Płot Tomka Sawyera

Choć zabawa jest antytezą pracy – mile widzianą (i dla wie­lu dorosłych rzadką) przerwą w kieracie codzienności – grani­ca między nimi jest w gruncie rzeczy kwestią punktu widze­nia. Zabawa przestaje być zabawą, jeśli jest narzucona bądź traktowana zbyt poważnie. Tak ujął to John Mortimer w auto­biografii A Voyage Round my Father: ?W szkole nie miałem nic przeciwko lekcjom. Podczas zabawy jednak nie chciałem ciężko pracować”. Tomek Sawyer Marka Twaina również wie­dział, jak cienka jest granica między zabawą a pracą, i umie­jętnie to wykorzystał. W jednym z rozdziałów Przygód Tomka Sawyera Tomek, to ?wcielenie braku reguł”, znowu wdał się w bójkę. Wymyka się w nocy z domu i zostaje nakryty przez ciotkę, która postanawia go ukarać. Kobieta nakazuje Tomko­wi, żeby spędził cenny sobotni poranek na ciężkiej pracy: ma pomalować na biało jej ogrodowy płot, który ma trzydzieści jardów długości i dziewięć stóp wysokości. Wizja tego wprawia Tomka w głęboką melancholię, lecz po kilku chaotycznych machnięciach pędzlem wpada mu do głowy pomysł: po prostu zamieni pracę w zabawę. Pojawia się inny chłopiec, Ben, i roz­koszuje się kiepską sytuacją Tomka:

–   Hej, stary kumplu, pracuje się, co?

–   A, to ty, Ben! Nie zauważyłem cię.

–   Słuchaj, idę popływać. Nie chciałbyś iść ze mną? Nie, ty oczy­wiście wolisz pracować, co nie? Pewnie, że wolisz!

Tomek popatrzył przez chwilę na chłopca i powiedział:

–    Co nazywasz pracą?

–   No a czyż to nie jest praca?

Tomek, nie przerywając malowania, odpowiedział niedbale:

–   Cóż, może jest, może nie jest. Wiem tylko, że pasuje Tomkowi Sawyerowi.

–   Przestań, chyba nie chcesz mi wmówić, że ci się to podoba?

Pędzel w dalszym ciągu malował.

–   Podoba? Cóż, nie rozumiem, dlaczego miałoby się to mi nie po­dobać. Czy masz okazję codziennie malować płot?

To rzuciło nowe światło na postać rzeczy. Ben przestał skubać swoje jabłko. Tomek delikatnie wodził pędzlem w tę i z powrotem, przystając na chwilę i z pewnej odległości oceniając efekt, dodawał trochę tu i tam, znowu oceniał. Ben obserwował każdy jego ruch, coraz bardziej zainteresowany i zaabsorbowany. W końcu powie­dział:

–    Słuchaj, Tomek, daj mi przez chwilę pomalować.

Ostatecznie, w zamian za resztę jabłka, Benowi udało się namówić Tomka, by oddał mu pędzel. Tomek usiadł na osło­niętej przed słońcem beczce, planując dalszą rzeź niewiniątek. W ciągu dnia kolejni chłopcy zatrzymywali się, żeby z niego podrwić, a później zostawali, by malować. W zamian oddawali to, co mieli przy sobie: latawiec, martwego szczura ze sznur­kiem, na którym można nim było kręcić, dwanaście kulek do gry, kotka z jednym okiem, mosiężną gałkę do drzwi, ołowia­nego żołnierzyka i inne skarby ? wszystko po to, by móc wyko­nać upragnione zadanie. Tomek, gromadząc wszystkie te do­bra, przebąblował dzień, a tymczasem na płocie pojawiły się trzy warstwy białej farby. Mark Twain kończy opowieść stwier­dzeniem, że ?na pracę składa się to wszystko, co trzeba zrobić, podczas gdy na zabawę to, czego robić nie trzeba. W Anglii można spotkać zamożnych dżentelmenów, którzy latem co­dziennie powożą czterokonnymi dyliżansami na trasach dłu­gości dwudziestu, trzydziestu mil, gdyż przywilej ten kosztuje ich sporo pieniędzy; gdyby jednak zaproponować im za to wy­nagrodzenie, przyjemność zmieniłaby się w pracę, z której by zrezygnowali”.

Tomek Sawyer wykorzystał tę cechę zabawy, którą psycho­logowie zaczęli od tamtej chwili demonstrować eksperymen­talnie, a mianowicie że pewne czynności z większym prawdo­podobieństwem będą postrzegane jako zabawa (a co za tym idzie, wydadzą się atrakcyjne) niż praca (mniej atrakcyjna), jeśli podejmie się je z własnej inicjatywy. W pewnym ekspery­mencie ochotnicy mieli przed sobą zabawę polegającą na roz­wiązywaniu problemów. Niektórym z nich zapłacono za udział w eksperymencie. Ta grupa spędziła mniej wolnego czasu na wykonywaniu zadania niż grupa druga, której jedyną moty­wacją była wewnętrzna przyjemność płynąca z zabawy. Mo­tywacja do zabawy ma źródło w nas, a gotowość do wykony­wania zadań – paradoksalnie – może być zredukowana przez zewnętrzne nagrody. Ochota do zabawy wzrasta, gdy zadanie jest wybrane samodzielnie, a osoba odkrywa, że jej umiejętno­ści poprawiają się wraz z nabywaniem wprawy. Sukces pro­wadzi do większego zadowolenia, które z kolei wzmacnia mo­tywację do dalszego działania. Jest to siła napędowa w wielu dyscyplinach sportowych i hobby.

Zabawa, we wszystkich swoich formach, jest oczywiście ty­powa nie tylko dla człowieka; występuje powszechnie wśród młodych osobników wielu gatunków i może zajmować znacz­ną część ich czasu. Zabawa zabiera do dziesięciu procent cza­su młodego kręgowca ? być może nie jest to tak wiele jak u dziecka, ale i tak całkiem sporo. Zabawę obserwuje się u więk­szości ssaków, niektórych gatunków ptaków (na przykład pa­pug i kruków) i jest ona prawdopodobnie bardziej popularna wśród innych grup zwierząt, niż się przypuszcza4.

Zabawa ma wiele cech. Na przykład podczas zabawy spo­łecznej partnerzy często zamieniają się rolami, a wątki seksu­alne nierzadko są w niej obecne na długo przed tym, nim zwie­rzę osiągnie dojrzałość płciową. Podczas zabawy polegającej na bieganiu, skakaniu i innych gwałtownych ruchach wzorce zachowania są wyolbrzymiane, nie przebiegają w odpowied­niej kolejności i są często powtarzane. Niektóre gatunki po­sługują się specjalnymi sygnałami społecznymi, które mają informować, że to, co się dzieje, należy traktować w kategorii zabawy. Na przykład psy sygnalizują gotowość do zabawy, przypadając na przednie łapy i machając ogonem, natomiast szympansy robią specjalną ?zabawową” minę, która poprze­dza zabawę z towarzyszami. W trakcie samotnej zabawy cha­rakterystyczne dla dorosłych techniki polowania na zwierzy­nę czy zdobywania pokarmu pojawiają się na długo przed tym, nim pozwolą zdobyć pożywienie.

Otoczenie ma duży wpływ na zabawę. To ona zazwyczaj zni­ka pierwsza, jeśli coś jest nie w porządku – stanowi czuły ba­rometr dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego jed­nostki. Na przykład we wschodniej Afryce młode koczkodany nie bawią się w okresach suszy, kiedy brakuje pożywienia. Zabawa pojawia się tylko wtedy, gdy zaspokojone są bieżące potrzeby, a osobnik jest zrelaksowany. Stąd też znika ona na­tychmiast, gdy zwierzę jest zestresowane, niespokojne, głod­ne lub chore.

Przede wszystkim jednak zabawę cechuje pozorny brak kon­kretnego celu. Zabawa to, mówiąc w stylu Tomka Sawyera, antyteza pracy dorosłego, o zawsze określonym i zwykle bie­żącym celu. Zachowanie podczas zabawy często przypomina zachowanie ?prawdziwe”, lecz nie pociąga za sobą jego natu­ralnych, biologicznych konsekwencji: młode zwierzę bawi się w walkę czy polowanie na wyimaginowaną zwierzynę, lecz zwykle oczywiste jest, że to właśnie zabawa, a nie brak kom­petencji.

Każdego, kto obserwuje młode zwierzęta podczas zabawy (na przykład koty), uderza pozorny brak celowości ich zacho­wania. Jedno z kociąt wygina się w łuk i ociera bokiem o dru­gie, które również się pręży. Pierwszy kot skacze do przodu, gdy tymczasem drugi w górę, turla się i ucieka przed pierw­szym, który jest tuż za nim. Po kilku sekundach sytuacja się odwraca i atakowany jest dotychczasowy napastnik. W końcu koty mocują się na podłodze, drapiąc nawzajem tylnymi łapa­mi. Gryzą się, lecz ich szczęki nie zaciskają się na tyle mocno, by mogły wyrządzić jakąś krzywdę. Pozornie agresywne koty rzadko wydają piski bądź miauknięcia sygnalizujące ból, tak jak by to było w prawdziwej walce dorosłych osobników. Wszystko to wydaje się obserwatorowi zupełnie bezcelowe. Tak więc po co to?

Biologiczna cena zabawy jest wysoka. Zwierzęta zużywają więcej energii i narażają się na większe ryzyko zranienia pod­czas zabawy niż podczas wypoczynku. Bawiąc się, bardziej rzucają się też w oczy i są mniej czujne. Na przykład młode foki częściej padają łupem uchatek właśnie w trakcie zaba­wy6. Tak więc koszt zabawy musi być równoważony jakimiś korzyściami, inaczej bowiem zwierzęta, które się bawią, były­by w zdecydowanie gorszym położeniu niż te, które się nie bawią (w takim wypadku zachowania zabawowe nie powsta­łyby w wyniku ewolucji). Dlaczego młode zwierzęta i dzieci się bawią?