Bezsensowna radość

Jednostka jest aktywnym czynnikiem własnego rozwoju, po­szukuje i zdobywa doświadczenia, które zmieniają jej przyszłe zachowania. Młode zwierzęta i ludzie mają mechanizmy rozwo­jowe, które zdają się zaprojektowane specjalnie do tego zada­nia. Mówiąc ogólnie, zachowanie to nazywane jest zabawą.

Czym jest zabawa? Czasem samotna, czasem żywiołowo spo­łeczna, niekiedy niebezpieczna – większość osób potrafi ją roz­poznać na pierwszy rzut oka, i to bez względu na nie kończące się akademickie rozważania nad jej definicją. Zabawa to zaję­cie typowe dla młodych zwierząt i dzieci. Dorośli również się bawią, lecz na ogół mają na to mniej czasu i ochoty. Większość dorosłych zapomniała już, jak to jest spędzić cały dzień na plaży, nie mając przy sobie nic prócz wiaderka, łopatki i może jeszcze przyjaciela, i robić coś, co – z ich punktu widzenia – wydaje się całkowicie bezsensowne.

Ludzka zabawa przybiera rozmaite formy. Może być samot­na, prowadzona w wyobraźni, symboliczna, werbalna, społecz­na, konstrukcyjna, chaotyczna, manipulacyjna i tak dalej. Za­bawa czterolatków w zapasy jest zupełnie inna od, na przy­kład, samotnej zabawy dziesięciolatka, który wpatruje się w niebo, pogrążony w fantazjach o tym, że jest gwiazdą pop czy lekarzem. Autor Kubusia Puchatka, A. A. Milne, dobrze oddał istotę samotnej zabawy w swoim zbiorze wierszyków Już mamy sześć lat:

Nikt mnie nie widzi, nie słyszy mnie

Myślę, co chcą,

Robię, co chcą,

Gdy niby grzecznie śpię.

Wreszcie już jestem sam tu po ciemku.

W co bawić się przed snem?

Już mogę myśleć sobie o wszystkim,

Bawić się, bawić mogę we wszystko

I śmiać się mogę już ze wszystkiego.

Nikt, tylko ja to wiem.

Richmal Crompton opisał inny rodzaj zabawy w Just Wil­liam, pierwszej z wielu książek o chłopcach żyjących w Anglii lat dwudziestych. William Brown z grupą swoich dwunasto­letnich przyjaciół, ?Przestępców”, zastanawia się, w co się bawić:

Brali udział w morderczych bójkach, z absolutną pogardą dla sztuki kulinarnej gotowali nad dymiącym, nikłym płomieniem dziwne składniki, gonili się po wioskach, naśladując zachowaniem i wyglądem rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej, zaczęli nawet rozważać możliwość porwania (bez znaczącego sukcesu), i wszystkie te zajęcia się im sprzykrzyły.

W końcu William wpada na godny przyjęcia pomysł: ?Strze­lajmy z łuków, tak jak robią to prawdziwi przestępcy”.

Zabawa jest nierozerwalnie związana z radością – i to już od najmłodszego wieku. Obserwując swoje pierwsze dziecko, Williama Erasmusa, Karol Darwin pisał:

Gdy miał sto dziesięć dni, niezwykle bawiło go narzucanie far­tuszka na jego twarz, a potem nagłe ściąganie go. Bawiło go też, kiedy sam nagle odsłaniałem twarz i zbliżałem się do niego. Wyda­wał wtedy cichy dźwięk, który był zalążkiem śmiechu. Najwięk­szym zaskoczeniem była tutaj przyczyna rozbawienia, którą w więk­szym stopniu kojarzy się z poczuciem humoru osoby dorosłej. My­ślę, że jakieś trzy bądź cztery tygodnie przed tym, nim zaczęło go bawić nagłe odsłanianie twarzy, traktował uszczypnięcie w nos bądź w policzek jak dobry żart. Początkowo byłem zaskoczony poczuciem humoru u zaledwie trzymiesięcznego niemowlaka, lecz przypomnij­my sobie, jak szybko zaczynają się bawić szczeniaki i kocięta.