Ta dziwna, bogata w wydarzenia historia

Proces zbyt skomplikowany, by go wyjaśnić?

Mimo całej swojej indywidualności i pomysłowości człowiek nie może uciec przed nieuniknionym rozwojem tego, co Szek­spir nazwał ?dziwną, bogatą w wydarzenia historią”, obejmu­jącą siedem etapów życia – bądź osiem, jeśli wziąć pod uwagę okres przed narodzeniem. Przed każdą osobą stoi ten sam, charakterystyczny dla gatunku ludzkiego cykl życiowy, każda też musi w trakcie rozwoju radzić sobie z rozmaitymi proble­mami. Podobnie jak to jest w wypadku budynków, trudno grun­townie zmienić ciało, gdy zostało już ukształtowane. Ograni­czenia takie gwarantują ciągłość zachowania oraz struktury fizycznej. Co więcej, człowiek ma skłonność do popadania w na­wyki, a co za tym idzie – sam ogranicza możliwości zmiany. Warunki sprzyjające zmianom wiążą się niekiedy ze stresem, lecz zdolność do zmian w dorosłości jest niewątpliwa. Dla star­szych osób ponowne odkrycie, że nadal są zdolne do wprowa­dzania zmian, niesie przesłanie, iż ciągłość trwa aż do śmierci.

Współczesna biologia nie podtrzymuje powszechnego poglą­du na temat niezmienności ludzkiej natury. Weźmy na przy­kład agresję i przemoc, które są zastraszająco powszechne i często niepotrzebne. Są one jednak również podatne na zmia­ny, tak samo jak wojny, wymysł człowieka, który jest ich siłą napędową. Jeśli pominąć wstydliwe katalogi wojen i przemo­cy, które kładą się cieniem na historii ludzkości, cywilizacja i społeczeństwo zdecydowanie zdolne są do stworzenia warun­ków, w których znaczna większość ludzi zachowuje się pokojo­wo. To samo dotyczy traktowania dzieciństwa.

Są rodzice, którzy z powodu własnych ambicji bądź niepo­koju wywołanego prawdziwymi i wyimaginowanymi zagroże­niami nie doceniają pozornie bezcelowych aspektów dzieciń­stwa – okresu, w którym dzieci mogą swobodnie biegać z ró­wieśnikami i odkrywać świat na własny sposób, we własnym tempie. Dzieci, na które wywiera się zbyt mocną presję szkol­ną i które w efekcie zdają się wyprzedzać swoich rówieśników, mogą ostatecznie zapłacić dużą cenę w rozumieniu utraconej szansy poprawnego rozwoju. W ten sam sposób rodzice mogą skrócić dzieciństwo, jeśli kosztem wszystkiego usiłują wykształ­cić u potomka umiejętności muzyczne, sportowe czy jakiekol­wiek inne. Dzieciństwo to przede wszystkim czas intensywne­go uspołeczniania. Dziecko odnosi korzyści ze zróżnicowanego i bogatego w doświadczenia menu, a nie tylko z kolejnych zda­nych egzaminów i wygranych zawodów, jakkolwiek ważne one są. Przywiązując nadmierną wagę do pewnych form osiągnięć, rodzice krępują życie swoich dzieci. Paradoksalnie, wpływ ta­kiej presji na rozwój społeczny, emocjonalny i intelektualny może ograniczyć ich późniejsze osiągnięcia i doprowadzić do osobistej porażki. Szybszy i zawężony rozwój nie jest doskona­łym przepisem na sukces.

To zresztą nic nowego. Ponad dwieście lat temu Goethe na­pisał krótką sztukę zatytułowaną Erwin i Elmira. W pewnym momencie Olimpia mówi swojej córce Elmirze, iż młode poko­lenie, zajęte do przesady strojami i etykietą, utraciło wolność i radość dzieciństwa:

Bawiłyśmy się, skakałyśmy i szalałyśmy, a jako całkiem duże dziewczynki ciągle jeszcze przepadałyśmy za huśtawkami i zabawą piłką. (…) Biegałyśmy po domu w najprostszych strojach, bezgra­nicznie szczęśliwe wygrywałyśmy w niepoważnych grach niepoważ­ne nagrody.

Dzieciństwo pełni ważne funkcje. Niemniej krytyka pod adre­sem rodziców, którzy zbyt mocno naciskają na swoje dzieci, nie ma wcale zachęcić ich do pobłażliwości. Dzieci potrzebują granic i kierowania. Muszą się nauczyć funkcjonować w wy­magającym świecie, w którym niezbędne im będą złożone umiejętności, nierzadko nabywane z trudem i dzięki wytrwa­łości. Opieka rodzicielska oraz umiejętności nauczycieli są dziś ważniejsze niż kiedykolwiek i muszą być dostosowane do po­ziomu rozwoju dziecka oraz jego osobowości. Ten, kto ma choć trochę doświadczenia w pracy z dziećmi, wie dobrze, że każde z nich jest wyjątkowe. Dzieci uczą się na różne sposoby, co odkrywa każdy dobry nauczyciel, któremu wystarcza sił, cza­su i ochoty na to, by wydobyć z nich to, co najlepsze.

Biologia kieruje do dzieci i ich rodziców prostą wiadomość: nie spieszcie się zanadto. Dzieciństwo ma do odegrania ważną rolę. Mówiąc słowami dziewiętnastowiecznego pisarza: ?Ge­niusz rozwija się powoli. Dąb, który zachwyca przez tysiące lat, nie dojrzewa do swego piękna tak szybko jak trzcina”. Dziecku powinno się zapewnić czas, odpowiednią stymulację i wsparcie, aby rozwinęło wszystkie swoje atrybuty, znalazło między nimi równowagę i zrozumiało zasady otaczającej je społecznej rywalizacji i współpracy. Takie podejście wyraża odpowiedni szacunek dla życia, w którym faza dzieciństwa została zaprojektowana w procesie ewolucji. Równocześnie jed­nak uznaje rzeczywistość, w której dziecko musi funkcjono­wać wyposażone w odpowiednią wrażliwość i umiejętności. Najlepszym prezentem, jaki można dać dziecku, jest radość ze skutecznego radzenia sobie w skomplikowanym świecie.

Naszym celem było ukazanie tego, co się dzieje podczas roz­woju jednostki: jak i dlaczego każdy człowiek staje się tym, kim jest. Przyjrzeliśmy się współpracy genów i środowiska w kuchni rozwojowej człowieka, poznaliśmy ich wkład w pro­ces rozwoju. Zobaczyliśmy, że każdy człowiek może rozwijać się w rozmaitych kierunkach; zauważyliśmy, że charaktery­styczne cechy każdej jednostki pojawiają się na wczesnych eta­pach rozwoju, a potem dają się zmieniać; przekonaliśmy się, jak wczesne doświadczenia kształtują późniejsze preferencje seksualne; omówiliśmy wpływ przypadku i wyboru na życie osobników.

Trudno się pozbyć starych nawyków w myśleniu. Nawet szeroko stosowane rozróżnienie między płcią a seksem ma sil­ny posmak starego sporu geny a środowisko. ?Płeć” to biolo­gia, a seks to część kultury, nabyte zachowania uważane za właściwe dla społecznej roli tej płci. Każda obiektywna osoba, słuchająca dyskusji na temat rozwoju behawioralnego zirytu­je się zapewne, słysząc same argumenty i kontrargumenty. Usiłowania mające na celu wyzwolenie się z tego kaftana bez­pieczeństwa, jakim jest spór natura a wychowanie, często od­krywają zadziwiający i niejasny portret rozwoju, procesu

O niezwykłej wręcz złożoności (co Salman Rushdie opisał kie­dyś w innym kontekście jako P2C2E – Process Too Complica­ted To Explain, Proces zbyt trudny, aby go wyjaśnić). Rze­czywiście, rozwój wydawał się osiemnastowiecznym biologom tak niesłychanie skomplikowany, że przeświadczeni byli, iż musi nim kierować jakaś nadprzyrodzona moc.

Procesy biorące udział w rozwoju behawioralnym na pierw­szy rzut oka onieśmielają swoją złożonością. Niektórzy są zda­nia, że im głębiej, tym trudniej, i że taki porządek jest narzuco­ny przez dynamiczne systemy o dużej złożoności. Tymczasem my sugerujemy, że w procesach rozwojowych, typowych dla każdej jednostki można odnaleźć prostotę i regularność. Takie przekonanie nie jest pochodną zasad ogólnych, lecz starannej analizy konkretnych przypadków. Istota rozwoju ? zmiana i ciągłość – nabiera sensu. Teraz łatwiej zrozumieć, dlaczego jednostka na pewnym etapie swojego rozwoju tak szybko re­aguje na wydarzenia środowiskowe, a na innym wydaje się, że nie mają one dla niej znaczenia. Po długich poszukiwaniach w kuchennym kredensie znaleźliśmy niektóre najważniejsze składniki dobrze zaprojektowanego życia.

Budowanie inteligentnych maszyn

Powolny proces rozwoju, z którym mamy do czynienia u zwie­rząt, jest najprawdopodobniej wynikiem złożoności zachowa­nia osobników dorosłych, zwłaszcza w wypadku człowieka, której nie można byłoby osiągnąć bez fazy dzieciństwa. Jeśli zasady rozwoju behawioralnego są rzeczywiście silne, powin­ny znaleźć szersze zastosowanie w świecie nie związanym z biologią. Jeśli do powstania skomplikowanego, inteligentne­go organizmu niezbędny jest długi okres rozwoju, to może jest tak również w wypadku inteligentnych maszyn, nawet jeśli ich struktura fizyczna ma niewiele wspólnego z żywymi isto­tami.

Większość konstruktorów inteligentnych maszyn buduje odpowiedniki dorosłych – maszyny, które mniej ą się uczyć, lecz pod innymi względami ukształtowane są już przy ?urodzeniu”. Tymczasem biologia sugeruje przyjęcie innego podejścia: ma­szyna ?rodzi się” jako dziecko i przechodzi długi okres rozwo­ju. W ostatnich czasach rozmaite schematy tworzenia inteli­gentnych robotów zaczęto opierać na kilku zasadach rozwojo­wych. Na przykład maszyna odbywa fazę swoistego dzieciń­stwa, w trakcie którego rozwija się przez interakcje z człowie­kiem i jego środowiskiem.

Cechy projektowe rozwoju biologicznego niosą w kontekście maszyn inteligentnych również inne interesujące implikacje. Człowiek i inne zwierzęta potrafią modyfikować swoje zacho­wania, działając z rozmysłem możliwym dzięki doświadcze­niu, ale mają także skłonność do popadania w nawyki, które ograniczają ich zdolność do dalszej zmiany. Niekiedy trzeba się z nich wyrwać. Maszyny inteligentne być może również muszą stosować taką taktykę, aby radzić sobie w nowych sy­tuacjach, których nie przewidziano w momencie ich projekto­wania. Ważnym elementem biologicznego rozwoju jest zaba­wa. Poprzez zabawę młode zwierzęta i ludzie zdobywają cen­ne doświadczenie, wiedzę i umiejętności, które umożliwiają im przystosowywanie się do konkretnych warunków ich śro­dowiska. To samo będzie prawdopodobnie dotyczyć inteligent­nych maszyn. Poproszona o rozwiązanie problemu maszyna może znaleźć odpowiedź, która wcale nie będzie najlepsza. Tymczasem jeśli zostanie zaprojektowana tak, by angażowała się w komputerowy odpowiednik zabawy, być może lepiej po­radzi sobie z tym zadaniem. Znalazłszy jedno rozwiązanie, maszyna poszukuje następnego, lepszego. Wypróbowuje nowe kombinacje działań, nawet jeśli wiele z nich prowadzi do śle­pych zaułków. Taki koszt się opłaca, jeśli tylko maszyna od­krywa nowatorskie i zadowalające rozwiązanie, które może stosować przez resztę swojej egzystencji.

Dziecko nie jest miniaturowym dorosłym, nie jest też ko­niecznie niekompetentne. Wiele cech behawioralnych i fizjolo­gicznych młodego organizmu potrzebnych jest do przeżycia wtedy, gdy jest on mniejszy od dorosłego, a ze względu na swo­je rozmiary i niesamodzielność musi żyć w zupełnie odmien­nym środowisku. Dzieci mają specjalne umiejętności i wzorce zachowania, dostosowane do ich środowiska w danym momen­cie rozwoju. Umiejętności owe i wzorce nie muszą przy tym wcale być prekursorami zachowań dorosłych. Dzieci mają umiejętności, które nie występują u dorosłych, w związku z czym inaczej postrzegają świat. William Kessen, psycholog rozwojowy, zwrócił uwagę na fakt, że rozwój nie polega jedy­nie na wzrastaniu. Analogicznie, być może w trakcie rozwoju skomplikowanej struktury, jaką jest maszyna inteligentna, potrzebne są jakieś specjalne zdolności. Nie muszą one być stałe, można się ich pozbywać, tak jak demontuje się ruszto­wanie po ukończeniu budynku. Być może maszyny inteligent­ne muszą być zależne od opiekuna podczas zdobywania infor­macji w trakcie okresu wrażliwości na początku swego życia. O maszynach, które potrafią przyswoić sobie jeden z kilku odrębnych stylów zachowania wywołanych panującymi wa­runkami, można powiedzieć, że posiadają ekwiwalent alter­natywnych dróg życiowych, które mają do dyspozycji rozwija­jące się zwierzęta.

Kto wybiera, kto projektuje?

Projekt życia w zamyśle nie miał się odwoływać do świado­mego projektowania. Procesy rozwojowe wyglądają, jakby były projektowane przez ewolucję darwinowską, lecz rozwój jed­nostkowego organizmu w rzeczywistości nie wymaga dużego udziału świadomości, myśli czy planowania. Teoretycznie oczy­wisty wybór powinien odzwierciedlać jedynie nastawienie określone przez ewolucyjną lub osobistą historię. Człowiek może wybierać kierunek działania, nie wiedząc, dlaczego ani co robi. Zachowanie pacjentów z uszkodzeniami mózgu poka­zuje, jak istotne są emocje w podejmowaniu codziennych decy­zji. Nieświadome motywy kierują zachowaniem, zanim jesz­cze do głosu dojdą świadoma wiedza bądź racjonalna analiza. Powraca jednak pytanie: Czy człowiek naprawdę wie, co robi, dokonując świadomego, wydawałoby się, wyboru?

Psychologia ewolucyjna może zakładać, że jednostka nie dokonuje wolnych wyborów. Dobrze zaprojektowany cykl ży­cia – z wymaganą na każdym etapie specjalizacją, z umiejęt­nością reagowania na warunki otoczenia, z rozwojowymi rusz­towaniami i regułami ich stawiania – jest wynikiem procesów ewolucyjnych. Nie ma tu miejsca na intencje. A jednak jed­nostki wpływają na bieg własnego życia przez dokonywanie wyborów i podejmowanie decyzji. Nierzadko są zaskoczone konsekwencjami swojego działania. Dobrze zaprojektowany mózg powinien umieć przewidzieć konsekwencje rozmaitych typów działania i dokonać wyboru na podstawie związanych z nimi prawdopodobnych kosztów i korzyści. Planowanie przed podjęciem działania jest niezwykle cenne. To jasne, że czło­wiek często podejmuje sensowne i rozważne decyzje, które mogą odzwierciedlać mechanizmy rozwojowe będące skutka­mi procesów ewolucyjnych. Niemądrze jednak byłoby doszu­kiwać się przejawów adaptacji w każdym wyborze. Właściwe zrozumienie biologii przywołuje z powrotem pojęcie wolnej woli, nawet jeśli wolność jest w jakiś sposób ograniczona, a czasem niemądrze wykorzystywana.

Jak rodzą się owe motywy, stanowiące podstawę życia do­brze przystosowanego w kontekście emocjonalnymi, a zatem pozwalającego na racjonalne podejmowanie decyzji? Na ten temat ciągle jeszcze niewiele wiadomo, lecz pojawia się coraz więcej dowodów dotyczących ograniczającego wpływu szcze­gólnych doświadczeń, z których pewne zachodzą jeszcze przed narodzeniem. Każda jednostka może odegrać rozmaite melo­die rozwojowe, lecz w trakcie życia gra tylko jedną. Owa szcze­gólna melodia może być następstwem jakiejś cechy środowi­ska, w którym rozwija się jednostka; ponadto ulega przystoso­waniu do warunków, w których jest odgrywana. Żyjące krótko organizmy zyskują, jeśli wyposażone są w przypominający sza­fę grającą mechanizm rozwojowy, dzięki któremu wchodzą od razu na odpowiedni tor pod względem środowiska, w którym mają zamieszkać. Jeśli dane zwierzę żyje tylko kilka miesięcy, informacje uzyskane od matki w życiu płodowym wiele mówią na temat świata, w którym przyjdzie mu żyć. Dlaczego jednak takie mechanizmy rozwojowe powstały u długo żyjącego zwie­rzęcia, jakim jest człowiek, który rozwija się stosunkowo wol­no i dla którego takie długofalowe prognozy mają ograniczoną wartość? Świat, w którym mieszka dany dorosły, może się zde­cydowanie różnić od tego, w którym żyła jego matka. Dlaczego więc nie przystosowywać się do nowych warunków, gdy się pojawiają?

Można odpowiedzieć, że procesów fizjologicznych odpowie­dzialnych za radzenie sobie z rozmaitymi klimatami i jadło­spisami nie da się łatwo przeorganizować. Skoro tak, przewi­dywanie byłoby korzystne dla tych zwierząt, które przychodzą na świat w konkretnych warunkach ? na przykład Arktyka, pustynia czy gęsta dżungla – i które najprawdopodobniej nie zmienią ich przez resztę życia. Zazwyczaj tak właśnie do nie­dawna działo się w historii ludzkości. Prognoza środowiskowa byłaby znacznie bardziej użyteczna i trafna w przeszłości niż teraz, w szybko zmieniającym się uprzemysłowionym społe­czeństwie. Byłoby też najlepiej, gdyby procesy te kształtowały się u zarania życia, w ramach okresów wrażliwości, kiedy najłatwiej jest ustalić optymalny metabolizm, budowę ciała i repertuar zachowań.

Aby właściwie zrozumieć rozwój, trzeba pamiętać, że odrzu­canie istniejących projektów i tworzenie nowych w trakcie ewolucji biologicznej stawało się coraz trudniejsze w miarę coraz większej złożoności organizmów. Udane modyfikacje po­wstają zazwyczaj w wyniku długiego procesu rozwoju. W kon­sekwencji systemy biologiczne obdarzone są cechami, których nie znoszą ścisłe umysły inżynierskie. Dobrym przykładem jest tutaj oko kręgowców. Komórki wrażliwe na światło znaj­dują się za komórkami łączącymi je z komórkami nerwów wzrokowych prowadzących do mózgu, tak więc obraz świata zewnętrznego musi, docierając do siatkówki, przenikać przez te połączenia. Niemniej jednak można się doszukać pewnych analogii z inżynierią. Twórcy skomplikowanych przedmiotów takich jak samochody nie pozbywają się większości swoich najdroższych narzędzi w postaci maszyn. W rezultacie ich pro­jekty zachowują często cechy starszych samochodów, do czego nie dochodziłoby, gdyby cała maszyna musiała być za każdym razem budowana od nowa.

Ewolucja rozwoju

Procesy rozwoju behawioralnego i psychicznego, które pro­wadzą do ukształtowania zachowań człowieka, same są wyni­kiem darwinowskiej ewolucji i wyglądają tak, jakby były do­brze zaprojektowane. Owe zaprojektowane cechy rozwoju są widoczne na przykład w okresach wrażliwości. Pewne rodzaje uczenia się, choćby poznawanie języka, pojawiają się na okre­ślonym etapie rozwoju, zazwyczaj na początku życia. Procesy rozwojowe, dzięki którym uczenie się przebiega łatwiej na po­czątku okresu wrażliwości, często są połączone z rozwojem fi­zycznym. Są one jednak również zgrane ze zmianami w środo­wisku rozwijającej się jednostki. Procesy, które zamykają okres wrażliwości, często związane są z gromadzeniem waż­nych informacji płynących ze środowiska, takich jak wygląd zewnętrzny matki bądź bliskiego krewnego danego osobnika. Procesy te zazwyczaj nie kończą okresu wrażliwości, zanim informacje owe nie zostaną zebrane. W nieprzewidywalnym rzeczywistym świecie wiek, w którym jednostka nabywa pod­stawową wiedzę, jest zróżnicowany; projekt procesu rozwojo­wego odzwierciedla tę niepewność.

Sposób, w jaki rozwijało się dobrze zaprojektowane zacho­wanie, to obszar zainteresowań teorii Darwina, która dostar­cza najspójniejszego pod względem ewolucyjnym wyjaśnienia istoty projektu biologicznego. Czy jednak charakter rozwoju systemów stanowi zagrożenie dla teorii Darwina? Czy zwią­zek między genami a zachowaniem nie jest zbyt pośredni, a droga przyczynowo-skutkowa zbyt długa, by proces ewolu­cyjny kształtujący produkt rozwoju mógł wpływać na działa­nie genów? Uważamy, że nie. Hodowcy zwierząt potrafią zmie­niać za pomocą praw dziedziczności specyficzne aspekty za­chowania, dokonując sztucznej selekcji. Różnice genetyczne najwyraźniej wywołują specyficzne różnice behawioralne.

Proces ewolucyjny nie wymaga bezpośredniego związku między genami a zachowaniami adaptacyjnymi. Ewolucja darwinowska działa na osobnikach, którzy rozwijają się w konkretnych warunkach. Jeśli warunki te przez wiele po­koleń są stałe, wówczas istotne zmiany u osobników będą miały głównie charakter genetyczny. Osobniki różnią się mię­dzy sobą; niektóre żyją i przekazują życie z większym powo­dzeniem niż inne, gdyż posiadają jakąś istotną cechę. Cechę tę z większym prawdopodobieństwem mają też krewni niż osobnicy z nimi nie spokrewnieni. Kształtuje się więc pewien projekt, nawet jeśli jest on wynikiem długiego i skompliko­wanego procesu rozwoju. Środowisko wszakże nie przestaje odgrywać istotnej roli w rozwoju tylko dlatego, że wykazuje się stałością. Każda zmiana w środowisku prowadzi do zupeł­nie innych rezultatów w rozwoju jednostki. Jeśli jednostka wraz z genami rodziców nie odziedziczy również ich środowi­ska, nie będzie dobrze przystosowana do warunków, w któ­rych się znajdzie.

Jest więc aż nadto oczywiste, że ludzie robią różne głup­stwa, które stoją w sprzeczności z ich interesami. John Bowl­by, pionier biologicznego podejścia do rozwoju behawioralne­go, uważa, że pewne adaptacje, które w przeszłości były ko­rzystne dla człowieka, stały się dysfunkcyjne w radykalnie odmiennym nowoczesnym świecie1. Zachowanie w rodzaju poszukiwania i czerpania przyjemności ze spożywania słody­czy czy tłustych potraw było bez wątpienia niezbędne w ubo­gim środowisku, lecz w społeczeństwie dobrze odżywionych ludzi przynosi więcej szkody niż pożytku.

Jednak pod innymi względami człowiek odznacza się nie­zwykłą zdolnością przechodzenia gwałtownych zmian. Wy­wołane przez człowieka przemiany środowiskowe oraz zacho­dzące w ich wyniku odpowiednie adaptacje ludzi do niego są nagłe i pojawiają się od niedawna ? w porównaniu do historii ewolucyjnej człowieka. Najwcześniejsze formy cywilizacji, w postaci rolnictwa, pojawiły się około dziesięciu tysięcy lat temu. Pierwsze dokumenty pisane mają sześć tysięcy lat i pochodzą z Mezopotamii oraz Chin, koło zaś wynaleziono niedługo potem. Uprzemysłowione społeczeństwa zaczęły po­wstawać dwieście lat temu, a komputery rozpowszechniły się w drugiej połowie dwudziestego wieku. Zmiany w środowi­sku ewolucyjnym człowieka są radykalne, podczas gdy zmia­ny genetyczne nie aż tak istotne. Geny człowieka zmieniły się w niewielkim tylko stopniu, odkąd przybrał on obecną postać sto, sto pięćdziesiąt tysięcy lat temu. Biorąc pod uwa­gę tempo zmiany genów w wyniku mutacji, stwierdzamy, że w okresie tym zmianie mogło ulec zaledwie 0,1 procent ma­teriału genetycznego człowieka. Dziecko urodzone w społe­czeństwie łowców i zbieraczy na afrykańskich równinach ty­siące lat przed wynalezieniem koła, w cudowny sposób prze­niesione do teraźniejszości, nie różniłoby się zasadniczo pod względem genetycznym od swojego rówieśnika z dwudzieste­go pierwszego wieku. W odpowiednich warunkach mogłoby zostać prawnikiem, taksówkarzem albo biologiem moleku­larnym.

Dużą rolę w postępowaniu zmian ewolucyjnych odgrywa także oportunizm. Jak w dużej restauracji, w kuchni rozwoju behawioralnego przygotowuje się jednocześnie wiele dań. Zda­rza się, że mieszają się one, a w wyniku tego przypadku po­wstaje coś nowego i pożytecznego zarazem. Człowiek potrafi doskonale ocenić wartość swoich eksperymentów, a ich rezul­taty zawsze miały niezwykły wpływ na historię ludzkości. Ję­zyk mówiony, który sam w sobie jest w oczywisty sposób przy­datny, oraz równie przydatna sprawność manualna potrzebna przy budowie narzędzi połączyły się w konkretnym, stosunko­wo niedawnym momencie historii ewolucyjnej i dały początek pismu. Język pisany powstawał kilka razy i w kilku formach w różnych miejscach na świecie: pojęcia zaczęto przedstawiać za pomocą obrazków, a słowa za pomocą symboli. Techniki te szybko się rozpowszechniły i stały podstawowym elementem współczesnych cywilizacji. To właśnie owo aktywne połącze­nie różnych zdolności zapoczątkowało całą niezwykłą lawinę zdarzeń kulturowych.

Jedna prawdziwa przyczyna

Efektywność edukacji, rola rodziców w kształtowaniu cha­rakteru dzieci, przyczyny przemocy i przestępczości oraz źró­dła osobistych nieszczęść to, rzecz jasna, niezwykle istotne zagadnienia. I – jak w przypadku wielu podstawowych zagad­nień dotyczących ludzkiej egzystencji ? wszystkie mają zwią­zek z rozwojem behawioralnym. Lista jest długa. Czy przykre wczesne doświadczenia mają długotrwałe skutki? Czy inte­ligencja uwarunkowana jest genetycznie? Czy dorośli mogą zmieniać swoje zachowania i poglądy? Większość osób oczeku­je prostych i jednoznacznych odpowiedzi na te pytania. Chce wiedzieć, co jest naprawdę ważne.

Dowodziliśmy, że szukanie jednej przyczyny, czy to gene­tycznej, czy też środowiskowej, może być w pewien sposób owocne, lecz nie przyniesie zrozumienia procesów zachodzą­cych w trakcie rozwoju jednostki. Język sporu ?natura a wy­chowanie” lub ?geny a środowisko” tylko w niewielkim stop­niu umożliwia dokonanie wglądu w proces, który nazwaliśmy kuchnią rozwojową. O dyskusji ?natura czy wychowanie” moż­na jedynie powiedzieć to, że określa ramy do odkrywania pew­nych składników genetycznych i środowiskowych, które są źródłem różnic indywidualnych między ludźmi. Można też do­dać, że wychodzi ona naprzeciw potrzebie prostych wyjaśnień, które często jednak okazują się mylące.

Próby znalezienia prostych czynników środowiskowych, tak powszechne w połowie dwudziestego wieku, zostały częściowo stłumione przez równie błędne przekonanie o nadrzędnym znaczeniu genów. Postawieni pod murem, naukowcy przyzna­ją, że ich teorie na temat genów odpowiedzialnych za nieśmia­łość, zachowania macierzyńskie, stosunki pozamałżeńskie, zdolności werbalne, przestępczość czy cokolwiek innego to za­ledwie skróty myślowe. Starają się jednak legitymizować ję­zyk, którym się posługują (na przykład ?gen odpowiedzialny za”), wskazując na pozornie proste przykłady w rodzaju ge­nów odpowiedzialnych za kolor oczu. Niemniej twierdzenie, że geny warunkują jakieś zachowanie, jest sporym nadużyciem.

Pojedynczy składnik rozwojowy, taki jak gen lub konkretna forma doświadczenia, może wywierać wpływ na zachowanie, lecz z pewnością nie oznacza to, że jest jedynym ważnym czyn­nikiem. Nawet w przypadku koloru oczu twierdzenie, że za niego odpowiada tylko konkretny gen, jest błędne, ponieważ wszystkie inne składniki genetyczne i środowiskowe, które są równie ważne dla powstania koloru oczu, są takie same dla wszystkich jednostek. Zamiast używać określenia ?gen jakie­goś zachowania”, uczciwiej byłoby więc powiedzieć: ?Odkry­liśmy konkretne różnice behawioralne między jednostkami, co – między innymi i w równej mierze – może mieć związek z konkretnymi różnicami genetycznymi”. Gdyby przyjąć sto­sowanie takiego czystego języka, media, a za nimi wszyscy zainteresowani, mogliby zacząć pojmować ogólną zasadę.

Popularne wyobrażenie genetycznej matrycy zachowania również okazuje się nieprzydatne, gdyż jest zbyt statyczne i nazbyt sugeruje, że dorosły organizm jest zaledwie powięk­szoną wersją zapłodnionej komórki jajowej. W rzeczywistości rozwijający się organizm to system dynamiczny, aktywny czynnik własnego rozwoju. Nawet kiedy wiadomo, że konkret­ny gen bądź doświadczenie wpływają potężnie na rozwój za­chowania, biologia ma niesamowitą zdolność odnajdywania alternatywnych sposobów. Jeśli normalna droga rozwojowa, prowadząca do konkretnej formy dorosłego zachowania, jest zablokowana, często odnajdywana jest inna. Przez swoje za­chowania jednostka może się dopasować do środowiska tak, by to z kolei odpowiadało jej cechom – jest to proces nazywany ?szukaniem niszy”. Jednocześnie czynności zabawowe zwięk­szają zakres dostępnych wyborów i – w swojej najbardziej kre­atywnej formie – umożliwiają jednostce kontrolowanie środo­wiska, co w innych okolicznościach byłoby niemożliwe. Nasza ulubiona, prosta metafora dotycząca gotowania pozwala sku­pić uwagę na wieloprzyczynowej i warunkowej naturze rozwo­ju. Zastosowanie masła zamiast margaryny może zmienić smak ciasta, chociaż wszystkie pozostałe składniki i metoda pieczenia pozostały takie same. Jeśli jednak wykorzysta się inną kombinację składników lub inne metody pieczenia, wy­raźne różnice między ciastem na margarynie a ciastem na maśle mogą zniknąć. Podobnie, upieczonego ciasta nie da się rozłożyć na ingrediencje oraz różne metody pieczenia, tak jak nie da się rozłożyć wzorców zachowania czy charakterystyki psychologicznej na wpływy środowiskowe i genetyczne oraz procesy rozwojowe, w trakcie których powstają. Niemniej jed­nak, posługując się nadal kuchenną metaforą, są pewne skład­niki ciasta – na przykład rodzynki – które mimo różnych tech­nik pieczenia pozostają widoczne. Analogicznie, pewne aspek­ty zachowania człowieka, takie jak mimika, są wspólne dla wszystkich kultur.

By użyć innej metafory, rozwój nie przypomina partytury, która dokładnie określa, jak rozpoczyna się utwór, jak się roz­wija i jak kończy Jest to raczej forma jazzowa, podczas któ­rej muzycy improwizują i opracowują swoje pomysły, nadbu­dowując na tym, co zrobili inni. Pojawiają się nowe tematy, wykonanie zaczyna żyć własnym życiem i może dotrzeć do miejsca, którego nikt na początku nie umiał przewidzieć. Nie­mniej wyłania się z reguł i ograniczeń narzuconych przez in­strumenty.

Mówienie o systemach i procesach nie wydaje się już tajem­nicze. Owa zmiana w myśleniu jest być może odzwierciedle­niem powszechnego doświadczenia. Wiele osób od najmłod­szych lat ma do czynienia z grami komputerowymi, w których wynik zależy od kombinacji warunków. Dla przykładu grające dzieci napotykają w lochach ciemnego zamczyska smoka, któ­rego można zabić jedynie specjalnym mieczem znajdującym się na szczycie szklanej góry. Zdobywając go, zaczynają się przyzwyczajać do warunkowego i kontekstowego charakteru rzeczywistości. Liniowe myślenie poprzedniego pokolenia, w którym każde wydarzenie miało jedną przyczynę, powoli zastępowane jest przez zrozumienie skoordynowanych proce­sów.