Nieuświadamiane powody nieprzyjęcia

 

Prawdę powiedziawszy, wymieniane wcześniej powody od­rzucenia przyszłej synowej czy zięcia są tylko pretekstem. Zauważmy, że wszystkie one względem teściów były jakby ze­wnętrzne i właściwie niezależne. Są jednak niewidoczne dla oka powody wewnętrzne, tkwiące w teściach, i tym samym całkowicie zależne od ich woli. Myślę tu o dojrzałości osobo­wości w ogóle, a w szczególności dojrzałości do sytuacji zwią­zania się „własnego" dziecka z „obcą" osobą i swoistego adoptowania tej obcej osoby jako dodatkowego dziecka, ale na prawach dorosłego. Użyłem słowa „adopcja", by pobudzić wy­obraźnię. Każdy zdaje sobie sprawę, jak trudna jest decyzja o adopcji nawet maleńkiego dziecka. Budzą się obawy o zupeł­nie nieprzewidywalne cechy dziedziczne często po pozosta­wiających wiele do życzenia rodzicach. Pewnie każdy zetknął się z kłopotami rodziców, którzy adoptowali dzieci w starszym wieku, dzieci, które pierwsze lata przeżyły bez rodziców, w domu dziecka. Wiadomo, ile realnych zagrożeń, a nawet nieunik­nionych złych skutków niesie taka sytuacja. A tu mówimy o swoistej „adopcji" dorosłego. On musi być inny od idealnych wyobrażeń przyszłych teściów. Co więcej, teściowie „adoptu­jąc", muszą pokochać go takim, jaki jest, gdyż czas wpływów wychowawczych i władzy rodzicielskiej już się skończył. Po­trzeba dojrzałości i konkretnego wysiłku, by przyjąć synową czy zięcia i mądrze (co nie znaczy bezkrytycznie) pokochać miłością rodzicielską. Dojrzałość objawia się m.in. opanowa­niem powierzchownych uczuć i zdrowym dystansem do rze­czywistości.

Zatem wspomniane sytuacje odrzucenia „od pierwszego wejrzenia" zdradzają zdecydowanie niedojrzałość rodziców. Co prawda to pierwsze wejrzenie jest bardzo ważne i warto o nie zadbać, jednak może być ono mylące i krzywdzące, bo nie daje wglądu w to, co najważniejsze, we wnętrze człowieka. A prze­cież „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" (czego nauczył się Mały Książę od Lisa).