małżeństwa. Małżonkowie nie mogą pod­jąć samodzielnie żadnej decyzji, bo przecież trzeba uzyskać aprobatę tatusia. Na dłuższą metę staje się to nie do zniesienia psychicznie.

Zatem niedojrzałość młodych wyrażająca się niezdolnością do odłączenia się emocjonalnego od własnych rodziców odbija się zawsze niekorzystnie na tworzeniu więzi między młodymi małżonkami. Czasami dochodzi do wielkich napięć i w płaczu albo złości wykrzyczane jest zdanie: „Wybieraj: albo matka, albo ja", „albo ojciec, albo ja" czy: „rodzice albo ja". Sytuacja taka jest już alarmem i zwykle poprzedza ją trwające od dłuż­szego czasu niezadowolenie z jakości relacji ze współmałżon­kiem z jednocześnie rosnącą złością, a nawet nienawiścią do „głównych winowajców" – teściów.

Jednak, by nie wylać dziecka z kąpielą, powtórzmy: dobra, prawidłowa, dojrzała więź z własnymi rodzicami sprzyja wła­ściwemu odejściu z domu i budowie nowej – własnej rodziny. Natomiast więź nieprawidłowa, w której dominują niekontro­lowane uczucia, całkowicie wyjęte spod władania rozumu i woli, jest śmiertelnym zagrożeniem dla młodego małżeń­stwa. Wydaje się wówczas, że najrozsądniejszą radą dla mło­dych jest, by wyprowadzili się na drugi koniec Polski. Wtedy w sposób naturalny przebiegać będzie faktyczne odłączenie od rodziców. Odłączenie to jest wymogiem fundamentalnym dla tworzenia nowej rodziny: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym cia­łem" (Mt 19, 5).