Dzieci ulicy

Hipoteza Darwina o rozwojowej reakcji człowieka na sy­gnały dotyczące jego przyszłego środowiska wydaje się dys­kusyjna. Nawet gdyby tak było, młodzi ludzie mają nie­wątpliwie wybitną umiejętność dostosowywania się do pa­nujących warunków. Nawet małe dzieci potrafią szybko zrezygnować z zależności od dorosłych, kiedy zależy od tego ich przetrwanie. Bywa, że dzieci mają bardzo krótkie dzie­ciństwo albo wręcz nie mają go wcale. Miliony dzieci na ca­łym świecie muszą dorastać w skrajnej biedzie, nie mając normalnego – według standardów zamożnych krajów – dzie­ciństwa. Muszą dbać o siebie, a ich relacje z dorosłymi to – w najlepszym razie ? kontakt pracownika z pracodawcą, a nie dziecka z dorosłym.

Konwencja Praw Dziecka, uchwalona w 1989 roku przez ONZ i ratyfikowana przez ponad sto krajów, głosi, że każde dziecko ma prawo do opieki, ochrony i dzieciństwa. Artykuł 31 tej konwencji podkreśla szczególnie prawo każdego dziec­ka do wypoczynku i rekreacji. Chociaż jest to najszerzej ra­tyfikowany dokument w historii, jego postanowienia są po­wszechnie ignorowane. W wielu krajach, włączając jej sy­gnatariuszy, istnieje wielka przepaść między szlachetnymi aspiracjami konwencji a brutalną rzeczywistością codzien­nego życia dziecka. Brytyjska grupa monitorowania praw człowieka stwierdziła w swoim raporcie, że konwencja ta była przez wiele krajów systematycznie i rozmyślnie łamana i że najszybciej dokonywano tego w tych krajach, które pierwsze ją podpisały.

Co najmniej sto milionów dzieci poniżej osiemnastego roku życia (niektóre już w trzecim roku) mieszka i pracuje na uli­cach krajów rozwijających się Azji, Afryki i Ameryki Środko­wej. Jak podaje UNICEF, siedem i pół miliona bezdomnych dzieci mieszka i pracuje na ulicach samej tylko Brazylii. Cho­ciaż wiele takich dzieci utrzymuje jakieś kontakty z rodziną, i tak większość dzieciństwa spędza na ulicach, żebrząc, czysz­cząc buty czy sprzedając świecidełka, by zasilić domowy bu­dżet. Jedna trzecia dzieci ulicy na całym świecie nie ma rodzi­ny i jest bezdomna: mieszka w parkach, opuszczonych budyn­kach bądź pod mostami, często w towarzystwie innych bezdomnych dzieci. Warunki życia i niebezpieczeństwa, na które narażają się, walcząc o przetrwanie, są nierzadko prze­rażające. Ankieta przeprowadzona wśród dzieci ulicy w Gwa­temali pokazała, że każde z nich było w którymś momencie molestowane seksualnie (z reguły przez krewnych) oraz nad­używało szkodliwych substancji (zazwyczaj wdychając opary klejów i rozpuszczalników). Często życie na ulicy stanowi dla nich ucieczkę przed przemocą i wykorzystywaniem seksual­nym w domu. Decydują się na życie w bardzo surowych wa­runkach, znajdują dla siebie niszę rynkową w usługach albo uciekają się do prostytucji lub przestępczości. Wiele z nich musi się utrzymywać już w wieku siedmiu lat, a nawet wcze­śniej. Często ryzykują życie, nie tylko z powodu chorób, lecz także ze względu na policję i straż obywatelską, które traktu­ją je jak plagę.

Mimo zatrważających warunków, w jakich przyszło im doj­rzewać, dzieci te wykazują zdumiewającą odporność. Muszą się zachowywać jak miniaturowi dorośli. Zarabiają na życie, opiekują się młodszym rodzeństwem pod nieobecność rodzi­ców i współpracują bądź rywalizują z innymi dziećmi ulicy w codziennej walce o przetrwanie. W obliczu skrajnie niesprzy­jających warunków wykazują niezwykłą zdolność przystoso­wawczą. Nie można sobie chyba wyobrazić czegoś bardziej odmiennego od życia dzieci w zamożnych społeczeństwach. Te, którym uda się przetrwać, ponoszą potem ogromne koszty utraconego dzieciństwa.