Łączenie rozłączonego

Kiedyś sfilmowano Picassa malującego na szkle. Widz ob­serwował powstawanie obrazu od drugiej strony szyby. Picas­so najpierw naszkicował kozę, po czym zaczął szybko ją ozda­biać. Pojawiały się i znikały nowe kształty, mieszały się i prze­kształcały barwy. Pod koniec filmu kozy już nie było i trudno było powiedzieć, co obraz przedstawia. Picasso się bawił – praw­dopodobnie nawet popisywał – lecz najwyraźniej czerpał ze swojej zabawy dużo zadowolenia. W podobnym duchu przyja­ciele bądź koledzy, przed którymi stoi jakiś interesujący pro­blem, rzucają na przemian pomysły, układają pojęcia i myśli w różne kombinacje. Któregoś dnia ich zabawa, proces, który daje im wiele przyjemności, może doprowadzić do owocnego rozwiązania.

Kreatywność i innowacja polegają na wyłamywaniu się ze starych, utrwalonych wzorców. Pisarz William Plomer ujął to następująco: ?Kreatywny człowiek musi umieć postrzegać rela­cje między pojęciami, rzeczami lub formami ekspresji, które mogą być całkowicie różne, i łączyć je w zupełnie nowe formy – mieć umiejętność łączenia tego, czego pozornie połączyć się nie da”. W tym samym stylu William James opisał geniusz jako ?trochę więcej niż zdolność postrzegania w niezwykły sposób”.

Zabawa to efektywny mechanizm, ułatwiający wprowadzanie innowacji i zachęcający do kreatywności. Zabawowe reorgani­zowanie zasadniczo odmiennych myśli i pojęć, tak by tworzy­ły nowe kombinacje – z których większość okaże się bezuży­teczna – jest techniką coraz częściej stosowaną w badaniach biznesowych i naukowych. Daje okazje do wglądu oraz otwie­ra możliwości, których wcześniej nie dostrzegano. Konsultan­ci do spraw zarządzania dostrzegli korzyści wynikające z my­ślenia opartego na zabawie i wprowadzili sesje ?burzy mó­zgów” do wielu firm. Zabawa zaczęła więc dotyczyć samych myśli. Polega na robieniu czegoś nowego bez zastanawiania się, czy jest to uzasadnione bądź opłacalne. Oczywiście taka aktywność, podobnie jak zabawa u zwierząt, w obliczu trudno­ści znika pierwsza. Wyczerpywanie się funduszy na tak zwane luksusy to pierwszy znak problemów każdej firmy. Kłopoty instytucji i brak środków zazwyczaj zniechęcają do podejmo­wania ryzyka i zmuszają do koncentrowania się na celach krótkoterminowych, kosztem długoterminowej umiejętności wprowadzania innowacji. Ostatecznie wiele firm staje pod ścianą dlatego, że konkurencja okazała się lepsza, szybciej wprowadzając na rynek nowatorskie produkty lub usługi.

Co pewien czas agencje rządowe, które finansują badania naukowe, próbują ocenić sukces działalności naukowej. Za­zwyczaj oceny te rozczarowują: naukowcom, którzy są przez nie sponsorowani, niezmiernie rzadko udaje się strzelić w dzie­siątkę. Takie kontrolowanie wydatków prowadzi często do wyciągania pochopnego wniosku, że finansować należy tylko te badania, które podążają utartym szlakiem i których rezul­taty da się przewidzieć. Agencje zaczynają się bać ryzyka, zwłaszcza gdy zasoby finansowe nie są duże, i nalegają, by dokładnie zaplanować każdy krok programu badawczego oraz wyszczególnić go w podaniu o grant. Ten punkt widzenia moż­na zripostować następująco: Po co w ogóle prowadzić badania, skoro z góry wiadomo, jaki będzie ich wynik?

Postęp w myśleniu jest najzwyczajniej niemożliwy, jeśli nie podejmuje się ryzyka intelektualnego, a uwagę skupia tylko na bezpośrednich, krótkoterminowych korzyściach. Efektem takiego podejścia jest przeciętność. Niepewność towarzysząca wszelkim działaniom artystycznym czy naukowym jest oczy­wista. Trudno przewidzieć, kiedy zmieni się ludzkie myślenie. Jedno jest wszakże pewne: żadnych zmian nie będzie, jeśli kreatywność oparta na zabawie zostanie stłumiona przez nad­mierną ostrożność.

Naukowcy często nazywają swoją pracę zabawą. Isaac New­ton, który przez Williama Cowpera określony został mianem ?dziecinnego mędrca”, skromnie opisał swój naukowy geniusz:

Nie wiem, za kogo może mnie uważać świat, lecz we własnych oczach jestem zaledwie chłopcem bawiącym się na brzegu morza, znaj­dującym kamyk bądź muszlę, które są gładsze i piękniejsze niż zwy­kle, podczas gdy cały ocean prawdy istnieje przede mną, nie odkryty.

W książce Jamesa Watsona Podwójna helisa można znaleźć wyznania autora na temat okoliczności, w jakich wespół z Fran­cisem Crickiem, pracując w latach pięćdziesiątych w Cambridge, odkrył strukturę DNA. Było to jedno z największych osiąg­nięć naukowych dwudziestego wieku, za które Watson, Crick i Maurice Wilkins otrzymali w 1962 roku Nagrodę Nobla. Podwójna helisa ukazuje zabawowy charakter kreatywności naukowej, sposób, w jaki badacze przerzucali się pomysłami, wypróbowując nowe kombinacje i odrzucając te, które nie zda­wały egzaminu.

Atak intelektualny Cricka i Watsona na zagadkę DNA był sprawny i doskonały. Wiele wspaniałych pomysłów przyszło im do głowy podczas lunchów w Eagle, pubie w centrum Cam­bridge. Watson i Crick badali rozmaite teorie struktury DNA na zbudowanych przez siebie modelach. W ten sposób amery­kański chemik Linus Pauling odkrył alfa-helikalną strukturę cząsteczki białka. Podstawowy problem w tej metodzie pole­gał na odnalezieniu pasujących do siebie atomów. Narzędziem pracy naukowców stał się więc zestaw kolorowych kulek, przy­pominających zabawki przedszkolaków. Watson pisał: ?Musie­liśmy tylko skonstruować zestaw molekularnych modeli i za­cząć się bawić ? przy odrobinie szczęścia mogło się okazać, że to helisa”. To była helisa, oczywiście. Kiedy wszystko tkwiło już na swoim miejscu, Watson i Crick poczuli, nie bez powodu, że odkryli sekret życia. Następnego ranka po odkryciu Wat­son szedł przez Cambridge, patrząc na strzeliste gotyckie wie­że kaplicy King’s College. Zastanawiał się, w jakim stopniu ich sukces zależał od długich okresów, w których nic się nie działo, kiedy razem z Crickiem spacerowali po pięknych dzie­dzińcach i ogrodach college’u.