Początki z teściową

Dlaczego poznanie teściów jest tak ważne?

 

Są przynajmniej dwa ważne powody, dla których bezwzględ­nie warto poznać przyszłych teściów.

Po pierwsze, jest to ważny element poznania w prawdzie wybranka swego serca. Poznania go w szerszym kontekście, niejako „z korzeniami", a więc z dziedzictwem wyniesionym z domu rodzinnego wraz z pewnymi ukrytymi, lecz mogącymi się ujawnić cechami, które być może dojdą do głosu dopiero po latach małżeństwa.

Po drugie, poznanie teściów jest zadaniem dla siebie same­go. Pokochanie własnych teściów jest zadaniem nieraz trud­nym. Trzeba będzie jednak dla dobra własnego małżeństwa pokochać ich nawet wtedy, gdy nie da się ich polubić. Poko­chać nawet wbrew złym uczuciom, które wywołuje trudny do zaakceptowania (albo wręcz nie do zaakceptowania) styl ich życia, poglądy polityczne czy świat wartości, za którym się opowiadają.

Słowem, niechęć poznania przyszłych teściów nie jest tylko niewinnym chowaniem głowy w piasek, lecz może spowodo­wać wejście w małżeństwo z ogromnym ryzykiem jego rozpadu. To mówi doświadczenie życiowe, a tego nigdy rozsądny czło­wiek nie powinien lekceważyć.

Mylące uczucia

 

Skąd zatem niechęć młodych do poznania w prawdzie przy­szłych teściów? Przyczyną jej są dochodzące do głosu między zakochanymi silne, intensywne uczucia przesłaniające realną rzeczywistość. Uczucia te są wszechogarniające, piękne, buja­jące w obłokach i nie chcą być sprowadzane na ziemię przez brutalną, konkretną, nierzadko przykrą rzeczywistość. Co praw­da uczucia w życiu są ważne i należy o ich dobrostan dbać, lecz nadmiernie rozpędzone i całkowicie wyjęte spod kontroli rozumu i władzy woli, stają się złym doradcą i mogą prowadzić do destrukcji życia. To właśnie na fali niekontrolowanych, negatywnych uczuć człowiek potrafi nawet targnąć się na swe życie, popełniając samobójstwo, albo na fali przyjemnych uczuć popełnić inne głupstwo. Przykładowo: nierzadko bywa, że dziew­czyna zgadza się na współżycie płciowe z dopiero co poznanym chłopakiem, który na dyskotece zawrócił jej w głowie.

Wydaje się więc, że obserwowana częsta niechęć do pozna­nia przyszłych teściów bierze się (przynajmniej częściowo) z podświadomie odczuwanego lęku, by nie zepsuć sobie pięk­nej wizji idealnej narzeczonej czy narzeczonego. Wizji osoby bez skazy, przywar, wad i jakichkolwiek cech ujemnych. Nie trzeba dodawać, że dotrwanie w takim stanie do ślubu musi po krótkim czasie prawdziwego poznania zaowocować odczuciem zawodu i zamienić się w pretensje o oszustwo z premedytacją. Zwykle ten, który czuje się oszukany, nie ma świadomości, że to on sam siebie najbardziej oszukał.

Pozytywny przykład

 

Chłopak wzrastał w domu dziecka, bez żadnego kontaktu ze swymi rodzicami, którzy, niestety, byli głęboko patologiczni. Pod koniec szkoły podstawowej chłopak „przypadkowo" poznał katechetę-kapłana, gdy z ciekawości, a może trochę dla wygłu­pu zaczął uczęszczać na katechezę. Kapłan, pełen dobroci i mą­drości, okazał się jednocześnie silną osobowością. Długo trwały zmagania, które z początkowej relacji walki przerodziły się w końcu w przyjaźń. Chłopak zaczął tęsknić do Chrystusa. Przyjął chrzest, komunię Św., bierzmowanie. Kapłan stał się jego przewodnikiem duchowym. Po wyjściu z domu dziecka chłopak – już młody mężczyzna – zaczął studiować teologię, by uzupełnić braki wiedzy religijnej. Następnie skończył Studium Rodziny, by – jak sam mówił – odrobić choć w części zaległości wynikłe z braku domu rodzinnego. Założył własną rodzinę. Jest szczęśliwym, kochającym mężem i ojcem trójki dzieci. Znam go dobrze i wiem, jakim ogromnym trudem to opłacił. Wiem, jak to, co u innych w relacjach rodzinnych jest natural­ne i oczywiste, u niego musiało być wyuczone, zaplanowane i nieraz z zaciśniętymi zębami upilnowane, zrealizowane. Po­dziwiam jego niespotykany reżim narzucony sobie samemu, wynikający z ogromnej determinacji, by założyć dobrą rodzinę, której przecież z własnego dzieciństwa nie znał.

Przykłady mówiące o tym, że dziecko oddaliło się od swojej rodziny, schodząc na złą drogę, lub przeciwnie – przemienia­jąc się pozytywnie, nie zmieniają jednak faktu, że poznając rodzinę przyszłej żony (męża), dowiadujemy się ogromnie dużo o nim samym.

Niedaleko pada jabłko…

 

 

Stare porzekadło głosi: „Spójrz na matkę i bierz córkę". Mądrość ta, ponoć rodem ze starożytnego Wschodu, jest dziś zupełnie zapomniana, lekceważona, a nawet jawnie negowa­na. I mimo że wszyscy znają rodzime: „Niedaleko pada jabłko od jabłoni", co więcej zgadzają się z tym i sami używają jako argumentu „obciążającego" w przeróżnych ocenach osób i sy­tuacji życiowych, to w przypadku wybranka swego serca jakby o tym zapominają. Przecież jest dziecinną naiwnością twier­dzenie, że przysłowie „działa" we wszystkich sytuacjach z wy­jątkiem tej, w której ja sobie tego nie życzę. A nie życzę sobie, ponieważ w przyszłej teściowej widzę – delikatnie mówiąc – niedoskonałości, których nie chciałbym oglądać w swojej przy­szłej żonie. Więc wypieram możliwość dziedziczenia złych cech i… nie przyjmuję tego do wiadomości.

Jabłko oddala się…

Życie jest jednak bogatsze od wszelkich nakreślonych sche­matów. Znane są przypadki wielkiego oddalenia się od rodzi­ny, z której się wyszło. Tak więc trzeba dla poprawności wywodu zauważyć, że zdarzają się sytuacje, gdy jabłko od jabłoni odto- czy się daleko. To oddalenie może pójść zarówno w kierunku dobra, jak i – niestety – zła.

…w stronę zła

Wszyscy znamy sytuacje zaskakujące: taka porządna rodzi­na, a dziecko poszło na manowce, zmarnowało się. Dzieje się tak zazwyczaj wtedy, gdy dziecko wpadnie w złe środowisko rówieśnicze i nierzadko związane z tym uzależnienia, a nawet przestępczość. Czasem przyczyną zła i zagubienia jest ogląda­nie filmów pornograficznych, epatujących brutalnością czy horrorów. Bywa, że młody pada ofiarą zorganizowanego perfek­cyjnie i planowo przeprowadzonego uwiedzenia przez którąś z licznych, bez przeszkód rozwijających się i działających sekt.

Nie wolno więc zaryzykować twierdzenia, że wystarczy, by chłopak (dziewczyna) był z dobrej rodziny, a wszystko ułoży się dobrze i małżeństwo z nim (nią) będzie udane. Jak widać, w dzisiejszym świecie pełnym pułapek i profesjonalnie zorga­nizowanych negatywnych oddziaływań sama tzw. dobra rodzi­na już nie wystarczy. „Jabłko" nie upilnowane może się łatwo stoczyć w stronę zła.

…w stronę dobra

Zdarza się również – i jest to ogromnie optymistyczne – że dziecko wyrasta ponad środowisko rodzinne, w którym się wychowało. Zwykle impulsem do wzrostu jest pozytywne środo­wisko rówieśnicze lub poznanie jakiejś osoby, pociągającego autorytetu, któremu dziecko chce dorównać albo przynajmniej do niego się zbliżyć. Czasem taką rolę może spełniać poznany fascynujący chłopak czy dziewczyna. Zakochanie się może uruchomić potężne siły i motywacje do pracy nad sobą. Nieste­ty, często te możliwości wzrostu w dobrym są całkowicie mar­nowane. W przypadku zakochania zmiany na lepsze mogą być bardzo szybkie, lecz grozi im nietrwałość po osłabnięciu siły pierwszej fascynacji. Znam przypadek, gdy chłopak oddalony od Kościoła zaczął dla dziewczyny uczęszczać regularnie na mszę św. Zawarli sakramentalne małżeństwo w Kościele ka­tolickim. Była to jego ostatnia msza św. Zaraz po ślubie oświad­czył, że to już go nie interesuje i przestał chodzić do kościoła.

Nie chcę szerzej komentować tego faktu, niech pozostanie on jednak ostrzeżeniem. Zatem, by uchronić się przed naiwno­ścią – przed ostateczną decyzją o małżeństwie – należy rady­kalne zmiany osoby i jej zachowania, w tym nawrócenie, poddać próbie czasu, by mogły się utrwalić i uwiarygodnić.

Wysiłek Jabłka"

Aby Jabłko" mogło wspiąć się w stronę dobra, konieczny jest trud, wysiłek samego jabłka". Nie stanie się to samo. Nie stanie się to przez przypadek. (Są oczywiście przypadki szcze­gólne, wyjątki – jak olśnienie św. Pawła – lecz ludzką mocą nie mogą się one dokonać). Droga w stronę dobra jest zawsze „pod górę". Jest trudna, wymaga osobistego wysiłku, planowego podjęcia trudu własnego rozwoju.

Chętnie rozwinąłbym temat pracy nad charakterem, wysił­ku samowychowania, „uprawiania" siebie, lecz zbyt daleko odbiegałoby to od rozważanego „problemu teściów". Poprze­stańmy może na opisie zdarzenia pokazującego, że wyrośnię­cie ponad własną rodzinę, tę, z której się wyszło, jest możliwe.

Umowność roboczo przyjętej klasyfikacji

 

Powyższa próba usystematyzowania problemu jest jedynie propozycją klasyfikacji źródeł trudności na linii młodzi-teścio- wie. Nie roszczę sobie żadnych pretensji, by powyższy podział traktować jako Jedynie słuszny". Podział ten jest siłą rzeczy niedoskonały, bowiem poszczególne wymienione wyżej ele­menty nie są rozłączne, zazębiają się o siebie, wynikają jedne z drugich czy napędzają się wzajemnie.

Każdy przykład zaczerpnięty z życia (podam ich wiele dla ilustracji) będzie wynikał z kilku naraz spośród wymienionych elementów. Zdecydowałem się na dokonanie tego wstępnego podziału ze względów czysto praktycznych, by móc po kolei omówić różne aspekty tej samej sprawy. Sprawy, jak się okazu­je w praktyce, niezwykle ważnej dla szczęścia małżeńskiego i rodzinnego.

W kolejnych rozdziałach będę poruszał wymienione aspek­ty „problemu teściów", ilustrując je przykładami z życia. Nie­zależnie od analizy przyczyn trudności, warto zastanowić się nad konkretnymi sytuacjami życiowymi, które – jak pokazuje doświadczenie – generują problemy na linii młodzi-teściowie. Sytuacją taką jest z pewnością wspólne mieszkanie, pozosta­wanie młodych po ślubie na utrzymaniu rodziców czy odda­wanie dziadkom dzieci na wychowanie. Te i podobne sytuacje będziemy analizować bardziej szczegółowo w późniejszych roz­ważaniach.

Ogólne źródło problemu

 

?Problem teściów” jest bardziej złożony (i delikatny zara­zem), niż to się wydaje. Można zaryzykować twierdzenie, że podstawowym źródłem i kwintesencją problemów na linii młodzi-teściowie jest brak pełnego zastosowania się w życiu do słów Pisma świętego: ?Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją, i będą oboje jednym ciałem” (Mt 19, 5). Właśnie brak opuszczenia zarówno fizycznego, jak i uczuciowego lub opaczne rozumienie pojęcia ?opuszczenie” to najgłębsze przyczyny nieporozumień, napięć i bólu w oma­wianym problemie.

Problemy szczegółowe

Zatem problem jest w zasadzie jeden, lecz składa się na niego wiele elementów. Należą do nich bez wątpienia nastę­pujące postawy.

Po stronie młodych:

lekceważenie ?problemu teściów” (żenię się z dziewczyną, nie obchodzi mnie jej matka),

wejście w małżeństwo na fali emocji, rozbudzonych uczuć młodych, bez dostatecznego (czasami żadnego) poznania ro­dziców i rodziny współmałżonka,

niedojrzałość młodych do zawarcia związku małżeńskie­go w ogóle, a do oderwania się od własnych rodziców w szcze­gólności,

trudności w akceptacji swych teściów z ich poglądami, stylem życia, przyzwyczajeniami, bardzo nieraz odległymi od idealnych wyobrażeń i oczekiwań,

żądanie przeróżnych, nienależnych młodym, świadczeń i próby nieuprawnionej interwencji młodych w życie teściów, nierzadko dyktowanej egoizmem i wygodnictwem młodych.

Po stronie teściów:

niedojrzałość rodziców do wypuszczenia ?swego” dziecka z gniazda rodzinnego,- niedojrzałość rodziców do przyjęcia nowego, dorosłego dziecka,

nieakceptacja powołania do małżeństwa swego dziecka,

nieakceptacja wybranka serca swego dziecka, niezgod­nego z oczekiwanym ideałem,

próby nieuprawnionej ingerencji w życie młodych (często w najlepszej wierze).

Zrozumienie problemu

 

Prawdziwie do końca wewnętrznie akceptowane rozwiąza­nie poważnego życiowego problemu wymaga najpierw zrozu­mienia i zdiagnozowania jego przyczyn. Następnie trzeba obrać drogę wychodzenia z trudności i poddać konsekwentnie swe działania pełnej kontroli woli, aż do całkowitego sukcesu. Sło­wem, rozum i wola są podstawą przy rozwiązywaniu wszelkich problemów życiowych.

Wydaje się więc, że celowe, sensowne i ważne jest zastano­wienie się nad „problemem teściów", rozpoznanie źródeł kło­potów i nazwanie ich jak najjaśniej – po imieniu. Chodzi konkretnie o spostrzeżenia ogólne, można powiedzieć teore­tyczne, i pewne usystematyzowanie spojrzenia na „problem teściów". Dzięki temu będzie można łatwiej zrozumieć swoją konkretną, życiową sytuację, swój indywidualny problem. Rzecz jasna, każda sytuacja jest specyficzna, wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju i wiedza teoretyczna niczego nie załatwi do końca, lecz może pomóc w rozjaśnieniu, zrozumieniu bolące­go problemu. Taki właśnie cel stawiam sobie, pisząc te słowa. Zatem do rzeczy!