Gra o wielką stawkę

Łazęgowanie

Jeśli teorie na temat dużego znaczenia zabawy dla rozwoju człowieka są słuszne, to skłonność niektórych rodziców do nad­miernego chronienia swoich pociech przed wszystkimi praw­dziwymi i wyimaginowanymi niebezpieczeństwami może mieć zgubne skutki dla rozwoju tychże. Troska o bezpieczeństwo dzieci w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych doprowa­dziła do głębokich zmian w charakterze dzieciństwa. Normal­ne niegdyś rodzaje aktywności, takie jak łazęgowanie z przy­jaciółmi czy nawet chodzenie do szkoły bez opieki, stają się obecnie coraz rzadsze. Powszechnie uważa się, że dzieci nie po­winny być zostawiane samym sobie, a ich zajęcia są ciągle kon­trolowane z obawy, by nie stała się im żadna krzywda. Brytyj­ski socjolog, Frank Furedi, komentując rosnący, lecz w znacz­nymi stopniu bezpodstawny niepokój rodziców na Zachodzie, stwierdził: ?Instytucjonalizacja ostrożności w największym stopniu dotyka życia dziecka. W ostatnich dwudziestu latach obawy o bezpieczeństwo dzieci stały się niezmiennym przed­miotem dyskusji. Uważa się, że niebezpieczeństwo czyha na dzieci na każdym kroku”. Wbrew wszystkiemu jednak liczba przypadków molestowania i zabójstw dzieci w okresie pokoju jest w miarę stała w większości krajów uprzemysłowionych.

Dzieci mają coraz mniej okazji do nieskrępowanej zabawy. W coraz większym stopniu pozbawia się je szans ćwiczenia bójek i kontaktów towarzyskich, stąd trudniej im radzić sobie w sytuacjach konfliktu i współpracy. Coraz mniej ćwiczą, są otyłe i nie mają kondycji. W szkołach coraz częściej uważa się, że zabawa to marnotrawienie czasu. Jest jej coraz mniej w roz­kładach zajęć, również z powodu rosnącej konkurencji między szkołami, a także wymagań ambitnych rodziców. Omawialiśmy długofalowe korzyści nieustrukturalizowanej ak­tywności przedszkolnej, ukazanej przez projekt High/Scope. Uspołecznianie oraz stopień, w jakim zajęcia uspołeczniające motywują dziecko do dalszej nauki, wyraźnie determinują po­strzeganie dziecięcej zabawy. To czas doświadczeń, które mogą się już nie powtórzyć.

 

Łączenie rozłączonego

Kiedyś sfilmowano Picassa malującego na szkle. Widz ob­serwował powstawanie obrazu od drugiej strony szyby. Picas­so najpierw naszkicował kozę, po czym zaczął szybko ją ozda­biać. Pojawiały się i znikały nowe kształty, mieszały się i prze­kształcały barwy. Pod koniec filmu kozy już nie było i trudno było powiedzieć, co obraz przedstawia. Picasso się bawił – praw­dopodobnie nawet popisywał – lecz najwyraźniej czerpał ze swojej zabawy dużo zadowolenia. W podobnym duchu przyja­ciele bądź koledzy, przed którymi stoi jakiś interesujący pro­blem, rzucają na przemian pomysły, układają pojęcia i myśli w różne kombinacje. Któregoś dnia ich zabawa, proces, który daje im wiele przyjemności, może doprowadzić do owocnego rozwiązania.

Kreatywność i innowacja polegają na wyłamywaniu się ze starych, utrwalonych wzorców. Pisarz William Plomer ujął to następująco: ?Kreatywny człowiek musi umieć postrzegać rela­cje między pojęciami, rzeczami lub formami ekspresji, które mogą być całkowicie różne, i łączyć je w zupełnie nowe formy – mieć umiejętność łączenia tego, czego pozornie połączyć się nie da”. W tym samym stylu William James opisał geniusz jako ?trochę więcej niż zdolność postrzegania w niezwykły sposób”.

Zabawa to efektywny mechanizm, ułatwiający wprowadzanie innowacji i zachęcający do kreatywności. Zabawowe reorgani­zowanie zasadniczo odmiennych myśli i pojęć, tak by tworzy­ły nowe kombinacje – z których większość okaże się bezuży­teczna – jest techniką coraz częściej stosowaną w badaniach biznesowych i naukowych. Daje okazje do wglądu oraz otwie­ra możliwości, których wcześniej nie dostrzegano. Konsultan­ci do spraw zarządzania dostrzegli korzyści wynikające z my­ślenia opartego na zabawie i wprowadzili sesje ?burzy mó­zgów” do wielu firm. Zabawa zaczęła więc dotyczyć samych myśli. Polega na robieniu czegoś nowego bez zastanawiania się, czy jest to uzasadnione bądź opłacalne. Oczywiście taka aktywność, podobnie jak zabawa u zwierząt, w obliczu trudno­ści znika pierwsza. Wyczerpywanie się funduszy na tak zwane luksusy to pierwszy znak problemów każdej firmy. Kłopoty instytucji i brak środków zazwyczaj zniechęcają do podejmo­wania ryzyka i zmuszają do koncentrowania się na celach krótkoterminowych, kosztem długoterminowej umiejętności wprowadzania innowacji. Ostatecznie wiele firm staje pod ścianą dlatego, że konkurencja okazała się lepsza, szybciej wprowadzając na rynek nowatorskie produkty lub usługi.

Co pewien czas agencje rządowe, które finansują badania naukowe, próbują ocenić sukces działalności naukowej. Za­zwyczaj oceny te rozczarowują: naukowcom, którzy są przez nie sponsorowani, niezmiernie rzadko udaje się strzelić w dzie­siątkę. Takie kontrolowanie wydatków prowadzi często do wyciągania pochopnego wniosku, że finansować należy tylko te badania, które podążają utartym szlakiem i których rezul­taty da się przewidzieć. Agencje zaczynają się bać ryzyka, zwłaszcza gdy zasoby finansowe nie są duże, i nalegają, by dokładnie zaplanować każdy krok programu badawczego oraz wyszczególnić go w podaniu o grant. Ten punkt widzenia moż­na zripostować następująco: Po co w ogóle prowadzić badania, skoro z góry wiadomo, jaki będzie ich wynik?

Postęp w myśleniu jest najzwyczajniej niemożliwy, jeśli nie podejmuje się ryzyka intelektualnego, a uwagę skupia tylko na bezpośrednich, krótkoterminowych korzyściach. Efektem takiego podejścia jest przeciętność. Niepewność towarzysząca wszelkim działaniom artystycznym czy naukowym jest oczy­wista. Trudno przewidzieć, kiedy zmieni się ludzkie myślenie. Jedno jest wszakże pewne: żadnych zmian nie będzie, jeśli kreatywność oparta na zabawie zostanie stłumiona przez nad­mierną ostrożność.

Naukowcy często nazywają swoją pracę zabawą. Isaac New­ton, który przez Williama Cowpera określony został mianem ?dziecinnego mędrca”, skromnie opisał swój naukowy geniusz:

Nie wiem, za kogo może mnie uważać świat, lecz we własnych oczach jestem zaledwie chłopcem bawiącym się na brzegu morza, znaj­dującym kamyk bądź muszlę, które są gładsze i piękniejsze niż zwy­kle, podczas gdy cały ocean prawdy istnieje przede mną, nie odkryty.

W książce Jamesa Watsona Podwójna helisa można znaleźć wyznania autora na temat okoliczności, w jakich wespół z Fran­cisem Crickiem, pracując w latach pięćdziesiątych w Cambridge, odkrył strukturę DNA. Było to jedno z największych osiąg­nięć naukowych dwudziestego wieku, za które Watson, Crick i Maurice Wilkins otrzymali w 1962 roku Nagrodę Nobla. Podwójna helisa ukazuje zabawowy charakter kreatywności naukowej, sposób, w jaki badacze przerzucali się pomysłami, wypróbowując nowe kombinacje i odrzucając te, które nie zda­wały egzaminu.

Atak intelektualny Cricka i Watsona na zagadkę DNA był sprawny i doskonały. Wiele wspaniałych pomysłów przyszło im do głowy podczas lunchów w Eagle, pubie w centrum Cam­bridge. Watson i Crick badali rozmaite teorie struktury DNA na zbudowanych przez siebie modelach. W ten sposób amery­kański chemik Linus Pauling odkrył alfa-helikalną strukturę cząsteczki białka. Podstawowy problem w tej metodzie pole­gał na odnalezieniu pasujących do siebie atomów. Narzędziem pracy naukowców stał się więc zestaw kolorowych kulek, przy­pominających zabawki przedszkolaków. Watson pisał: ?Musie­liśmy tylko skonstruować zestaw molekularnych modeli i za­cząć się bawić ? przy odrobinie szczęścia mogło się okazać, że to helisa”. To była helisa, oczywiście. Kiedy wszystko tkwiło już na swoim miejscu, Watson i Crick poczuli, nie bez powodu, że odkryli sekret życia. Następnego ranka po odkryciu Wat­son szedł przez Cambridge, patrząc na strzeliste gotyckie wie­że kaplicy King’s College. Zastanawiał się, w jakim stopniu ich sukces zależał od długich okresów, w których nic się nie działo, kiedy razem z Crickiem spacerowali po pięknych dzie­dzińcach i ogrodach college’u.

Od Eton do Waterloo

Po swoim słynnym zwycięstwie nad Napoleonem w 1815 roku książę Wellington powiedział ponoć, że bitwa pod Water­loo została wygrana na boiskach Eton. Za owym apokryficz­nym stwierdzeniem kryło się przesłanie, że poglądy, dyscypli­na i duch zespołowy zdobyte podczas zabaw z rówieśnikami w dzieciństwie zaowocowały później na prawdziwych polach walki. Pełne rygorów życie w angielskiej szkole wpoiło praw­dopodobnie oficerom Wellingtona umiejętności, dzięki którym zwyciężyli potem w walce. (Ponad sto lat później George Or­well, który sam był uczniem Eton, kwaśno zauważył, że bez względu na to, czy bitwa pod Waterloo została wygrana na boiskach Eton, wszystkie otwierające bitwy następnych bry­tyjskich wojen zostały tam przegrane.)

Przekonanie, że zabawa dziecka ma jakiś poważny cel, na przykład zdobywanie umiejętności i doświadczenia potrzeb­nych w wieku dorosłym, było podstawą historycznego myśle­nia o zachowaniach zabawowych. Dla przykładu w szesnastym wieku francuski eseista Montaigne napisał, że: ?dzieci nie ba­wią się na żarty; te zabawy powinny być postrzegane jako ich najpoważniejsze zajęcie”. Platon, ponad dwa tysiące lat przed przyjściem na świat Wellingtona, jeszcze dobitniej wyrażał się o roli zabawy w rozwoju, pisząc w swoich Prawach:

Twierdzę, że każdy, kto chce być dobry w swoim zawodzie, musi go ćwiczyć już od maleńkości, wykorzystując wszystkie odpowiada­jące mu narzędzia zarówno podczas zabawy, jak i pracy. Na przy­kład przyszły dobry budowniczy musi stawiać domy z zabawek, a przyszły dobry rolnik bawić się w uprawę ziemi. Wychowawcy z kolei muszą zapewnić każdemu dziecku zabawki wzorowane na prawdziwych narzędziach. Oprócz tego dzieci powinny otrzymywać podstawowe informacje we wszystkich niezbędnych przedmiotach;

na przykład stolarz – jak używać przymiaru i dokonywać pomia­rów, żołnierz – jak jeździć konno bądź wykonywać inne żołnierskie powinności. Tak więc za pomocą zabawy powinniśmy starać się ukierunkowywać upodobania i potrzeby dzieci ku temu, co stanowi ich ostateczne przeznaczenie. Co najważniejsze, powtarzam, edu­kowanie stanowi naturę wychowania, które nakłania duszę bawią­cego się dziecka do umiłowania zawodu, w którym musi być mi­strzem, kiedy stanie się dorosłym człowiekiem.

Platon podkreślał, że zabawa w dzieciństwie jest ważna w kontekście rozwoju umiejętności dorosłego człowieka. W pew­nym sensie zabawa tworzy podwaliny zachowań dorosłego. Jednak porównywanie rozwoju behawioralnego do procesu stawiania budynków jest jedynie po części trafione, gdyż w połowie dorosłe zwierzęta, w przeciwieństwie do w połowie wzniesionych budynków, muszą przetrwać i znaleźć materiały do dalszej budowy. Niemniej jedna z metafor ?budowlanych” – stawianie rusztowań – pomaga zrozumieć charakter rozwoju. Rusztowanie jest potrzebne podczas budowy, lecz demontuje się je po ukończeniu budynku. Zabawa to rusztowanie rozwo­jowe. Jego funkcja biologiczna polega na wspieraniu tworze­nia dorosłej osoby, a kiedy praca jest zakończona, znika.

Jednostki są aktywnymi uczestnikami własnego rozwoju – wchodzą w reakcje ze światem zewnętrznym, aby zdobyć od­powiednie doświadczenie. Aktywność w środowisku jest nie­zmiernie korzystna, badanie świata odbywa się bowiem z róż­nych perspektyw – a świat rzadko kiedy wygląda tak samo z różnych perspektyw. Psycholog dziecięcy Jean Piaget doce­niał wagę aktywnego zaangażowania w konstruowanie funk­cjonalnej znajomości środowiska7. Bierze z niej początek wiele umiejętności: rozpoznawanie przedmiotów; rozumienie związ­ków przyczynowo-skutkowych; odkrywanie, że trzeba prze- aranżowywać otoczenie, aby coś zrozumieć; uczenie się, co wolno, a czego nie wolno w stosunku do innych. Wszystkie te odkrycia przynoszą jednostce ogromne korzyści, a wiele z nich jest efektem zabawy.

Powszechnie uważa się, że – tak jak to jest u człowieka – pozornie bezcelowe zachowanie zabawowe młodych zwierząt przynosi im korzyści biologiczne na dalszych etapach rozwoju. Charakter owych korzyści jest kwestią sporną, brakuje bo­wiem konkretnych dowodów pozwalających rozróżnić rozma­ite możliwości. Lista obejmuje nabywanie i doskonalenie sprawności fizycznej niezbędnej w późniejszymi życiu, dosko­nalenie umiejętności rozwiązywania problemów, utrwalanie relacji społecznych i odpowiednie dostrajanie układu mięśnio­wego oraz nerwowego.

Godną uwagi cechą układu nerwowego ssaków jest nadmiar połączeń między komórkami nerwowymi na początku rozwo­ju. W miarę rozwoju jednostki wiele z tych połączeń zanika, a część komórek obumiera. Zachowywane są jedynie połącze­nia aktywne. Proces ten, zachodzący w układzie nerwowym, nie jest – czego się niektórzy obawiają – wczesnym objawem starzenia, lecz raczej odzwierciedleniem coraz większej efek­tywności systemów klasyfikujących, kierujących i kontrolują­cych organizm. Te wewnętrzne zmiany dają o sobie znać w zachowaniu. Młode zwierzę, ćwicząc podczas zabawy ste­reotypowe ruchy, które później będzie wykonywać ?na serio”, poprawia ich koordynację i efektywność. Krótkie skoki młodej gazeli podczas zabawy mogą przynieść niemal natychmiast korzyści, gdy grozi jej niebezpieczeństwo ze strony geparda czy innego drapieżnika9. Młode geparda z kolei muszą szybko opanować umiejętność biegania i skakania, aby umknąć przed lwami i hienami.

Młode zwierzęta przez zabawę zapoznają się z topografią danego terenu. Samo rozeznanie w lokalizacji ważnych ele­mentów środowiska nie gwarantuje ominięcia naturalnych przeszkód podczas szybkiej ucieczki przed drapieżnikiem bądź udanej pogoni za zdobyczą. Zwierzęta muszą ćwiczyć. Szczu­ry, umieszczone w nowymi środowisku, zazwyczaj najpierw uważnie je badają. Stopniowo szybkość ich ruchów wzrasta, aż do chwili, gdy zwierzęta zaczynają błyskawicznie biegać wzdłuż – jak się wydaje – ustalonych przez siebie ścieżek. Judy Stamps, biolog z University of California, sugeruje, że celem owych pozornie zabawowych przebieżek jest automatyzacja i wysoka efektywność pokonywania przeszkód, które mogą się pojawić w znajomym środowisku11. Po zdobyciu umiejętności zwierzę będzie mogło monitorować położenie drapieżników, zwierzyny czy wrogich osobników własnego gatunku. Kiedy ornitolodzy, którzy chcą złapać ptaki, rozwieszają sieci, osob­niki zamieszkujące dane terytorium kierują do nich inne pta­ki, same nie dając się złapać.

Zabawa umożliwia młodym zwierzętom względnie bezpiecz­ną symulację potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, na które mogą się natknąć po osiągnięciu dorosłości. Uczą się na wła­snych błędach, nie musząc ponosić poważnych konsekwencji. Z tego punktu widzenia najistotniejszą rozwojową funkcją za­bawy jest wpływ na wiążące się z dużym ryzykiem zachowania dorosłych, takie jak walka, łączenie się w pary w warunkach dużej rywalizacji, łapanie niebezpiecznej zdobyczy i uciekanie przed drapieżnikami. Wzorce zachowania charakterystyczne dla walki i polowań są najbardziej zauważalne u kotów i in­nych drapieżników, podczas gdy zachowania ?bezpieczne” w rodzaju iskania czy wypróżniania nie mają swoich zabawo­wych odpowiedników.

W świetle przytoczonych faktów można wnioskować, że po­zbawienie zwierzęcia okazji do zabawy powinno mieć szkodli­wy wpływ na jego rozwój. Tak rzeczywiście jest. Na przykład brak doświadczenia wyniesionego z zabaw ujawnia się w spo­sobie reagowania przez zwierzę na rywalizację społeczną. W pew­nym eksperymencie młode szczury wychowywano w izolacji, przy czym jedna grupa miała możliwość zabawy przez godzinę dziennie, druga zaś ? nie. Mniej więcej po miesiącu umiesz­czono je w klatce innego szczura, gdzie – jako intruzi – niemal zawsze były atakowane. Zachowania obronne szczurów pozba­wionych możliwości zabawy odbiegały od normy. Spędzały one w bezruchu znacznie więcej czasu niż zwierzęta, którym po­zwalano się bawić. Inne aspekty ich zachowań obronnych nie zostały zmienione, tak więc rezultat pozbawienia zabawy wy­daje się specyficzny. Jest więc jasne, że brak możliwości za­bawy we wczesnej fazie życia niekorzystnie wpływa na zdol­ność radzenia sobie przez jednostkę w świecie rywalizacji. To samo można powiedzieć o bójkach ?na niby” wśród dzieci. Przez zabawę uczą się one, jak radzić sobie z agresją i przemo­cą – tak własną, jak innych.

Zabawa w dzieciństwie to wszakże nie jedyna droga zdobywa­nia wiedzy i umiejętności. Jednostka może odłożyć ten proces na wiek dorosły. Jeśli jednak nie będzie towarzyszyć mu zabawa, może być niezmiernie kosztowny i trudny, o ile w ogóle możliwy.

Jak mówiliśmy wcześniej, wiele ścieżek rozwojowych może prowadzić do tego samego celu, niemniej zabawa, dzięki swo­im cechom, jest doskonałym sposobem odnajdywania najlep­szej drogi rozwoju. Opanowując rozmaite umiejętności, jed­nostka może niestety wybierać takie rozwiązania potencjal­nych problemów, które nie zawsze są optymalne. W rozdziale 9 opisaliśmy odmalowany przez Waddingtona krajobraz epigenetyczny, w którym rozwój organizmu zobrazowany jest w postaci kuli toczącej się przez coraz głębszą dolinę. Załóżmy, że kula napotyka dołek i się zatrzymuje. Choć nie osiągnęła jeszcze kresu podróży, nie może jej kontynuować, chyba że się ją potrąci albo poruszy się sama. Rozmyślnie unikając miejsc ostatecznego ? z pozoru ? przeznaczenia, jednostka może do­trzeć tam, gdzie jest lepiej. Stąd też zabawa może być metodą uczenia się, jak owych miejsc unikać.

Podejmowanie decyzji wpływających na społeczne bądź fi­zyczne warunki, z którymi trzeba sobie radzić, może mieć po­ważne konsekwencje dla dalszego życia. Każda jednostka ma zazwyczaj do dyspozycji znaczną liczbę warunków środowisko­wych, z których samodzielnie wybiera odpowiadające jej miej­sce do zamieszkania, towarzystwo, partnerów seksualnych i pożywienie. Środowisko nie stawia przed nią konkretnego problemu, który musi w równie konkretny sposób rozwiązać. Tak jak bobry, które tworzą dla siebie prywatne jeziora, jed­nostka może sporo zrobić, żeby wykreować najlepiej dopaso­wane do siebie środowisko.

Tak więc nawet w ramach jednego gatunku zabawa niemal na pewno pełni więcej niż jedną funkcję biologiczną. Niektóre jej aspekty są prawdopodobnie związane z doskonaleniem sys­temu nerwowego i mięśni, inne z przyszłymi rywalami oraz sztuką walki, niezbędną, by sobie z nimi poradzić. Istnieją takie formy zabawy, które szlifują umiejętność polowania na zwierzynę bez ponoszenia uszczerbku na zdrowiu, oraz takie, które doprowadzają do perfekcji poruszanie się po własnym terenie, co umożliwia ucieczkę przed drapieżnikami lub prze­chytrzenie rywali. Zabawa młodych zwierząt w żadnym wypad­ku nie jest niezbędna do rozpoznawania członków własnej grupy społecznej, nabywania wiedzy o miejscowej kulturze czy przyzwyczajania się do lokalnego środowiska. Zwierzęta mogą zdobyć te formy doświadczenia w inny sposób. Z pewnością jednak wymienione aspekty mogą też być korzystnym rezul­tatem zabawy. Jakkolwiek nie miały podstawowego znaczenia w ewolucji zabawy, stanowią dodatkowy, płynący z niej poży­tek. Przy okazji zabawy młode zwierzę może pozyskiwać bez dodatkowych kosztów informację o podstawowym znaczeniu, na przykład na temat cech charakterystycznych swoich naj­bliższych.

Zabawa człowieka pełni bez wątpienia jeszcze bardziej zło­żone, wykształcone ewolucyjnie funkcje poznawcze, dzięki któ­rym możliwe jest reorganizowanie świata w sposób ułatwiają­cy jego zrozumienie. Najważniejsze jest jednak to, że doświad­czenie, umiejętności i wiedza potrzebne w późniejszym życiu są aktywnie zdobywane i doskonalone w trakcie zabawowego kontaktu ze środowiskiem.

Do tej pory koncentrowaliśmy się na zabawie jako narzę­dziu ewolucyjnym wykorzystywanym do zdobywania doświad­czenia, które będzie w pełni wartościowe na późniejszych eta­pach życia. Niemniej jednak zabawa nie kończy się wraz z dzieciństwem, a dorośli w jej trakcie mogą uaktualniać swo­ją wiedzę i umiejętności. Dorosły, rozpoczynając ćwiczyć na pianinie nowy fragment utworu, z początku gra stosunkowo powoli i uważa na każdy swój ruch. W miarę postępów nabie­ra szybkości, a spod jego palców wydostają się coraz dłuższe fragmenty, stopniowo tak zautomatyzowane, że z trudem moż­na zacząć je grać od środka. Sportowców uczy się, by nie my­śleli o tym, co robią. Nierzadko muszą oni działać tak szybko, że nie mają po prostu czasu na myślenie. Zawodowy tenisista, który w ciągu meczu musi podejmować wiele decyzji w ułam­ku sekundy, ma do czynienia z piłką pędzącą w jego kierunku z prędkością 190 kilometrów na godzinę. Powtarzająca się za­bawa – którą zawodowi sportowcy bez wątpienia uważają za pracę – nie tylko poprawia ogólną kondycję, ale także wpływa na organizację złożonych ruchów, tak by mogły być wykony­wane szybko, dokładnie i automatycznie.

Zabawa może także stanowić cenne źródło innowacji i kre­atywności.

Płot Tomka Sawyera

Choć zabawa jest antytezą pracy – mile widzianą (i dla wie­lu dorosłych rzadką) przerwą w kieracie codzienności – grani­ca między nimi jest w gruncie rzeczy kwestią punktu widze­nia. Zabawa przestaje być zabawą, jeśli jest narzucona bądź traktowana zbyt poważnie. Tak ujął to John Mortimer w auto­biografii A Voyage Round my Father: ?W szkole nie miałem nic przeciwko lekcjom. Podczas zabawy jednak nie chciałem ciężko pracować”. Tomek Sawyer Marka Twaina również wie­dział, jak cienka jest granica między zabawą a pracą, i umie­jętnie to wykorzystał. W jednym z rozdziałów Przygód Tomka Sawyera Tomek, to ?wcielenie braku reguł”, znowu wdał się w bójkę. Wymyka się w nocy z domu i zostaje nakryty przez ciotkę, która postanawia go ukarać. Kobieta nakazuje Tomko­wi, żeby spędził cenny sobotni poranek na ciężkiej pracy: ma pomalować na biało jej ogrodowy płot, który ma trzydzieści jardów długości i dziewięć stóp wysokości. Wizja tego wprawia Tomka w głęboką melancholię, lecz po kilku chaotycznych machnięciach pędzlem wpada mu do głowy pomysł: po prostu zamieni pracę w zabawę. Pojawia się inny chłopiec, Ben, i roz­koszuje się kiepską sytuacją Tomka:

–   Hej, stary kumplu, pracuje się, co?

–   A, to ty, Ben! Nie zauważyłem cię.

–   Słuchaj, idę popływać. Nie chciałbyś iść ze mną? Nie, ty oczy­wiście wolisz pracować, co nie? Pewnie, że wolisz!

Tomek popatrzył przez chwilę na chłopca i powiedział:

–    Co nazywasz pracą?

–   No a czyż to nie jest praca?

Tomek, nie przerywając malowania, odpowiedział niedbale:

–   Cóż, może jest, może nie jest. Wiem tylko, że pasuje Tomkowi Sawyerowi.

–   Przestań, chyba nie chcesz mi wmówić, że ci się to podoba?

Pędzel w dalszym ciągu malował.

–   Podoba? Cóż, nie rozumiem, dlaczego miałoby się to mi nie po­dobać. Czy masz okazję codziennie malować płot?

To rzuciło nowe światło na postać rzeczy. Ben przestał skubać swoje jabłko. Tomek delikatnie wodził pędzlem w tę i z powrotem, przystając na chwilę i z pewnej odległości oceniając efekt, dodawał trochę tu i tam, znowu oceniał. Ben obserwował każdy jego ruch, coraz bardziej zainteresowany i zaabsorbowany. W końcu powie­dział:

–    Słuchaj, Tomek, daj mi przez chwilę pomalować.

Ostatecznie, w zamian za resztę jabłka, Benowi udało się namówić Tomka, by oddał mu pędzel. Tomek usiadł na osło­niętej przed słońcem beczce, planując dalszą rzeź niewiniątek. W ciągu dnia kolejni chłopcy zatrzymywali się, żeby z niego podrwić, a później zostawali, by malować. W zamian oddawali to, co mieli przy sobie: latawiec, martwego szczura ze sznur­kiem, na którym można nim było kręcić, dwanaście kulek do gry, kotka z jednym okiem, mosiężną gałkę do drzwi, ołowia­nego żołnierzyka i inne skarby ? wszystko po to, by móc wyko­nać upragnione zadanie. Tomek, gromadząc wszystkie te do­bra, przebąblował dzień, a tymczasem na płocie pojawiły się trzy warstwy białej farby. Mark Twain kończy opowieść stwier­dzeniem, że ?na pracę składa się to wszystko, co trzeba zrobić, podczas gdy na zabawę to, czego robić nie trzeba. W Anglii można spotkać zamożnych dżentelmenów, którzy latem co­dziennie powożą czterokonnymi dyliżansami na trasach dłu­gości dwudziestu, trzydziestu mil, gdyż przywilej ten kosztuje ich sporo pieniędzy; gdyby jednak zaproponować im za to wy­nagrodzenie, przyjemność zmieniłaby się w pracę, z której by zrezygnowali”.

Tomek Sawyer wykorzystał tę cechę zabawy, którą psycho­logowie zaczęli od tamtej chwili demonstrować eksperymen­talnie, a mianowicie że pewne czynności z większym prawdo­podobieństwem będą postrzegane jako zabawa (a co za tym idzie, wydadzą się atrakcyjne) niż praca (mniej atrakcyjna), jeśli podejmie się je z własnej inicjatywy. W pewnym ekspery­mencie ochotnicy mieli przed sobą zabawę polegającą na roz­wiązywaniu problemów. Niektórym z nich zapłacono za udział w eksperymencie. Ta grupa spędziła mniej wolnego czasu na wykonywaniu zadania niż grupa druga, której jedyną moty­wacją była wewnętrzna przyjemność płynąca z zabawy. Mo­tywacja do zabawy ma źródło w nas, a gotowość do wykony­wania zadań – paradoksalnie – może być zredukowana przez zewnętrzne nagrody. Ochota do zabawy wzrasta, gdy zadanie jest wybrane samodzielnie, a osoba odkrywa, że jej umiejętno­ści poprawiają się wraz z nabywaniem wprawy. Sukces pro­wadzi do większego zadowolenia, które z kolei wzmacnia mo­tywację do dalszego działania. Jest to siła napędowa w wielu dyscyplinach sportowych i hobby.

Zabawa, we wszystkich swoich formach, jest oczywiście ty­powa nie tylko dla człowieka; występuje powszechnie wśród młodych osobników wielu gatunków i może zajmować znacz­ną część ich czasu. Zabawa zabiera do dziesięciu procent cza­su młodego kręgowca ? być może nie jest to tak wiele jak u dziecka, ale i tak całkiem sporo. Zabawę obserwuje się u więk­szości ssaków, niektórych gatunków ptaków (na przykład pa­pug i kruków) i jest ona prawdopodobnie bardziej popularna wśród innych grup zwierząt, niż się przypuszcza4.

Zabawa ma wiele cech. Na przykład podczas zabawy spo­łecznej partnerzy często zamieniają się rolami, a wątki seksu­alne nierzadko są w niej obecne na długo przed tym, nim zwie­rzę osiągnie dojrzałość płciową. Podczas zabawy polegającej na bieganiu, skakaniu i innych gwałtownych ruchach wzorce zachowania są wyolbrzymiane, nie przebiegają w odpowied­niej kolejności i są często powtarzane. Niektóre gatunki po­sługują się specjalnymi sygnałami społecznymi, które mają informować, że to, co się dzieje, należy traktować w kategorii zabawy. Na przykład psy sygnalizują gotowość do zabawy, przypadając na przednie łapy i machając ogonem, natomiast szympansy robią specjalną ?zabawową” minę, która poprze­dza zabawę z towarzyszami. W trakcie samotnej zabawy cha­rakterystyczne dla dorosłych techniki polowania na zwierzy­nę czy zdobywania pokarmu pojawiają się na długo przed tym, nim pozwolą zdobyć pożywienie.

Otoczenie ma duży wpływ na zabawę. To ona zazwyczaj zni­ka pierwsza, jeśli coś jest nie w porządku – stanowi czuły ba­rometr dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego jed­nostki. Na przykład we wschodniej Afryce młode koczkodany nie bawią się w okresach suszy, kiedy brakuje pożywienia. Zabawa pojawia się tylko wtedy, gdy zaspokojone są bieżące potrzeby, a osobnik jest zrelaksowany. Stąd też znika ona na­tychmiast, gdy zwierzę jest zestresowane, niespokojne, głod­ne lub chore.

Przede wszystkim jednak zabawę cechuje pozorny brak kon­kretnego celu. Zabawa to, mówiąc w stylu Tomka Sawyera, antyteza pracy dorosłego, o zawsze określonym i zwykle bie­żącym celu. Zachowanie podczas zabawy często przypomina zachowanie ?prawdziwe”, lecz nie pociąga za sobą jego natu­ralnych, biologicznych konsekwencji: młode zwierzę bawi się w walkę czy polowanie na wyimaginowaną zwierzynę, lecz zwykle oczywiste jest, że to właśnie zabawa, a nie brak kom­petencji.

Każdego, kto obserwuje młode zwierzęta podczas zabawy (na przykład koty), uderza pozorny brak celowości ich zacho­wania. Jedno z kociąt wygina się w łuk i ociera bokiem o dru­gie, które również się pręży. Pierwszy kot skacze do przodu, gdy tymczasem drugi w górę, turla się i ucieka przed pierw­szym, który jest tuż za nim. Po kilku sekundach sytuacja się odwraca i atakowany jest dotychczasowy napastnik. W końcu koty mocują się na podłodze, drapiąc nawzajem tylnymi łapa­mi. Gryzą się, lecz ich szczęki nie zaciskają się na tyle mocno, by mogły wyrządzić jakąś krzywdę. Pozornie agresywne koty rzadko wydają piski bądź miauknięcia sygnalizujące ból, tak jak by to było w prawdziwej walce dorosłych osobników. Wszystko to wydaje się obserwatorowi zupełnie bezcelowe. Tak więc po co to?

Biologiczna cena zabawy jest wysoka. Zwierzęta zużywają więcej energii i narażają się na większe ryzyko zranienia pod­czas zabawy niż podczas wypoczynku. Bawiąc się, bardziej rzucają się też w oczy i są mniej czujne. Na przykład młode foki częściej padają łupem uchatek właśnie w trakcie zaba­wy6. Tak więc koszt zabawy musi być równoważony jakimiś korzyściami, inaczej bowiem zwierzęta, które się bawią, były­by w zdecydowanie gorszym położeniu niż te, które się nie bawią (w takim wypadku zachowania zabawowe nie powsta­łyby w wyniku ewolucji). Dlaczego młode zwierzęta i dzieci się bawią?

Bezsensowna radość

Jednostka jest aktywnym czynnikiem własnego rozwoju, po­szukuje i zdobywa doświadczenia, które zmieniają jej przyszłe zachowania. Młode zwierzęta i ludzie mają mechanizmy rozwo­jowe, które zdają się zaprojektowane specjalnie do tego zada­nia. Mówiąc ogólnie, zachowanie to nazywane jest zabawą.

Czym jest zabawa? Czasem samotna, czasem żywiołowo spo­łeczna, niekiedy niebezpieczna – większość osób potrafi ją roz­poznać na pierwszy rzut oka, i to bez względu na nie kończące się akademickie rozważania nad jej definicją. Zabawa to zaję­cie typowe dla młodych zwierząt i dzieci. Dorośli również się bawią, lecz na ogół mają na to mniej czasu i ochoty. Większość dorosłych zapomniała już, jak to jest spędzić cały dzień na plaży, nie mając przy sobie nic prócz wiaderka, łopatki i może jeszcze przyjaciela, i robić coś, co – z ich punktu widzenia – wydaje się całkowicie bezsensowne.

Ludzka zabawa przybiera rozmaite formy. Może być samot­na, prowadzona w wyobraźni, symboliczna, werbalna, społecz­na, konstrukcyjna, chaotyczna, manipulacyjna i tak dalej. Za­bawa czterolatków w zapasy jest zupełnie inna od, na przy­kład, samotnej zabawy dziesięciolatka, który wpatruje się w niebo, pogrążony w fantazjach o tym, że jest gwiazdą pop czy lekarzem. Autor Kubusia Puchatka, A. A. Milne, dobrze oddał istotę samotnej zabawy w swoim zbiorze wierszyków Już mamy sześć lat:

Nikt mnie nie widzi, nie słyszy mnie

Myślę, co chcą,

Robię, co chcą,

Gdy niby grzecznie śpię.

Wreszcie już jestem sam tu po ciemku.

W co bawić się przed snem?

Już mogę myśleć sobie o wszystkim,

Bawić się, bawić mogę we wszystko

I śmiać się mogę już ze wszystkiego.

Nikt, tylko ja to wiem.

Richmal Crompton opisał inny rodzaj zabawy w Just Wil­liam, pierwszej z wielu książek o chłopcach żyjących w Anglii lat dwudziestych. William Brown z grupą swoich dwunasto­letnich przyjaciół, ?Przestępców”, zastanawia się, w co się bawić:

Brali udział w morderczych bójkach, z absolutną pogardą dla sztuki kulinarnej gotowali nad dymiącym, nikłym płomieniem dziwne składniki, gonili się po wioskach, naśladując zachowaniem i wyglądem rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej, zaczęli nawet rozważać możliwość porwania (bez znaczącego sukcesu), i wszystkie te zajęcia się im sprzykrzyły.

W końcu William wpada na godny przyjęcia pomysł: ?Strze­lajmy z łuków, tak jak robią to prawdziwi przestępcy”.

Zabawa jest nierozerwalnie związana z radością – i to już od najmłodszego wieku. Obserwując swoje pierwsze dziecko, Williama Erasmusa, Karol Darwin pisał:

Gdy miał sto dziesięć dni, niezwykle bawiło go narzucanie far­tuszka na jego twarz, a potem nagłe ściąganie go. Bawiło go też, kiedy sam nagle odsłaniałem twarz i zbliżałem się do niego. Wyda­wał wtedy cichy dźwięk, który był zalążkiem śmiechu. Najwięk­szym zaskoczeniem była tutaj przyczyna rozbawienia, którą w więk­szym stopniu kojarzy się z poczuciem humoru osoby dorosłej. My­ślę, że jakieś trzy bądź cztery tygodnie przed tym, nim zaczęło go bawić nagłe odsłanianie twarzy, traktował uszczypnięcie w nos bądź w policzek jak dobry żart. Początkowo byłem zaskoczony poczuciem humoru u zaledwie trzymiesięcznego niemowlaka, lecz przypomnij­my sobie, jak szybko zaczynają się bawić szczeniaki i kocięta.