Kandydat z lepszej gliny niż ich dziecko

 

Najczęściej rodzice cieszą się, gdy ich dziecko znajduje wspaniałą osobę na współmałżonka. Zdarza się jednak, że wyraźna dysproporcja na niekorzyść ich dziecka przeraża ro­dziców i próbują powstrzymać plany małżeńskie młodych. Po­wodów może być wiele, np. wykształcenie. Bardzo duża różnica w wykształceniu nie świadczy jeszcze o niczym, bo może ona wynikać po prostu z okoliczności i kolei życiowych. Daleki jestem od twierdzenia, że ten z wyższym wykształceniem musi być człowiekiem na wyższym poziomie. Wielokrotnie w życiu spotykałem zupełnie niewykształconych, a wspaniałych, kul­turalnych i wrażliwych ludzi najwyższego formatu. Niestety, spotykałem także ludzi bardzo wykształconych, ba – również z tytułami naukowymi, którzy nie posiadali elementarnej kul­tury osobistej, wrażliwości na drugich ani nawet zwykłej umie­jętności panowania nad sobą. Pojęcia „pan" i „cham" skojarzone z wykształceniem czy „wysokością urodzenia" można by, pa­trząc na zachowania, zastosować niejednokrotnie w sposób odwrotny.

Jednakże, zwłaszcza gdy kobieta ma istotnie wyższe wy­kształcenie od męża, nierzadko owocuje to u niego poczuciem zaniżonej wartości. Bywa, że przeradza się w agresywne do­chodzenie prawa do rządzenia w domu przez męża. Znam co prawda znakomicie funkcjonujące małżeństwo, gdzie on ma wykształcenie zawodowe, ona jest profesorem. Jest to jednak raczej chlubny wyjątek niż reguła i świadczy o wielkiej kultu­rze osobistej i mądrości żony. Zatem przy dużej różnicy w wy­kształceniu, zwłaszcza na niekorzyść mężczyzny, obawy rodziców nie są pozbawione pewnej słuszności i wynikają z do­świadczenia życiowego. Podobnie rzecz się ma, gdy kobieta jest znacznie bystrzejsza, inteligentniejsza od mężczyzny. Zagraża to jego pozycji w małżeństwie. Spotkałem się również z sytuacją, gdy werdykt matki: „To nie jest dziewczyna dla mojego syna" wynikał tylko z tego, że była to dziewczyna wy­jątkowo piękna. „Gdzie mojemu synowi do takiej księżniczki?" – wzdychała ze smutkiem matka. Dodam, że oboje rodzice byli naukowcami, ludźmi kulturalnymi i wierzącymi, a synowi też niczego nie brakowało. Wysoki, wysportowany, przystojny, wyjątkowo inteligentny, znakomicie uczący się, perfekcyjnie znający języki obce. No cóż, gdyby myślenie matki biegło to­rem: piękna – więc próżna, można by się w tym dopatrzyć ja­kiejś logiki i mądrości. W opisanej jednak sytuacji trudno było mi solidaryzować się z matką, podcinającą (odnotujmy – sku­tecznie) skrzydła zakochanemu, lecz bardzo uzależnionemu od siebie uczuciowo synowi. Po kilku latach ten młody męż­czyzna ożenił się z inną kobietą nieakceptowaną przez rodzi­ców. Rzeczywiście wybór nie był szczęśliwy i w dużej mierze stał się desperackim aktem oderwania się spod wpływów rodzi­ców, głównie matki. Po krótkim czasie małżeństwo, nie bez udziału rodziców, rozpadło się.